Alicent Hightower zwykła mawiać, że jej córka Maegelle została jej zesłana jako prawdziwy anioł przez samych Siedmiu. Z trochę pulchnymi, różanymi policzkami, delikatnymi rysami i malinowymi ustami, dziewczynka potrafiła oczarować każdego, kiedy tyl...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
•──•─•──•✦•──•─•──•
Dźwięk kroków Aemonda odbijał się echem od kamiennych ścian komnaty Małej Rady. Każde uderzenie jego butów o posadzkę zdawało się narastać, jakby z każdym krokiem jego złość tylko przybierała na sile. Jego obecność zdominowała całą salę, zanim jeszcze zdążył się odezwać. Wszyscy członkowie Małej Rady odczuwali rosnące w powietrzu napięcie, które z każdym jego ruchem stawało się coraz cięższe. Twarz księcia była napięta, zmarszczki wokół ust pogłębiły się, a jedno, fioletowe oko omiatało zebranych jak ostrze sztyletu. W dłoni ściskał zmięty list, jakby sam pergamin był winny jego frustracji.
Gdy dotarł do końcowych linijek tekstu, twarz księcia regenta wykrzywił grymas pogardy i furii.
— Ośmiela się mnie wzywać?! — ryknął z niedowierzaniem, odwracając się gwałtownie w stronę pozostałych członków rady, którzy w jednej chwili zamarli, czekając na dalszy wybuch. — "Do pośpiechu"?! — dodał z szyderczym naciskiem.
Jego dłonie uderzyły z impetem o kamienny stół, aż ser Criston, siedzący najbliżej, lekko drgnął. Wszyscy natychmiast zamilkli. Wzrok Aemonda był nieprzyjazny, niemal drapieżny, gdy przeniósł go na zgromadzonych.
— Czyżby armia Lannisterów była tak uszczuplona, że nie potrafi maszerować z Zęba do Harrenhal bez eskorty? — warknął z ironiczną pogardą, nie kryjąc drwiny w swoim głosie.
Minęły ledwie trzy tygodnie od chwili, gdy Aemond objął regencję, a sprawy związane z wojną dopiero zaczynały się układać — choć w sposób, który był daleko od spokojnego i uporządkowanego planu. To, co miało być początkiem ofensywy Zielonych, zaczęło przysparzać jedynie więcej napięć i podsycać rosnące niepokoje.
Z samego rana do Czerwonej Twierdzy dotarł kruk z listem od Jasona Lannistera, lorda Casterly Rock i brata obecnego Starszego nad Monetą. Jason stacjonował obecnie ze swoimi oddziałami w Złotym Zębie, rzekomo gotowy ruszyć na Harrenhal — przynajmniej tak twierdził. Ale słowa zawarte w liście, zamiast przynieść spokój, tylko rozjuszyły Aemonda jeszcze bardziej.
Tyland Lannister powoli uniósł wzrok znad księgi i dokumentów, ułożonych przed nim na blacie stołu. Przez moment szukał wsparcia spojrzeniem siedzącej tuż obok Maegelle, mając cichą nadzieję, że jej obecność ostudzi gniew jednookiego księcia. Jednak ona pozostawała niewzruszona, wpatrując się w przestrzeń przed sobą, bawiąc się nerwowo pierścieniami na swoich palcach.
— W Dorzeczu jest duży smok, Wasza Miłość — odezwał się Tyland z wyczuwalną ostrożnością. — Armia mojego brata jest silna, lecz...
Nie skończył, bo Aemond uciął jego słowa ruchem ręki i gwałtownym tonem.
— Jestem księciem regentem, a nie psem, którego przywołuje się do nogi! — wycedził, a jego głos przeszedł w syk. — Powiedz swojemu bratu, że jeśli nie ruszy na Harrenhal, "w pośpiechu" — powtórzył z jadowitym naciskiem — to smok Daemona będzie najmniejszym z jego zmartwień.