Alicent Hightower zwykła mawiać, że jej córka Maegelle została jej zesłana jako prawdziwy anioł przez samych Siedmiu. Z trochę pulchnymi, różanymi policzkami, delikatnymi rysami i malinowymi ustami, dziewczynka potrafiła oczarować każdego, kiedy tyl...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
•──•─•──•✦•──•─•──•
Wysokie fale mórz rozbijały się o skały klifu, oblewając jego kamienne brzegi, śpiewając pieśń żałobną za jedną ze swoich córek. Wieść o śmierci lady Laeny Velaryon, która zmagając się z trudnym porodem, sama wybrała śmierć prawdziwego smoczego jeźdźca, odchodząc w płomieniach, szybko dotarła do Królewskiej Przystani.
Zebrani nad brzegiem morza żałobnicy w milczeniu słuchali słów przemowy Vaemonda Velaryona — wuja zmarłej kobiety, który przemawiał w języku valyriańskim.
— Zebraliśmy się dziś w siedzibie morza, by powierzyć lady Laenę Velaryon wiecznym wodom, władztwu króla Merlingów, który będzie jej strzegł aż po kres dni.
Maegelle mocno wtuliła się w bok swojej matki, chowając twarz w połach jej sukni, chcąc ukryć się w jej ramionach. Czuła przyjemne ciepło bijące od ciała królowej, które dodawało jej nieco otuchy.
— Lady Laena wyrusza w swą ostatnią podróż i zostawia na brzegu dwie córki z prawego łoża — kontynuował Vaemond. — Choć ich matka już do nich nie wróci ze swej podróży, wszystkie je łączy krew. We krwi Velaryonów krąży sól.
Maegelle uniosła zaszklony wzrok i zerknęła w stronę swojego dziadka, Otto, który z dumą na piersi znów nosił przypinkę namiestnika. W myślach wróciła do wspomnień o poprzednim Namiestniku, Lyonelu Strongu, który odszedł z tego świata wraz ze swym synem Harwinem w płomieniach, które strawiły przeklęte mury Harrenhal.
Spojrzała w stronę Rhaenyry, która obejmowała swoich synów, przytulając ich do siebie z matczyną miłością. Słysząc oskarżycielskie słowa Vaemonda, kobieta jeszcze mocniej przycisnęła chłopców do siebie, chroniąc ich przed jego wzrokiem.
— Krew to nie woda — przemawiał dalej Vaemond. — Krew jest prawdziwa. Krwi nie da się rozwodnić.
Z ust księcia Daemona, młodszego brata króla oraz męża zmarłej, wyrwał się chichot na słowa drugiego syna Driftmarku, przyciągając tym spojrzenia żałobników.
Rycerze naprężyli liny, przygotowując trumnę z wizerunkiem Laeny do spuszczenia jej w morskie odmęty. Maegelle poczuła, jak po jej policzkach spływają łzy. Alicent potarła jej plecy z czułością, próbując dodać jej otuchy.
Księżniczka podciągnęła nosem i złapała dłoń stojącego obok brata, którego cała ceremonia wyraźnie nużyła. Aegon spojrzał na nią ze zdziwieniem, ale nie odepchnął jej, pozwalając na ten drobny gest wsparcia.
— Kochana bratanico — zaczął po raz ostatni Vaemond. — Niech twe wichry będą tak silne jak twój grzbiet, morza tak łagodne jak twój duch, a sieci tak pełne jak twe serce. Z morza przyszliśmy i do morza wrócimy.