Alicent Hightower zwykła mawiać, że jej córka Maegelle została jej zesłana jako prawdziwy anioł przez samych Siedmiu. Z trochę pulchnymi, różanymi policzkami, delikatnymi rysami i malinowymi ustami, dziewczynka potrafiła oczarować każdego, kiedy tyl...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
•──•─•──•✦•──•─•──•
Przez większą część nocy nie zmrużyła oka. Po wszystkim, co wydarzyło się na rodzinnej kolacji, Aemond był wzburzony bardziej niż zwykle. Maegelle znała jego temperament aż nazbyt dobrze — lata spędzone u jego boku nauczyły ją, jak go uspokajać, czy jak odciągać jego myśli od gniewu, który w nim buzował. Wiedziała, że najlepszym lekarstwem na jego złość była ona sama. I tej nocy było podobnie.
Jednak nawet bliskość i czułość, które dzielili pod osłoną nocy, nie wystarczyły, by odgonić jej własny niepokój. Leżąc w jego ramionach, wpatrywała się w półmrok komnaty, starając się uspokoić kłębiące się w głowie myśli. Ale jej spokój nie trwał długo.
Wciąż jeszcze otulona ciepłem ciała męża, usłyszała cichy, niepewny głos dobiegający z progu. Harra, przepraszając za zakłócanie jej spokoju o tak późnej porze, poinformowała ją, że mała księżniczka płacze nieustannie i nic nie jest w stanie jej uspokoić.
Nie potrzebowała więcej słów. Była w pokoiku dziecięcym szybciej, niż zdążyła o tym pomyśleć. Aemon spał spokojnie w swoim łóżeczku, podczas gdy jego młodsza siostra niemal krztusiła się własnymi łzami. Jej małe ciałko trzęsło się w spazmach szlochu, a Maegelle poczuła ścisk w piersi, widząc ją w takim stanie.
Co ją obudziło? Zły sen? Cień na ścianie, który w jej dziecięcej wyobraźni urósł do rangi potwora? Nie wiedziała, co było powodem, aż tak nagłego wybuchu płaczu. Lecz kiedy tylko wzięła córkę w ramiona, ta niemal natychmiast przestała się trząść. Daenys mocno się w nią wtuliła, nadal łkając cicho, ale wyraźnie się uspokajając.
Widząc, że ta jest spokojniejsza, próbowała oddać ją Marisie lub Harze, ale dziewczynka za każdym razem wybuchała płaczem, mocniej zaciskając swoje drobne rączki na materiale sukni matki, a z gardła wydobywało się żałosne łkanie, jakby sama myśl o rozłące wywoływała u niej atak paniki.
Maegelle nie miała innego wyboru niż tylko z nią zostać. Do samego świtu kołysała Daenys w swoich objęciach, nucąc cicho melodię, którą zawsze śpiewała w obecności swego ojca, gdy odwiedzała króla z dziećmi, by mu poczytać.
I nuciła ją nadal, nieświadomie, nawet teraz, siedząc z córką na kolanach, przesuwając z czułością palcami po jej jasnych, srebrnych włoskach. Daenys bawiła się haftem na sukni matki, zaciskając małe paluszki na miękkim materiale. Jej oczy były szeroko otwarte, jakby wciąż pozostawała pod wpływem nocnego koszmaru.
Helaena uniosła wzrok znad swojego hafu, przerywając wyszywanie pająka. Spojrzała na młodszą siostrę i siostrzenicę, a potem zerknęła na bawiących się na podłodze bliźniaków oraz Aemona. Cała trójka pochłonięta była zabawą, będąc pod czujnym okiem jednej z pokojówek Maegelle oraz nowej niani Jaehaerysa i Jaehaery, która zastąpiła miejsce Dyany — jej wcześniejszej służki, która zniknęła z dnia na dzień z niewiadomych dla niej przyczyn.