Rozdział 3

622 30 33
                                        

Wróciłam z wakacji i już mam dla was rozdział, a na dniach wleci jeszcze jeden!!

Coraz częściej zdaża mi się myśleć, że już zdjebałam...
Jednak widzę w tej historii potencjał.

Miłego czytania!!

Komentarze i gwiazdki mile widziane!

NA TWITTERZE MOŻECIE RÓWNIEŻ KOMENTOWAĆ LUB WYSYŁAĆ WIADOMOŚCI POD #SoloSongff

***

Przewracanie się z boku na bok, przeróżne pozycje, obracanie poduszki i szamotanina z pościelą. Nawet nie wiem czemu nie mogłem spać tego dnia, po prostu leżałam, zamykałem oczy, wyłączałem myślenie, a sen nie chciał nadejść. Na początku była ciemność, pokręciłem się po domu w poszukiwaniu picia, o mały włos nie wpadając na kanapę w salonie. Potem przez rolety widziałem, jak powoli stawało się jasno, a kiedy przez otwarte drzwi byłem w stanie dojrzeć jak z parteru unosi się kolor słońca wiedziałem, że nie ma szansy na moje zaśnięcie. Przewróciłem się na drugi bok, aby spojrzeć na stojący u boku łóżka budzik, orientując się, że już piąta czterdzieści.

Trudno jakkolwiek powiedzieć, że zacząłem dzień, skoro właściwie nie przespałem nic z tej nocy. Doba trwała dla mnie ciągiem, oczy bolały, a mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Kiedy byłem dzieckiem a nocami nie mogłem spać, szedłem do mamy. Ta wtedy pozwała mi się wczołgać na jej łóżko, obejmowała mnie i szeptała do ucha.

-Nawet, jak nie możesz spać, zamknij oczy i udawaj. Twój organizm wtedy wypocznie tyle, na ile będzie mógł.

Nie wiem, o czym myślałem tej nocy, ale nawet leżenie nie było dla mnie wygodne.

Podniosłem się do siadu i oparłem głowę o ścianę za łóżkiem. Automatycznie jakby poczułem, jak ta staje się ciężka. Właśnie tylko tego brakowało - bólu głowy o poranku. Przymknąłem oczy, wziąłem kilka wdechów po czym podniosłem się z łóżka z niemałym ociąganiem. Zignorowałem coraz to bardziej tępy ból spowodowany niewyspaniem i pokierowałem się w stronę łazienki. Podłoga jak zawsze była nieprzyjemnie zimna, dom pusty i cichy.

W pewnym sensie brakowało mi wrzasków rodzeństwa i dźwięku smażonych naleśników. Krzyki, błagania o dodatkową porcję, próby sięgnięcia do szafki aby dostać czekoladę do posmarowania, oraz srogi wyraz twarzy mamy, mówiącej, że za dużo cukru o poranku nie jest najlepszym pomysłem. Wszystkie te myśli spływają po mnie wraz z wodą ulatującą ze słuchawki prysznicowej.

Kiedy opuszczam toaletę jest kilka minut po szóstej. Wciąż, w moim mniemaniu zbyt wczesna pora na wstawanie. Nie należę i nigdy nie należałem do rannych ptaszków, a tym bardziej do osób które zapełniają swoje planery co do godziny. Jasne, miałem kupę roboty w zawodzie, jakim się zajmowałem, jednak kiedy chodziło o sen nigdy się nie spieszyłem. Wolałem posiedzieć do późna, ponieważ noc była dla mnie bardziej komfortowa, księżyc jakby czujniejszy, a gwiazdy wyglądały na niebie lepiej niż chmury. Wolałem zabrać kawałek nocy, niż odrąbać trochę poranka. Skoro jednak nie śpię całą noc, a mój organizm potrzebuje obudzić się w pełni do życia, nie pozostaje mi nic innego jak wykorzystać tak wczesną dla mnie godzinę.

Naciągam na siebie dresy i bluzę, wygodne buty, a pod nie skarpetki, wciskam w kieszeń słuchawki, telefon, gotówkę i klucze. Zamykam dom i wychodzę na ulicę, pozwalając aby słońce przez chwilę ogrzewało moją twarz. Jest maj, piękny jego początek, a dzisiejszy dzień zapowiada się naprawdę dobrze. Kieruję się w stronę parku, gdzie wzdłuż ciągnącej się ulicy znajdę również piekarnię. Już po chwili otacza mnie zieleń, mijam kilka osób, prawdopodobnie kierujących się do pracy i zastanawiam się, o której musieli wstać.

Solo Song | LarryOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz