Alicent Hightower zwykła mawiać, że jej córka Maegelle została jej zesłana jako prawdziwy anioł przez samych Siedmiu. Z trochę pulchnymi, różanymi policzkami, delikatnymi rysami i malinowymi ustami, dziewczynka potrafiła oczarować każdego, kiedy tyl...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
•──•─•──•✦•──•─•──•
Harra szła szybkim krokiem przez pałacowy korytarz, a cichy stukot jej kroków odbijał się echem od zimnych, kamiennych ścian. Wczesne słońce wlewało się przez wysokie okna, oświetlając drogę prowadzącą do komnat księżniczki Maegelle. Harra, jak co dzień, niosła z sobą niewielką tacę z poranną herbatą i świeżymi owocami. Co jakiś czas mijała pojedynczych członków służby, którzy tak jak ona spieszyli do swych obowiązków.
Kiedy zbliżała się do zakrętu, jej myśli krążyły wokół zadań, które czekały ją tego dnia. Skręciła gwałtownie, zamyślona, i niemal zderzyła się z osobą, która nagle wyłoniła się zza rogu. Na moment wstrzymała oddech, zaskoczona, ale jeszcze bardziej zdumiona była, gdy rozpoznała sylwetkę księcia Aemonda, który odchodził od drzwi komnaty należącej do młodszej księżniczki. Jego twarz była chłodna, jak zawsze, a jego oko utkwione było przed siebie, jakby nie dostrzegając jej obecności. Minął ją bez słowa, ale Harra nie mogła powstrzymać się od obejrzenia się za nim.
Gdy weszła do komnaty, powitała ją zupełna cisza. Zasłony były szczelnie zaciągnięte, a jedynie słaba wiązka światła przeciskała się przez niewielką szparę między nimi. Zbliżyła się do okien i jednym szybkim ruchem rozsunęła zasłony, wpuszczając do środka jasne promienie słońca.
— Dzień dobry, księżniczko — powiedziała z entuzjazmem. — Mamy dziś przepiękny dzień.
Maegelle odpowiedziała na to jedynie cichym jękiem, zakrywając się kołdrą po sam czubek głowy. Światło dnia zdawało się być dla niej zbyt jasne oraz zbyt brutalne w porównaniu do mroku, który wcześniej panował w pomieszczeniu.
Harra westchnęła i położyła dłonie na biodrach, spoglądając na księżniczkę z troską.
— Czy ty w ogóle spałaś? — zapytała, widząc zmęczenie malujące się na twarzy Maegelle.
Księżniczka uchyliła kołdrę i spojrzała na dziewczynę swoimi zamglonymi od niewyspania oczami.
— Nie spałam zbyt dobrze — przyznała cicho, a jej głos zdradzał więcej, niż chciała ujawnić.
— Czy ma to może coś wspólnego z księciem Aemondem? — zapytała, nie mogąc powstrzymać ciekawości.
Maegelle natychmiast usiadła na łóżku, jej serce zabiło mocniej, a twarz przybrała wyraz niepewności.
— Co? — zdołała jedynie wydusić, próbując ukryć swoje zaskoczenie.
Harra nie zamierzała się wycofać. Spoglądała na księżniczkę wyczekująco, a jej głos był teraz bardziej dociekliwy.
— Widziałam go na korytarzu — zaczęła, wskazując kciukiem za siebie, w stronę drzwi. — Prawie na mnie wpadł, kiedy tu szłam. Wiesz coś o tym?