Zeszłam do salonu z uśmiechem od ucha do ucha. Raimon wygrał z Gimnazjum Rolniczym. Skoro Królewscy wypadli z gry, to raczej niczym złym nie było kibicowanie drużynie Evans'a. Szczególnie, że jeden z nas był w tej drużynie, co dalej mnie martwiło.
W kuchni przy stole siedziała moja matka. Stanęłam na chwilę w progu, przyglądając się jej. Mam wrażenie, że jest w jeszcze gorszym humorze niż zwykle. Dałam sobie czas na zastanowienie się, czy na pewno nie chcę się wycofać i wyjść z domu bez śniadania.
Podeszłam jednak do lodówki i wyciągnęłam z niej masło.
- Nie jedz tyle. Brak treningów źle wpływa na twoje ciało. Przytyłaś. - usłyszałam za sobą jej ponury głos.
- Wrócę do treningów, jak tylko Królewscy wrócą do zdrowia. - odpowiedziałam jej cicho, odkładając masło z powrotem na półkę w lodówce. Czyli i tak wyjdę bez sniaadania.
- W tym problem, że nie wrócisz już z nimi do gry. - kobieta wstała od stołu, co oznaczało, że nie ma ochoty na rozmowę. Zignorowałam to, chcąc dowiedzieć się więcej.
- Co to znaczy, że ,,nie wrócę już z nimi do gry"? - zrobiłam w powietrzu cudzysłów, marszcząc brwi.
- Postanowiłam przenieść cię do innej szkoły. - zlustrowała mnie wzrokiem z poważną miną, a ja rozszerzyłam oczy, przyglądając się jej w niedowierzaniu.
- Co? Ale jak to?! - zmarszczyłam jeszcze bardziej brwi, zaczynając się denerwować.
- W Akademii Królewskiej splamiłaś swoje imię. Poza tym, ucząc się tam, nie osiągniesz już niczego. Słaby poziom nauczania, słaba drużyna piłkarska, do której, wbrew mojej woli, postanowiłaś należeć. Sama sobie na to zapracowałaś. - wzruszyła ramionami.
Poczułam piekące łzy pod powiekami. Co to miało znaczyć?! Akademia Królewska, pomimo, że czasem jej nienawidziłam, była jak dom, a szczególnie ludzie w niej. A Królewscy? Druga rodzina, ta lepsza, ta, do której chciałam wracać.
- Nie możesz mi tego odebrać! - krzyknęłam w złości, uderzając pięścią w blat.
- Uspokój się i nie unoś na mnie głosu, Lindsay Madison Wyles! - zmarszczyła brwi. Starłam pierwsze łzy z moich policzków.
- Dlaczego mi to robisz?! Przecież wiesz, jak bardzo kocham tych ludzi! - krzyczałam, pomimo jej ostrzeżenia.
- Wiem co dla ciebie najlepsze! A ci ludzie? To tylko przypadkowe dzieciaki, o których istnieniu zapomnisz! - również na mnie krzyknęła, co doprowadziło mnie do większego płaczu. Miałam jej dość. Dość tego domu, tej rodziny, tego miasta i wszystkiego.
- Dlaczego nie możesz być jak każdy inny rodzic?! Nie udawaj, że przejmujesz się mną, moją edukacją, czy moją przyszłością! - ponownie uderzyłam pięścią w blat i od razu poczułam w niej okropny ból - Aż tak mnie nienawidzisz, że musisz do końca mnie niszczyć i zabierać mi to, co kocham? - powiedziałam z wyrzutem. Patrzyłam się w jej niewzruszoną twarz, kręcąc głową - Ty naprawdę mnie nienawidzisz. - szepnęłam, ruszając szybkim krokiem do wyjścia z domu.
- Lindsay, stój! - krzyknęła za mną, ale nie ruszyła się z miejsca - Jeżeli teraz wyjdziesz, to możesz już nie wracać! - nie odpowiedziałam, tylko otworzyłam drzwi i wyszłam z domu.
Zorientowałam się, że na dworze jest straszna ulewa, ale byłam zbyt zła, smutna i dumna, by wracać się do środka po bluzę, parasol, czy żeby po prostu zostać. Zapomniałam jak zimne potrafią być deszczowe dni.
Potarłam swoje ramiona, chcąc je trochę ogrzać. Deszcz był na tyle mocny i intensywny, że na ulicach już zdążyły porobić się mokre dróżki, którymi ścieka woda i całkiem spore kałuże. Szczęka dygotała mi z zimna, ale nie miałam zamiaru się wracać do domu. Nie teraz. Najpierw musiałam ochłonąć, a potem upewnić się, że nie ma jej w domu, zanim zdecyduje się na powrót.
CZYTASZ
Come In With The Rain | inazuma eleven, Jude Sharp [ZAKOŃCZONE]
Fanfiction,,Gdybym miała opisać moją relacje z Sharp'em, powiedziałabym, że jest skomplikowana. Niby się nie lubimy, ale kiedyś się przyjaźniliśmy. [...] Toleruję go i szanuję, oraz podziwiam jako kapitana." ,,Come In With The Rain" czyli historia o tym, jak...
![Come In With The Rain | inazuma eleven, Jude Sharp [ZAKOŃCZONE]](https://img.wattpad.com/cover/351093590-64-k458626.jpg)