CHAPTER TWENTY-TWO

778 38 2
                                        

•──•─•──•✦•──•─•──•

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

•──•─•──•✦•──•─•──•

Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała w nierównym rytmie, jakby każdy kolejny wdech wymagał od niej większego wysiłku, niż było to w rzeczywistości konieczne. Powietrze w komnacie było ciężkie, niemal duszące, mimo otwartych okien, przez które wpadało dzienne światło. Cisza wypełniająca komnatę była przytłaczająca, przerywana jedynie odgłosem szurania sznurowadeł oraz trzaskiem ognia w kominku.

Stała nieruchomo na niewielkim podwyższeniu, starając się utrzymać równowagę, choć jej ciało zdawało się odmawiać współpracy. Nogi miała jak z waty, a wzrok błądził po pokoju, szukając punktu zaczepienia. Nie chciała spojrzeć w lustro, ale wiedziała, że kiedyś musi. W końcu zmusiła się, by unieść głowę i spojrzeć na swoje odbicie. Widok, który w nim ujrzała, nie był tym, czego się spodziewała. Przygaszony blask świec rzucał na tafle szkła szarawą poświatę, przez co obraz jej sylwetki wydawał się bardziej zniekształcony. Przypominała bardziej ducha niż młodą, wysoko urodzoną damę. Jej mlecznobiała cera wydawała się być niemal przeźroczysta, jakby nie miała w sobie nawet śladu życia. Cienie pod oczami zdawały się być głębsze niż kiedykolwiek wcześniej, pozbawiając jej twarz dawnego blasku. Jej fioletowe oczy zaś były puste i bezbarwne, mimo iż kiedyś były pełne życia. Srebrzyste włosy zostały starannie upięte w misterną fryzurę, ozdobione dodatkowo niewielkim, złotym diademem na szczycie głowy, podczas gdy z jej uszu zwisały subtelne perłowe kolczyki, mieniąc się w bladym świetle świec za każdym razem, gdy tylko się poruszała.

Suknia, którą miała na sobie, choć niewątpliwie wspaniała, nie przynosiła jej radości. Jej kremowo-biały odcień oraz aksamitna faktura materiału mocno kontrastowały z ciemnymi ścianami komnaty. Rękawy kończyły się na wysokości jej łokci, a z nich opadały długie, zwiewne treny podszyte karmazynowym jedwabiem. Złoty haft znajdujący się na piersi układał się w kształt litery V i został udekorowany motywem przypominającym skrzydła smoka.

To nie była zwykła suknia. To była suknia ślubna jej matki.

Maegelle zamknęła oczy, starając się odpędzić wspomnienia z dzieciństwa, gdy jako mała dziewczynka wyobrażała sobie dzień swojego ślubu. W wyobraźni widziała siebie szczęśliwą, promienną oraz otoczoną miłością bliskich. Miał być to najpiękniejszy dzień jej życia. Teraz jednak czuła się jak więzień prowadzony na szafot. Nie była szczęśliwa, nawet jeśli miała wyjść za człowieka, którego kochała całym swoim sercem. Jedyne, co czuła, to cierpki posmak goryczy oraz pustkę.

Mimo tłumu ludzi wokół niej czuła się samotna jak nigdy dotąd. Ich spojrzenia zdawały się być chłodne, oceniając ją na każdym kroku. Czuła się jak ofiara, okrążona przez stado drapieżników, które tylko czekały na odpowiedni moment, by rzucić się jej do gardła. Wiedziała, kto odpowiadał za ten stan rzeczy — zwłaszcza, że jej matka zadbała o to, by o tym nie zapomniała.

FAITH | AEMOND TARGARYENOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz