CHAPTER EIGHTEEN

920 51 10
                                        

•──•─•──•✦•──•─•──•

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

•──•─•──•✦•──•─•──•

Strażnicy otworzyli szeroko drzwi, a do komnaty jadalnej wlał się dźwięk miękkich, ale pewnych kroków. Maegelle weszła do środka, a jej szeroki uśmiech rozjaśnił wnętrze swoim blaskiem, a spojrzenie, które posłała zebranym, było ciepłe i pełne wdzięku. Królowa Alicent uniosła wzrok, zdziwiona dobrym humorem córki. Maegelle, z tym samym beztroskim uśmiechem, pocałowała matkę w policzek i usiadła na swoim zwyczajowym miejscu przy stole, tuż obok Gerolda. Ich spojrzenia spotkały się na moment, a Alicent dostrzegła w tej chwili coś, co nie było już tylko dziecięcą radością, ale zalążkiem czegoś głębszego.

— Dzień dobry — powiedziała Maegelle, a jej głos brzmiał lekko i radośnie. Alicent, zdziwiona tak nagłą zmianą nastroju córki, przyjrzała się jej uważnie, próbując odgadnąć, co mogło ją tak uszczęśliwić. Maegelle jednak nie zwróciła uwagi na badawcze spojrzenie matki, skupiając się na Geroldzie, który odwzajemnił jej uśmiech.

Alicent zmrużyła oczy, zastanawiając się, skąd ta nagła zmiana nastroju. Jeszcze niedawno jej córka była smutna, nieobecna myślami, a teraz... teraz zdawała się powrócić do dawnej siebie. Do jej słodkiego, niewinnego anioła. Królowa spojrzała na Gerolda, który nie spuszczał wzroku z jej córki, co tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że coś się między nimi dzieje.

Jednak to nie był moment na pytania. Maegelle rozejrzała się wokół, zauważając brak króla przy stole. Jej twarz posmutniała na moment, gdy spojrzała na matkę.

— Gdzie pan ojciec? Nie dołączy dzisiaj do nas? — zapytała, a w jej głosie zabrzmiał delikatny cień zmartwienia.

Alicent westchnęła ciężko, przetarła dłonią twarz, jakby próbowała zmyć z niej troski.

— Znowu mu się pogorszyło... Maestrowie twierdzą, że będzie tylko gorzej — odparła cicho kobieta. Maegelle zmarszczyła brwi, a jej spojrzenie stało się poważniejsze. Choć starała się zachować spokój, widać było, że wiadomość mocno ją poruszyła. Alicent natychmiast złapała ją za rękę, próbując ją uspokoić. — Ale nie martw się, aniele — dodała, starając się uśmiechnąć. — Wasz ojciec... — zaczęła i spojrzała również na pozostałą dwójkę swych dzieci. — Chce, żebyście się nim nie przejmowali i cieszyli się ucztą z okazji szesnastego Dnia Imienia waszego brata. — Maegelle skinęła głową, starając się ukryć swoje zmartwienie o rodziciela. Alicent rozejrzała się po sali, dostrzegając brak jeszcze jednej osoby. — Mówiąc o nim, gdzie Aemond? — zapytała, unosząc brew.

Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, drzwi skrzypnęły ponownie, a do sali wszedł Aemond we własnej osobie. Jego wzrok natychmiast zatrzymał się na Maegelle, a raczej na Geroldzie siedzącym obok niej. Źrenica w jego jedynym oku zwęziła się wyraźnie, a szczęka zacisnęła się mocniej.

FAITH | AEMOND TARGARYENOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz