CHAPTER TWENTY-FIVE

618 40 6
                                        

•──•─•──•✦•──•─•──•

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

•──•─•──•✦•──•─•──•

W powietrzu unosił się ciężki zapach kadzideł, mieszający się z charakterystyczną wonią mleka makowego. Promienie mleczno-białego światła, przedzierając się przez niedbale zasunięte zasłony, rzucały blade refleksy na unoszące się drobinki kurzu, które wirując, osiadały na powierzchni mebli oraz na imponującej makiecie Valyrii stojącej w centralnym miejscu pomieszczenia.

Ciszę panującą w komnacie przerywał cichy, acz spokojny głos należący do Maegelle, siedzącej na niskim krześle. Księżniczka z niemal nabożnym skupieniem śledziła zapisany tekst na pożółkłych kartkach księgi, czytając na głos jej treść. Na jej kolanach siedziała Daenys, którą kołysała w ramionach, tuląc do swej piersi, podczas gdy niemowlę z szeroko otwartymi oczami wpatrywało się w przewracane stronice, próbując je pochwycić pulchnymi rączkami.

Aemon, w porównaniu do swej siostry, spoczywał na materacu łóżka, zajęty zabawą marmurową figurką smoka. Drobne dłonie chłopca badały chłodną powierzchnię przedmiotu, lecz jego wzrok uciekał co chwilę w stronę złotego, lśniącego sygnetu na palcu dziadka, na którym znajdowała się rodowa pieczęć Targaryenów.

Na bladej, zmęczonej twarzy Viserysa igrał delikatny, niemal niewidoczny uśmiech. Mimo wyraźnego bólu, który go dręczył, mężczyzna wydawał się być w dobrym nastroju. Jego jedyne oko wędrowało z czułością między najmłodszą córką a wnukami, podczas gdy z jego gardła wydobywało się ciche chrypienie za każdym razem, gdy brał kolejny wdech.

Stan fizyczny króla był w opłakanym stanie. Jego ciało rozkładało się, srebrne włosy wyraźnie się przerzedziły oraz brakowało mu pojedynczych kończyn. Widok schorowanego mężczyzny mógł przerazić dorosłego człowieka, ale nie najwyraźniej małego księcia oraz księżniczkę. Dla Aemona i Daenys widok dziadka był czymś naturalnym. Maluchy nigdy nie płakały w jego obecności, a wręcz zdawały się czerpać radość z przebywania w jego towarzystwie.

Król Viserys nigdy nie wypowiedział tego na głos, ale był głęboko wdzięczny swojej córce za to, że przychodziła do niego ze swoimi dziećmi, aby mu poczytać. Cieszył się z tych chwil, jak nigdy, chociaż wiedział, że nie musiała tego robić. A jednak robiła to, trwając przy nim, niczym jej matka, rozjaśniając jego umysł czy też uśmierzając jego cierpienie bardziej niż mleko makowe.

Maegelle na chwilę oderwała wzrok od księgi, spoglądając ukradkiem na swojego ojca. Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech pełen czułości, wywołując ciepło w sercu u schorowanego króla. Jego córka w rzeczy samej była aniołem, jak zwała ją Alicent. Jej towarzystwo zawsze koiło jego ból, a jej delikatny głos, rozwiewał wszelką mgłę, która przyćmiewała jego zwodniczy umysł.

Aemon poruszył się niespokojnie na łóżku, pełznąc w stronę dziadka. Jego pulchny paluszek wylądował na jego dłoni, dotykając faktury sygnetu, a na jego twarzy pojawił się wyraz dziecięcego zachwytu. Król uniósł na niego zmęczony wzrok, a z jego ust wyleciało stłumione chrypnięcie. Viserys uśmiechnął się słabo, widząc radość wnuka.

FAITH | AEMOND TARGARYENOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz