Alicent Hightower zwykła mawiać, że jej córka Maegelle została jej zesłana jako prawdziwy anioł przez samych Siedmiu. Z trochę pulchnymi, różanymi policzkami, delikatnymi rysami i malinowymi ustami, dziewczynka potrafiła oczarować każdego, kiedy tyl...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
•──•─•──•✦•──•─•──•
Nad zatoką Blackwater rozbrzmiewały przeciągłe krzyki mew, a ich dźwięk niósł się nad wodami morza, mieszając się z melodyjnym szumem fal, które rozbijały się o skaliste wybrzeże. Słońce, zawieszone wysoko na niebie, zalewało całą zatokę złocistym blaskiem. Jego świetliste promienie tańczyły na spokojnej powierzchni wody, odbijając się od niej niczym drobinki rozrzuconych diamentów. Powietrze było świeże, orzeźwiające, przesycone zapachem morskiej bryzy, która koiła zmysły każdego, kto się nią zaciągnął.
Jednak względny spokój został zakłócony przez przeciągły, głęboki ryk, który odbił się echem po bezkresnym niebie. Początkowo dźwięk ten wydawał się dochodzić z głębin morza, lecz już po chwili zza gęstej warstwy chmur wyłoniła się potężna sylwetka, należąca do Gaelithoxa. Czarne łuski smoka błyszczały w słońcu jak polerowany onyks, a jego wielkie, błoniaste skrzydła rozcinały powietrze z gracją i siłą, która budziła zarówno podziw jak i szacunek.
Z zaskakującą szybkością smok zapikował w dół, mknąc ku tafli morza. Zbliżał się do niej tak gwałtownie, że przez chwilę zdawało się, iż zaraz zanurzy się w wodzie i zniknie w jej głębinach. Jednak tuż przed zetknięciem z powierzchnią Gaelithox rozprostował swoje skrzydła, wykonując potężne, zamaszyste machnięcie, które poderwało go w górę. Siła podmuchu uniosła tumany wody, które rozprysły się w powietrzu, tworząc wokół gada wilgotną mgiełkę. Kilka słonych kropel pomknęło w kierunku siodła na grzbiecie smoka, a w tle rozbrzmiał dziecięcy śmiech.
Roczna dziewczynka zachichotała cicho, czując, jak drobinki wody, łaskoczą jej pulchniutką twarzyczkę. Maegelle uśmiechnęła się lekko, zerknąwszy w dół na swoją córkę. Mała księżniczka z czystą radością, cieszyła się swoją pierwszą jazdą na smoku, rozgrzewając tym serce swej matki. Mocniej owinęła ramiona wokół jej ciała, aby nie spadła, jednocześnie przytrzymując się uchwytów siodła. Bez zbędnych słów skierowała swojego smoka przed siebie, w odpowiedzi dostając od swojego wierzchowca niski, gardłowy pomruk.
Smok mknął nad dachami Królewskiej Przystani, rzucając długi cień na domy i kręte uliczki pod sobą, przez co znajdujący się tam ludzie, zadzierali głowy, z zainteresowaniem spoglądając na szybującego gada. Po krótkiej chwili Maegelle skierowała smoka w stronę Smoczej Jamy. Gaelithox rozłożył szeroko skrzydła, spowalniając swój lot, a następnie opadł ciężko na ziemię na tyłach budynku. Jego potężne szpony zatopiły się w piaszczystej ziemi, a wzbijający się w górę kurz zatańczył w powietrzu.
Maegelle zgrabnie zsunęła się z siodła, po czym z niezwykłą ostrożnością pomogła zejść swojej córce. Gdy tylko znalazła się w ramionach matki, dziewczynka natychmiast wtuliła się w jej szyję, śmiejąc się cicho i ukrywając twarz w jej ramionach. Widok tej małej istoty, tak niewinnej i ufnej, rozczulał Maegelle. W tej chwili cały świat mógłby przestać istnieć, a ona nie zauważyłaby różnicy, skupiona przez cały czas na swej latorośli.