Alicent Hightower zwykła mawiać, że jej córka Maegelle została jej zesłana jako prawdziwy anioł przez samych Siedmiu. Z trochę pulchnymi, różanymi policzkami, delikatnymi rysami i malinowymi ustami, dziewczynka potrafiła oczarować każdego, kiedy tyl...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
•──•─•──•✦•──•─•──•
— Pierdol się — rzucił na przywitanie Aegon, wchodząc szybkim krokiem do komnaty Małej Rady.
Jego głos, szorstki i pełen gniewu, przeciął panującą w pomieszczeniu ciszę niczym ostrze sztyletu. Wszyscy obecni przy stole wstrzymali oddech, a ich spojrzenia oderwały się od mapy stojącej w rogu pomieszczenia. Jeszcze chwilę wcześniej omawiali sytuację w Dorzeczu, ale teraz cała uwaga skupiła się na władcy. Atmosfera stała się ciężka, niemal dusząca.
Aegon podszedł do stołu, a jego kroki odbijały się echem od kamiennych ścian sali. Jego gniew był niemal namacalny, niczym burzowe chmury zbierająca się tuż przed sztormem. Lordowie wymienili ze sobą spojrzenia, a niektórzy wyprostowali się niespokojnie, wyczekując dalszego rozwoju wydarzeń.
Maegelle, stojąc na balkonie, westchnęła cicho, przymykając powieki. Uniosła brodę, próbując na moment odciąć się od panującego w pomieszczeniu napięcia. Ciepłe promienie słońca natychmiast ogrzały jej skórę, lecz nie przyniosły jej ukojenia. Wiedziała, że Aegon jest wściekły, nie musiała nawet na niego patrzeć. Jego ton, sposób, w jaki poruszał się po sali, mówiły jej wszystko.
Nie był jednak jedyną osobą, która zaprzątała jej aktualnie myśli. Zastanawiała się nad nieobecnością ich matki. Królowa wdowa, Alicent, nie opuściła żadnego posiedzenia rady, odkąd pełniła rolę regentki, władając w imieniu swego męża, gdy ten jeszcze żył. Zawsze siedziała przy stole, bacznie obserwując przebieg dyskusji, gotowa wtrącić swoje uwagi lub załagodzić ewentualne napięcia. Dziś jednak jej krzesło pozostało puste. Maegelle nie potrafiła sobie przypomnieć, kiedy ostatnio jej matka pominęła zebranie Małej Rady. Myśl o tym, że nie przyszła, pozostawiając jej córkę jako jedyną kobietą obecną na posiedzeniu, niepokoiła Maegelle bardziej, niż była gotowa przyznać. Postanowiła, że gdy tylko zakończy się spotkanie, odwiedzi Alicent. Musiała się dowiedzieć, czy wszystko było z nią w porządku.
Nagle głośne uderzenie dłoni o drewniany blat przerwało ciszę.
— Mówiłem, żebyśmy posłali smoki! — warknął Aegon, nachylając się nad stołem. — I co się stało? Daemon, ze wszystkich ludzi, zajął Harrenhal!
Na dźwięk imienia księcia łotrzyka Maegelle zacisnęła palce na kamiennej balustradzie. Rankiem do Czerwonej Twierdzy dotarł kruk z wiadomością o przejęciu Harrenhal przez Daemona. To była katastrofa. Zamek, choć w ruinie, nadal pozostawał jedną z najpotężniejszych twierdz w Westeros. Jego położenie dawało Czarnym ogromną przewagę, a Zieloni nie mogli tego od tak sobie zignorować.
Aegon był blady ze złości. Zacisnął pięści, aż jego knykcie pobielały, a żyły na szyi nabrzmiały.
— Daję ci zajęcie, a ty tylko tu siedzisz — warknął, kierując swój gniew na Larysa Stronga, który od niedawna pełnił funkcję Starszego nad Szeptaczami. — To twój pieprzony zamek! — przypomniał mu.