Alicent Hightower zwykła mawiać, że jej córka Maegelle została jej zesłana jako prawdziwy anioł przez samych Siedmiu. Z trochę pulchnymi, różanymi policzkami, delikatnymi rysami i malinowymi ustami, dziewczynka potrafiła oczarować każdego, kiedy tyl...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
•──•─•──•✦•──•─•──•
Czas płynął nieubłaganie, niosąc ze sobą zmiany, które Alicent odczuwała coraz boleśniej z każdym mijającym dniem. Godziny zamieniały się w dni, dni w tygodnie, a tygodnie w księżyce, lecz ból w sercu królowej nie malał. Na początku emocje zdawały się niemal ją dusić — gniew, złość i poczucie zdrady były niczym ogień trawiący jej duszę, pozostawiając po sobie tylko popiół. Z czasem jednak ten ogień stopniowo gasł, ustępując miejsca ciszy i pustce. Pustka jednak nie przynosiła ulgi, lecz była ciężarem, który zdawał się coraz bardziej przygniatać Alicent, sprawiając, że każdy jej dzień stawał się trudniejszy do przetrwania.
Zawsze starała się dążyć do zachowania opanowania oraz kontroli, lecz teraz nie potrafiła zapanować nad smutkiem, który osiadł się głęboko w jej sercu. Było to uczucie zupełnie nowe, prawie że obce, a jednocześnie niepokojąco znajome — przypominając jej o dawnych sprawach, których nigdy w pełni nie przepracowała. Żal przytłaczał ją, gnieżdżąc się głęboko w niej i wydawał się rosnąć z każdą chwilą samotności, którą odczuwała, przesiadując w pustych komnatach.
Nie minęło wiele czasu od ślubu Maegelle i Aemonda, gdy po królestwie rozeszła się wieść, że księżniczka spodziewa się pierwszego dziecka. Wiadomość ta wywołała falę entuzjazmu i radości niemal u wszystkich. Maegelle promieniała szczęściem, a Aemond zdawał się bardziej dumny niż kiedykolwiek wcześniej. Jedynie Alicent nie potrafiła cieszyć się tym, co dla innych wydawało się błogosławieństwem. Jej serce wypełniał niepokój, a w głowie kłębiły się pytania, przez które nocami nie mogła zmrużyć oka.
W swojej desperacji próbowała odrzucać prawdę, która stawała się coraz bardziej oczywista. Powtarzała sobie, że wszystko jest drogą przypadku, że w tak krótkim czasie po zaślubinach jej córka spodziewała się dziecka. Nadzieja, choć naiwna, była jednak płonna, a słowa wypowiedziane w tajemnicy przez maestra rozwiały wszelkie jej wątpliwości, potwierdzając to, czego obawiała się najbardziej — to że dziecko z pewnością nie zostało poczęte w noc poślubną, tylko o wiele szybciej. Alicent nie mogła już dłużej zaprzeczać temu, co było oczywiste, a środki ostrożności, które podjęła w nadziei uniknięcia potencjalnego skandalu, okazały się całkowicie bezskuteczne.
Złość, która ją ogarnęła, była paląca, niemal przytłaczająca. Obwiniała wszystkich wokół. Maegelle — za jej lekkomyślność, za to, że nie zażyła herbaty księżycowej, którą dla niej przygotowano. Aemonda — za jego upór oraz jego skłonności do działania impulsywnie, bez względu na konsekwencje. Ale przede wszystkim obwiniała siebie. To ona zawiodła. Jako królowa, jako osoba odpowiedzialna za sprawy królestwa, a przede wszystkim jako matka, nie przewidziała tego, nie zapobiegła, nie zrobiła wystarczająco wiele, by ochronić własną rodzinę przed tym, co mogło ich pogrążyć.
Jednak złość nie mogła trwać wiecznie. Z każdym dniem znacznie słabła, ustępując miejsca innemu uczuciu, jakim była tęsknota. Alicent, znużona samotnością, zaczęła coraz częściej myśleć o przeszłości. Z nostalgią ukradkiem kierowała spojrzenie w stronę córki, wspominając dawne czasy, gdy miała Maegelle u swego boku. W świecie przesiąkniętym do podszewki fałszem oraz wyrachowaniem, to właśnie jej najmłodsza córka była jej ostoją. W jej towarzystwie Alicent mogła być po prostu sobą, bez przyczepiania jej łatki królowej. Teraz jednak te wspomnienia stały się niemal nieznośnie bolesne, przypominając jej o tym, jak wiele straciła przez jedną głupią decyzję.