Alicent Hightower zwykła mawiać, że jej córka Maegelle została jej zesłana jako prawdziwy anioł przez samych Siedmiu. Z trochę pulchnymi, różanymi policzkami, delikatnymi rysami i malinowymi ustami, dziewczynka potrafiła oczarować każdego, kiedy tyl...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
•──•─•──•✦•──•─•──•
Maegelle Targaryen była uważana za prawdziwego anioła.
Od najmłodszych lat dziewczynka była uważana za istną piękność, odzwierciedlając czyste piękno Starej Valyrii. Jej jedwabiste srebrno-złote kosmyki włosów upinane w misterne fryzury wokół jej głowy na życzenie jej matki, kaskadą spływały wzdłuż jej ramion, okalając jej delikatną, acz trochę pulchną, rumianą twarz. Szeroki uśmiech malinowych ust często rozświetlał jej gładkie, lśniące lico, przynosząc na myśl widok rozkwitającego kwiatu. Wśród biedoty jak i zarówno szlachty mawiano, że księżniczka jednym mrugnięciem oka, potrafiła oczarować każdego. Przyodziewana w najpiękniejsze suknie z najlepszych materiałów była prawdziwym bóstwem, chodzącym po ziemi.
Dobrze wychowana i niewątpliwie obdarzona nie tyle, co urodą, lecz także szlachetnym charakterem, była uważana za wzorową księżniczkę. Roznosząc wokół siebie aurę powabności oraz anielskiego uroku, mała księżniczka sprawiała, że nawet najtwardsze serca topiły się w jej obecności. Pałając miłością do wszystkich żywych istot, Maegelle była uznawana za niezwykłą istotę o czystej duszy, nieprzystosowaną do okrutnego świata.
Maegelle kochała słońce. Kochała odczuwać, jak jego ciepłe i świetliste promienie padały na jej jasne, rumiane policzki. Kochała szum wiatru. Kochała słuchać jego melodie, która rozbrzmiewała pomiędzy krwistymi liśćmi czardrzewa, powiewając nimi na wietrze. Maegelle kochała świat, a on kochał ją. Ale przede wszystkim, kochała swoją rodzinę.
Maegelle kochała swojego ojca. Viserys, choć czasy swojej młodości miał już dawno za sobą i nie był tak żwawy, jak kiedyś, uwielbiał obecność swojej najmłodszej córki. Przynosząc mu na myśl Rhaenyrę za swoich młodzieńczych lat, spędzał z nią czas, snując jej opowieści o kraju ich przodków. Maegelle z zapartym tchem wsłuchiwała się w jego zawiłe opowieści o wielkości i potędze Starej Valyrii. Długimi godzinami potrafiła przebywać u boku swojego ojca, przyglądając się jego imponującej makiecie Valyrii, kiedy ten opowiadał historie każdego z wielu jej elementów, aż zmęczona tym księżniczka zasypiała oparta o jego bok, rozgrzewając tym serce schorowanego króla.
Maegelle kochała Ser Cristona. Z niewiadomych dla niej przyczyn, zaprzysiężony rycerz jej matki obdarzał ją i jej rodzeństwo większą uwagą niż chociażby synów Rhaenyry. Szczególną uwagę poświęcał przede wszystkim jej czy Aemondowi. Tak jak mogła zrozumieć obiekcje względem jej starszego brata, Maegelle nie wiedziała, czemu mężczyzna tak poświęcał jej swój czas. Nie mogła zliczyć ile razy wypłakiwała mu swoje rzewne łzy w jego ramię, kiedy znajdował ją w środku nocy, zbudzoną po nocnym koszmarze i błąkającą się po pustych korytarzach Twierdzy czy też po tym, gdy zdzierała swoje dłonie i kolana do krwi przy niezdarnym upadku na ziemię. Ser Criston nigdy jej wtedy nie oceniał, nie mówił, że powinna przestać się mazać, ponieważ to nie przystoi księżniczce. Po prostu przy niej był, czekając aż sama zaprzestanie płaczu, uspokajająco gładząc ją po głowie.