Pov Seokjin
Kilka a może kilkanaście godzin próbowałem połączyć się z kobietą. Kiedy odebrała za pierwszym razem czułem ze serce wyskoczy mi z piersi. Nigdy tak nie miałem nigdy nie przejmowałem się żadnymi rozmowami. Jednak ta jedna stresowała mnie niemiłosiernie a ona, poza tym epickim ochrzanem jaki mi zaserwowała to otrzymałem od niej jeszcze jedną niespodziankę. Kobieta rzuciła słuchawką. Była wściekłą i po prostu mnie zlała. Dodatkowo usłyszałem coś dziwnego. Ten mały urwipołeć się rozchorował. Co było naprawdę złe i rozbiło mój spokojny jak dotychczas dzień na małe kawałeczki. Czy to dziecko rozchorowało się przeze mnie? To przez to, że zareagowałem ze późno i malec zmarzł? Malec był chory, to małe stworzonko cierpiało przez chorobę. Przez cały dzień nie mogłem się na niczym skupić, a to zaczęło mnie coraz bardziej martwić. Na co jest chory? Co mu jest? Dodatkowo dobijały mnie słowa T/I, że zniszczyliśmy jej życie. Co tam musiało się stać, że ona jest aż tak urażona?
Wieczorem czekałem na jedną z panienek którą zamówiłem do mieszkania. Nalałem sobie drinka i czekałem w spokoju na tę kobietę. Moje ciało nie cieszyło się na zabawę jaka miała przybyć na chwile. Moje myśli same uciekały do kobiety, która mnie nie cierpiała, gardziła moim spojrzeniem, czynem, słowem. Im bardziej ona mniej odrzuca tym bardziej chce wiedzieć, dlaczego.
Wyszedłem wiec z mieszkania nie czekając na odwiedziny prostytutki. Jak głupi poszedłem do kwiaciarni i kupiłem bukiecik. Nie wiedziałem jakie kwiaty lubi T/I , ale wybrałem zwykły skromny, ale zarazem uroczy bukiet z delikatnych kwiatów. Dla małego kupiłem kilka słodyczy i autko. Nie mam pojęcia co lubią małe dzieci, ale pamiętałem jak mój ojciec kupowała mi samochodziki jak byłem młodszy i naprawdę to lubiłem.
Wsiadałem wiec do samochodu i ruszyłem pod blok tej upartej kobiety. Po drodze rozpętała się okropna ulewa. Zaparkowałem pod blokiem i zabierając rzeczy wyszedłem z auta dosłownie wchodząc w ścianę deszczu. Podchodząc pod drzwi do klatki już byłem całkowicie mokry i dopiero teraz zorientowałem się, że nie wiem w jakim mieszkaniu mieszka a do wejścia budynku trzeba było znać kod. Stałem wiec na deszczu czekając jak ktoś wejdzie lub uchyli drzwi.
3 min, 5 min, 15min.
Stałem i czekałem, a deszcz moczył mnie coraz mocniej. W końcu ktoś otworzył drzwi. Starszy mężczyzna o siwych włosach uśmiechnął się do mniej i wpuścił na obskurna klatkę schodową. Podziękowałem mu i zapytałem się o T/I nie wiedziałem, gdzie mam iść na szczęście staruszek wiedział, gdzie ona mieszka. Podał mi numer mieszkania, a ja już po chwili stałem przed wejściem do jej mieszkania. Zadzwoniłem dzwonkiem otrzepując się z kropel deszczu a drzwi otworzyły się szubko o raptownie zaskakując mnie przy tym.
Oczy od razu zaczęły studiować jej ciało. Jak zwykle wyglądała zupełnie nie na moje standardy, zwykłe dżinsy, biała koszulka i biały sweter oraz różowe kapcie była tak przeraźliwie zwykła. Na głowie miała zaplatany wyroki kok a z nosa spadlały jej okulary jak mi. Niektóre kosmyki jej włosy wypadły z koka okalając jej buzie i dodając lekkości całej stylizacji.
- Wiem, że jesteś na mnie zła, ale proszę cię wysłuchaj mnie. Ja naprawdę nie mówiłem nic złego na ciebie mojej matce. Nie mam pojęcia co jej odbiło, że poszła do ciebie do pracy. Naprawdę dopiero dziś się o tym dowiedziałem i musiałem przyjechać przeprosić za tą kobietę. Ona najpierw coś robi a później myśli już z nią rozmawiałem i też jest jej głupio. Wybacz mi. – zacząłem swój monolog
[T/I] - Już ci mówiłem nie chce od ciebie niczego, nigdy nie chciałam. Nie potrzebuję twoich przeprosin ani niczego co jest z tobą związane. Powinieneś już iść, bo twoja matka znów mnie oskarży o to, że cię deprawuje. – wkurzyła się i to bardzo patrzyła mi prosto w oczy ganiąc mnie
- Mogę wejść chciałem przywitać się z SeMinem mam dla niego czekoladę i... . – postanowiłem zignorować jej wcześniejszą wypowiedz.
[T/I] - Mówiłam ci już, że masz się nie zbliżać do mojego dziecko nie kupować mu prezentów nie robić złudnych nadziei. - warknęła zła.
- Ja nie... - zająknąłem się a wtedy do kobiety podbiegł je syn i wtulił się w jej nogi
[SM]- Mamo zobacz co dostałem od Hyunga Jimin i Jungkooka. -Pokazał jej dwie duże czekolady i paczkę cukierków oraz chrupki. - Jin!!!- malec pisnął na mój widok i podbiegł uśmiechając się, lecz po chwili kichnął głośno
- Cześć szkrabie jak się czujesz? Słyszałem że jesteś chory. – uśmiechnąłem się do niego
[SM]- Już jest dobrze, mama była ze mną w szpitalu i pan doktor dał mi naklejkę dzielnego pacjenta, mama była dumna ze mnie. Pokaże ci! - złapał mnie za rękę i wciągnął do mieszkania.
CZYTASZ
Tylko nie ty
FanfictionSeokjin i T/I mają wspólną przeszłość. Nie jest ona przyjemna i można powiedzieć że wręcz drastyczna dla jednej z stron. On był tym popularnym pochodzącym z bogatej rodziny ona była wzorową uczennicą, kujonka z tylko kilkoma przyjaciółmi. Na jednej...
