CHAPTER FIVE

836 55 0
                                        

•──•─•──•✦•──•─•──•

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

•──•─•──•✦•──•─•──•

Co rusz przekładała kartki grubej księgi, wzdychając cicho. Z uwagą śledziła wzrokiem złote litery, przyozdobione delikatnymi spiralami. Od zawsze fascynowała ją historia. Wiedziała że człowiek oświecony, nigdy nie popełni błędów swoich poprzedników. Słowa zapisane przed laty, zaklęte w obszerne tomiszcza, były skarbnicą wiedzy, przechowując historię życia przodków, którzy zbudowali dzisiejszy świat. Maegelle lubiła wczytywać się w historie swojej rodziny. Mimo iż Targayenowie zasiadali na Żelaznym Tronie zaledwie ledwo ponad sto lat, to historia ich życia sięgała jeszcze czasów z przed zagłady Valyrii. Maegelle uwielbiała opowieści o Daenys Marzycielce, której historię znała od deski do deski. Gdyby nie jej proroczy sen, z rodu Targaryenów pozostał by samy popiół, krążąc na wietrze w zgliszczach pozostałych po Valyrii, niosąc za sobą widmo płaczu, odbijając się echem w eterze.

Ale przetrwali, a wraz z nimi ich smoki. Z jest ust wymsknęło się ciche westchnięcie. Tak bardzo chciałaby znów znaleźć się na grzbiecie Gaelithoxa, ale jej obowiązki były ważniejsze. Strasznie zazdrościła w tym momencie chłopcom, którzy mieli zajęcia w Smoczej Jamie. Każda chwila rozłąki z jej smoczym towarzyszem przepełniała ją smutkiem. Maegelle widziała w Gaelithoxie odzwierciedlenie swojej duszy. Nie była w stanie opisać tego, jak bardzo mądre i rozumne wydawały się jego ślepia. Spojrzenie jej smoka było przenikliwe, zaglądając w głąb zakamarków jej duszy. On wiedział, co czuła oraz co skrycie pragnęła. Gaelithox był jak starzec zaklęty w skórę smoka, który nie jedno w swoim życiu przeżył. Była to zatrważająca myśl, lecz Maegelle wolała myśleć, że jej teoria jej prawdziwa niż uważać swojego smoka za zwykłego wierzchowca.

Jej matka często ganiła ją za te myśli. Uważała, że Maegelle powinna poświęcać więcej czasu rzeczom przyziemnym, bardziej realnym, niż marzeniom o głupich smokach. Alicent była pod tym względem surowa i nadopiekuńcza w stosunku do niej, ale Maegelle wiedziała, że w jej słowach kryła się tylko troska o swoją córkę. Mimo to, księżniczka nie mogła oprzeć się pokusie jaką powodował w niej Gaelithox.

Była pilną uczennicą. Z łatwością chłonęła wiedzę oraz opanowała rodzimy język, mówiąc płynnie w starovalyriańskim już w młodym wieku. Zręcznie panowała nad igłą i nicią, wyszywając finezyjne wzory, oraz pięknie tańczyła do taktu muzyki. Była taka, jaką oczekiwano że będzie, lecz nadal według niektórych było to za mało. A ona sama już nie wiedziała, co takiego robi źle.

Ciszę w komnacie przerwał spokojny głos Helaeny. Maegelle uniosła wzrok z księgi i obróciła się na krześle, zerkając przez ramię na swoją siostrę. Helaena siedziała na stopniach schodów wraz z ich matką, trzymając skolopendrę w swoich dłoniach, a jej palce z gracją przesuwały się po pancerzu owada. Alicent podniosła swoje spojrzenie i spojrzała w kierunku swojej najmłodszej córki, wyczuwając na sobie jej wzrok. Maegelle posłała jej lekki uśmiech, co królowa odwzajemniła, odwracając się z powrotem do starszej księżniczki.

FAITH | AEMOND TARGARYENOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz