PRZECZYTAJCIE NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM, BO ZAWIERA INFORMACJE NA TEMAT TEGO JAK BĘDĄ SIĘ POJAWIAĆ ROZDZIAŁY W PRZYSZŁYM TYGODNIU :)
Nie. Nie. Nie.
To się nie dzieje. Kurwa nie. Wpatruje się w faceta a on patrzy na mnie z czymś na cień uśmiechu, jednak w jego oczach nadal panuje chłód i nie wyrażają one nawet odrobiny rozbawienia. Czuję jak robi mi się słabo i tracę równowagę. Zawsze reaguje tak na stres lub nagły przypływ emocji. Ścina mnie to z nóg. Zaczynam się cofać i zahaczam o dywan a on mnie łapie. Trzyma dłonie na mojej talii. Jego ciemne oczy, otoczone wachlarzem długich rzęs patrzą wprost w moje. Niesforny kosmyk opada na jego czoło. Czuje jaka jestem czerwona, moje policzki wręcz płoną i nie wiem co mam robić. Prawdopodobnie właśnie zepsułam sobie wywiad. Jego spojrzenie jest tak stanowcze i chłodne, że czuje się przy nim malutka. Ma coś co można nazwać autorytetem. Jest w nim coś władczego, co sprawia, że człowiek kurczy się i nie ma nawet jak sprzeciwić się jego rozkazom. To nawet nie jest charyzma...Nie umiem tego określić ale on zdecydowanie jest stworzony do tej roboty, można go nazwać urodzonym przywódcą. Jak mogłam wcześniej nie zauważyć tego dystansu między nami i chłodu jaki od niego bije? Oceniłam go na podstawie jego młodego wieku, bo nie spodziewałam się, że ktoś tak młody mógł stworzyć tak wielkie imperium. Jestem kretynką.
-Przepraszam-mówię cicho próbując wyswobodzić się z jego objęć. Puszcza mnie a ja odsuwam się na stosowną odległość. Nie podoba mi się jego zbyt długi dotyk.
-Za co?-pyta kpiąco-Za nazwanie mnie dupkiem? Za tekst o wielkim ego, papierze toaletowym a może za tą jakże widowiskową parodię?- na każde wypowiedziane słowo nakłada coraz większy nacisk mówiąc je coraz gniewniej i przysuwając się do mnie. Zaciskam powieki coraz mocniej i kulę się. Nienawidzę jak się na mnie krzyczy.
-Za wszystko-szepczę, ale zaraz się ogarniam. Przecież to był tylko żart, nie wybiłam mu rodziny. Trochę dystansu, poluzuj krawacik szefuniu. -To jak sobie wszystko wyjaśniliśmy to może zadam panu pytania, nigdy więcej się nie zobaczymy a pan zapomni o całej sprawie?
-Dobrze- zajmuje miejsce na swoim czarnym fotelu nadal nie spuszczając ze mnie spojrzenia. Siadam na kanapie na drugim końcu gabinetu. Zaczynam się rozglądać. Pokój jest urządzony ładnie i elegancko. Zauważam drugie biurko prawie naprzeciwko jego zapewne należące kiedyś do jego sekretarki. Dziwne, że nie miała ona osobnego pokoju. Czyżby nie było go na to stać? Znów przenoszę na niego wzrok i zdaję sobie sprawę, że nadal tak sztywno siedzi. Zaczynam wyjmować papiery i zauważam, że trzęsą mi się dłonie. Ciszę przerywa Pan Malik. Wzdycha i wstaje wolno przechodząc przez gabinet. Ma na sobie idealnie skrojony, czarny garnitur i jasny golf. Siada obok mnie na kanapie, a ja odsuwam się na tyle, na ile pozwala mi jej długość.
-Przecież nie będziemy do siebie krzyczeć- przeszywa mnie swoimi ciemno brązowymi oczami i przygryza jedną z różowych pełnych warg. Pociera kciukiem po swoim kilkudniowym zaroście patrząc cały czas w moje oczy. Czuje się przez niego przytłoczona, ale odwzajemniam spojrzenie i mówię pewnie:
-Zawsze mogłam usiąść panu na kolana, prawda?
-Słucham?- wydaje się zbity z tropu i marszczy brwi. Wreszcie jakaś mimika.
-No wie pan. Na kolana. Ta bliskość między dziennikarzem a celebrytą- mówię tłumiąc chichot. Wydaje się zawstydzony i odrywa ode mnie na chwilę wzrok. Udaje ,że przeglądam notatki i szykuje listę przygotowanych wcześniej pytań. Celebryta. Patrzę na jego zmieszaną minę i zadaje pytanie, jakie wpadło mi do głowy gdy tylko weszłam i mimo, że nie ma go na liście pyta chcę znać odpowiedź. Pada ono tak odruchowo i pewnie jakbym nie była świadoma, że mówię to na głos:
CZYTASZ
Glimmer | z.m
Fiksi PenggemarOn może kupić wszystko czego tylko zapragnie. Mimo tego nie widzi w swoim życiu sensu. *** Ona może mu podarować coś czego nie można mieć za pieniądze. "Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia...
