SH-Nie zabiłem go (#34)

156 6 4
                                        

Sherlock Holmes wracał w ciszy ze spaceru na Baker Street 221b gdzie mieszkał. Chłodne powietrze co jakiś czas dmuchało w jego bladą twarz. Zaraz po wejściu do budynku zmierzały do mieszkania które dzielił z Johnem Watsonem. Jego jedynym przyjacielem który brał go za normalnego człowieka, a nie psychopatę czy świra.

-John zmarzłem weź zrób mi herbatę!- Zawołał wchodząc do mieszkania. Lecz nie dostał odpowiedzi. Rozejrzał się po salonie. Nie znalazł żadnej karteczki z informacją iż Watson opuścił mieszkanie w celu zakupów lub spotkania z jakąś kobietą. Gdy zajrzał do kuchni sparaliżowało go. Jego przyjaciel siedział oparty o szafkę, a wokół niego był plama krwi.- J-John!- Krzyknął przerażony podbiegając do niego. Zaczął udzielać koniecznej pomocy. Strasznie panikował. Został jednak siłą odciągnięty w chwili gdy przybiegli ratownicy. Sherlock krążył po salonie zdenerwowany. Lekarz popatrzył na Holmesa.

-On nie żyje panie Holmes.- Te słowa przyprawiły Sherlocka o upadek na kolana. Całą sytuację z korytarza obserwowali Anderson z Sally.

-Wiedziałem, że świrowi odbije i zabije by mieć sprawę.- Powiedział Philip Anderson obserwując załamanego Holmesa.

&

Od śmierci Johna minęły trzy dni. Na pogrzebie pojawili się wszyscy dla których John był ważny. Niestety. Przez oskarżenia Donovan jak i Andersona Sherlock został zamknięty w areszcie. Pani Hudson ułożyła na nagrobku czarne róże z granatową wstążką.

-Nie wierze, że kazali ci go zamknąć Greg.- Warkną Mycroft rozkładając po chwili parasol.

-Mycroft mówiłem by ci tego nie robili ale Sally i Philip od początku go nienawidzili. Nie sądzę by... Zrobił coś takiego. Szczególnie Johnowi. Jako jedyny traktował go jak prawdziwy przyjaciel.- Powiedział Lestrade.

-Na pewno Sherlock tego nie zrobił. Gdy przyjechaliście z nimi do szpitala podałam kilka dawek leków na uspokojenie. Wyprosił mnie z kostnicy chcąc pobyć chwilę z nim. Jak przyszłam to całe było zniszczone.- Powiedziała Molly chowając się z panią Hudson pod parasol.

-To się odbiło na jego sercu. Wy tego nie widzieliście ale na Johna patrzył z innym uczuciem.- Powiedziała staruszka. Cała czwórka spojrzała ostatni raz na grub po czym zaczęli wychodzić ze cmentarza.

&

Minęło parę dni od pogrzebu Johna Hamisha Watsona. Większość osób winiło Sherlocka po jego wyjściu z aresztu. Niektórzy uważali, że się pokłócili, a jeszcze inni, że Holmes się naćpał i wykonał morderczy ruch. Nikt jednak nie znał prawdy. Przez ten czas policja nie przerwała śledztwa w kwestii zabójstwa Johna. Wszyscy w policji wierzyli w winę detektywa. Jednak Mycroft, Molly, Greg, pani Hudson i kilka osób wierzyło w jego niewinność. Był kolejny ulewny deszcz. Sherlock położył na czarnej płycie ze srebrnymi napisami bukiet róż po czym usiadł na ziemi dając brodę na kolana. Patrzył szklanym wzrokiem na płytę. Pierwsze co zrobił po wyjściu z aresztu to poszedł na cmentarz na którym więcej czasu zaczął spędzać.

-C-Czemu mnie opuściłeś John? Nikt mi nie wierzy. M-Może serio powinienem zrobić list i... T-To nawet dobry pomysł. W-Wszyscy się ucieszą na tą wiadomość.- Powiedział po czym nachylił się nad nagrobkiem i złożył na nim pocałunek.- C-Czekaj tam na mnie... Z-Zaraz dołączę do ciebie.- Odparł i ruszył w stronę znanego mu miejsca. Miejsca gdzie wszystko się zaczęło.

&

Zaraz po wejściu do szpitalnego laboratorium zwrócił na siebie uwagę Molly. Kobieta na widok Sherlocka podeszła i przytuliła go. O dziwo Holmes odwzajemnił uścisk. Wypuścił ciężko powietrze z płuc.

-Przyniosę tobie coś na uspokojenie.- Powiedziała puszczając po chwili czarnowłosego.

-M-Mógłbym prosić jeszcze gorącą czekoladę?- Zapytał nie spoglądając na kobietę. Molly po chwili wyszła zostawiając samego Sherlocka. Młody Holmes upewnił się, że jej nie ma i zamknął drzwi na klucz podpierając je krzesłem. Wziął kartkę i zaczął pisać. Gdy skończył wyciągnął telefon po czym napisał SMSa do swojego brata. Spoglądając na zegarek wyciągnął z kieszeni swojego płaszcza pistolet. Zignorował wołanie Molly oraz swojego brata czy personelu medycznego czy Grega. Przyłożył pistolet do serca. Zamknął oczy. Strzelił.

&

Czarna trumna była spuszczana do dołu koło pewnego grobu. Kilka osób posiadające coś należącego do zmarłego podeszło i ułożyło to w grobie. Był to płaszcz, szalik, kartkę nut z pewną melodią, a nawet broń która sprawiła koniec jego istnienia na Ziemi. Gregory Lestrade obrócił się spoglądając na zebranych. Wyjął z kieszeni poplamioną krwią kartkę.

-Jestem dla wielu osób świrem i psychopatą. Nikt we mnie nie widział człowieka. Poza małą garścią osób. Kochaną panią Hudson, Gregorego Lestrade'a, Molly Hooper, mojego brata czy człowieka które moje życie było ciekawsze. Moje serce było przepełnione ciepłem na widok Johna lecz stało się niczym z kamienia przez jego śmierć. Oskarżyliście mnie bo najlepiej oskarżyć osobę biorącą narkotyki. Zastrzeliłem się w miejscu gdzie moja i Johna ręka pierwszy raz się zetknęły. Gdzie moje serce zabiło mocniej. Lecz przez wasze oskarżenia William Sherlock Scott Holmes kończy ze sobą mając jedno pragnienie. Bycie u boku Johna Watsona. Był moim jedynym przyjacielem, lekarzem któremu ufałem, a do tego osobą której oddałbym serce gdyby potrzebował przeszczepu.- Przeczytał Greg na co wielu spuściło głowę. Nikt nie sądził, że Sherlock Holmes się zakochał. Jednak teraz biega w swym nowym domu wraz z ukochanym tworząc ich własny Eden.

One ShotOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz