Alicent Hightower zwykła mawiać, że jej córka Maegelle została jej zesłana jako prawdziwy anioł przez samych Siedmiu. Z trochę pulchnymi, różanymi policzkami, delikatnymi rysami i malinowymi ustami, dziewczynka potrafiła oczarować każdego, kiedy tyl...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
•──•─•──•✦•──•─•──•
Poranne światło leniwie przedzierało się przez ciężkie zasłony, znajdując niewielką szczelinę pomiędzy nimi, wpadając do pokoju i rozpraszając panujący tam półmrok. Maegelle zmarszczyła lekko brwi, czując, jak ciepłe promienie słońca osiadają na jej twarzy, łaskocząc delikatnie jej skórę oraz przerywając spokojny sen. Uchyliła powieki, lecz natychmiast przysłoniła oczy dłonią, gdy ostre poranne światło niemal podrażniło jej oczy, zmuszając ją do ich szybkiego zamknięcia. Westchnęła cicho i ponownie ułożyła głowę na miękkiej poduszce, pozwalając, by pasma jej włosów spłynęły wokół twarzy, tworząc tym złotą aureolę wokół jej głowy. Przymknęła ponownie oczy, delektując się chwilą spokoju oraz ciepłym blaskiem poranka.
Poczuła dotyk ciepłego ramienia, które oplatało ją delikatnie wokół talii, co wywołało u niej mimowolny uśmiech na ustach. Obróciła się powoli w stronę jego właściciela, a jej wzrok padł na spokojną twarz Aemonda, wciąż pogrążonego w głębokim śnie. Przyjrzała się widokowi jego zamkniętych powiek, rozluźnionej twarzy, czy ledwo zauważalnie unoszącej się rytmicznie klatki piersiowej przy każdym jego pojedynczym wdechu. Nie wiedziała, jak długo trwała ta chwila, ale było w niej coś niemalże magicznego. Niepewnie uniosła dłoń w kierunku jego twarzy, dotykając opuszkami palców jego skóry. Chłopak lekko drgnął, a jego ręka szybko objęła jej nadgarstek dziewczyny, przyciskając jej dłoń mocniej do swojego policzka, jakby chciał tym zatrzymać ją bliżej siebie. W końcu uchylił powoli powieki, a jego spojrzenie, które było jeszcze senne, spotkało jej pełne radości oczy.
— Dzień dobry — szepnęła, obdarzając go ciepłym uśmiechem.
Aemond mruknął coś niewyraźnie w odpowiedzi, by po chwili wtulić twarz w burzę jej loków, wdychając głęboko jej zapach. Maegelle zachichotała cicho, czując, jak jego ciepły oddech łaskocze skórę na jej szyi. Ciepło momentalnie rozlało się po jej ciele, kiedy przycisnął ją jeszcze bliżej, przytulając ją do siebie, na co zamknęła oczy, rozkoszując się tą chwilą bliskości.
— Dobrze spałeś? — zapytała, łagodnie przeczesując palcami kosmyki jego srebrnych włosów.
Aemond spojrzał na nią z półuśmiechem.
— Jeśli każdy poranek miałby wyglądać tak jak dzisiejszy — odparł, przyciągając ją jeszcze bliżej. — To z pewnością spałbym o wiele lepiej.
Maegelle uniosła na niego wzrok, a jej serce zabiło mocniej, gdy napotkała ciepło w jego spojrzeniu. Chciała, żeby każdy poranek wyglądał właśnie tak, jak ten dzisiejszy. By każdy dzień zaczynał się od ich cichych, czułych przekomarzanek. Przejechała opuszkami palców po jego ramieniu, a uśmiech zniknął jej z twarzy, ustępując miejsca zamyśleniu. Wiedziała, że sprawa między nią a Aemondem nie była prosta, jak mogłaby się wydawać, a sama ich relacja z pewnością spotkałaby się z niezadowoleniem królowej. Przeczuwała, że matka nigdy nie uznałaby go za odpowiedniego kandydata na jej męża i celowo unikała tego tematu, co w sercu Maegelle wywoływało bolesne ukłucie. Mimo to tliła się w niej mała iskierka nadziei, że Alicent z czasem zaakceptowałaby ich uczucia.