Alicent Hightower zwykła mawiać, że jej córka Maegelle została jej zesłana jako prawdziwy anioł przez samych Siedmiu. Z trochę pulchnymi, różanymi policzkami, delikatnymi rysami i malinowymi ustami, dziewczynka potrafiła oczarować każdego, kiedy tyl...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
•──•─•──•✦•──•─•──•
Dziedziniec zamkowy tętnił życiem od wczesnych godzin porannych. Z każdej strony dobiegały odgłosy rozmów, przytłumionych szmerów, nawoływań i rozkazów, które odbijały się echem od kamiennych kamiennych ścian murów Twierdzy. Strażnicy krzątali się w pośpiechu, a ich kroki mieszały się z głośnym stukotem końskich kopyt i skrzypieniem wozów ciągniętych przez służbę. Skrzynie, beczki i inne zapasy były przetaczane przez plac w ustalonym rytmie codziennej krzątaniny.
Szlachta i wysoko urodzeni, jak zwykle, trzymali się na uboczu. Z dystansem obserwowali całe zamieszanie, chowając emocje za chłodnymi twarzami i beznamiętnymi spojrzeniami. Przechadzali się po dziedzińcu wolnym krokiem, z dłońmi splecionymi za plecami lub podtrzymując rąbki swoich drogich szat, by się nie zabrudziły, prowadząc ze sobą ciche rozmowy, pełne niedopowiedzeń. Służba przemykała między nimi niemal niezauważalnie — jakby starała się nie rzucać w oczy. Wypełniali swoje obowiązki z wprawą ludzi, którzy od dawna byli przyzwyczajeni do swojego losu, jaki im zaserwowano.
Niebo zasnute było zasłoną chmur, a słońce zaledwie przebijało się przez jej warstwy, rzucając blade, chłodne światło na plac. Lekki wiatr łagodnie poruszał zawieszonymi na murach chorągwiami z trójgłowym złotym smokiem na zielonym tle. Poranny chłód był dotkliwy — wdzierał się uparcie pod ubrania, wślizgując się pod warstwy sukni i płaszczy, wywołując u postronnych nieprzyjemne dreszcze.
Gerold, stojący przy kamiennej balustradzie jednego z balkonów, opierał się ciężarem ciała o zimny mur, obserwując zamieszanie na dziedzińcu poniżej. Dłoń rycerza zacisnęła się mocniej na krawędzi kamienia, gdy wychylił się nieco bardziej, by dojrzeć szczegóły.
— Jakie było ich przewinienie? — zapytał cicho, nie odrywając wzroku od sceny poniżej. Na środku dziedzińca dwaj królewscy gwardziści byli prowadzeni siłą przez zbrojnych rycerzy w barwach Hightowerów. Ich kroki były ciężkie, stawiane z oporem, gdy zostali wbrew ich woli wytargani na plac, by oczekiwać na swój osąd.
Maegelle, stojąca obok, odwróciła lekko głowę w jego stronę, lecz zaraz ponownie spojrzała w dół. Palce jej dłoni nerwowo naciągnęły tkaninę rękawków sukni, czując nieprzyjemne zimno, zważywszy iż pogoda dzisiejszego dnia im nie dopisywała.
— Pytaniem nie jest, co zrobili, Geroldzie... — odparła cicho, ledwie poruszając ustami. Jej głos był płaski, niemal obojętny, ale tylko z pozoru. — A raczej... czego nie zrobili.
Mężczyzna wyprostował się i spojrzał na nią z wyraźnym zaskoczeniem. Jego twarz zdradzała więcej emocji, niż zwykle pozwalał sobie okazać. Maegelle otaksowała go wzrokiem, jakby czekała na to pytanie.
— Gwardia Królewska odpowiada za dopilnowanie bezpieczeństwa króla i jego rodziny — kontynuowała, nie patrząc już na niego, a tylko na plac, gdzie rycerze zatrzymali się na środku dziedzińca. — Podczas zamieszek zawiedli. Teraz czeka ich kara — zakończyła, opierając dłonie na murku i pochylając się lekko do przodu.