Tristan
– Co tu robimy? – zapytał towarzyszący mi Arsen, parkując motor obok mojego. – Po całym dniu śledzenia ludzi Devilla zasłużyliśmy na wypoczynek, a tymczasem my nadal krążymy po mieście i to w dodatku po szemranej okolicy. Po co tu jesteśmy? Przecież byliśmy tu wczoraj, gdy odbieraliśmy haracz od lokalsów.
– Mam ochotę na kawę. To był ciężki dzień – stwierdziłem, siląc się na naturalność.
– Na kawę? – zdumiał się. – Piwo lub whisky, to rozumiem, ale kawę? Odkąd to ją pijasz? Zawsze twierdziłeś, że jest ohydna.
– Od wczoraj – warknąłem, bo nie zamierzałem mu się tłumaczyć i jak gdyby nigdy nic zeskoczyłem z maszyny i ruszyłem w dół uliczki, na końcu której mieściła się maleńka kawiarnia.
Sheri
Przygotowywałam poczęstunek dla kilku klientów, którzy przyszli do Kawowej rozkoszy na popołudniową kawę i ciastko. Lubiłam to. Lubiłam obsługiwać innych, tworzyć dla nich cukiernicze dzieła sztuki i ozdabiać podawane im kawy pianką układaną w wymyślne wzory. Uśmiechałam się przy tym i nuciłam radośnie zasłyszany w radio przebój, gdy nagle podeszła do mnie Mia, dotychczas zajęta zmywaniem naczyń na zapleczu.
– Sheri, ktoś na ciebie czeka w kuchni – stwierdziła konspiracyjnie.
Popatrzyłam na nią zaskoczona.
– Kto taki?
– Prosił o dyskrecję – wyszeptała, po czym głośno już dodała, wskazując ruchem głowy na leżącą przede mną tacę, na której układałam zamówienia. – Ja się tym zajmę, a ty idź.
Poczułam się nieswojo. Kto to mógł być? I dlaczego w tym momencie mimowolnie stanął mi przed oczami wysoki brunet w czarnym kombinezonie motocyklisty z węgielnym spojrzeniem wbitym prosto w moje oczy?
Sheri, opanuj się do diabła!, ofuknęłam samą siebie w duszy.
Co on ze mną zrobił? Cholerny Tristan Stiller!
Ruszyłam w stronę wejścia na zaplecze, starając się odgonić do siebie myśli o przystojnym Królu Miasta.
Na widok siwowłosego staruszka, który siedział na krześle w kącie kuchni, zaciskając kurczowo dłonie na trzymanym na kolanach pudełku, poczułam ulgę zmieszaną z rozczarowaniem. Ulgę, że to nie ON i rozczarowanie, że jednak nie przyszedł. Nie wiem na co liczyłam. Chyba, że faktycznie spełni swoją obietnicę i pojawi się w mojej kawiarni. I to była wina Mii, bo przyjaciółka nastawiła mnie romantycznie, że teraz roiłam sobie wydarzenia, które nie miały racji bytu w mojej rzeczywistości.
Żarty... Tristan żartował i tyle. Jak ktoś taki jak on mógł by chcieć kogoś takiego jak dla siebie? To absurd. Musiałam to siebie powtarzać, by w końcu to pojąć i przestać myśleć o niebieskich migdałach.
Z trudem powstrzymałam smętne westchnienie i przyoblekłam usta w lekki uśmiech.
– Dzień dobry, panie Paul – powitałam znajomego klienta.
W sumie nie byłam pewna co tu robił i skąd ta nagła konspiracja, ale na razie ciężko mi było to analizować przez uczucia, które starałam się zwalczyć.
– Och, dziecko, jesteś! – Mężczyzna poderwał się z krzesła na mój widok. Zrobił to tak gwałtownie, że aż trzymany przez niego przedmiot wypadł mu z rąk i potoczył się wprost pod moje koślawe stopy. Pochyliłam się i podniosłam go z ziemi. Okazało się, że to co miałam za zwykłe pudełko w rzeczywistości jest drewnianą skrzykną. Na jej wieczku dwa miniaturowe aniołki tuliły się do siebie z czułością. Z tego co zauważyłam brakowało im skrzydełek, jakby ktoś wyciął je z przykrywki, zostawiając jedynie zagłębiania oddające ich kształt. Pewnie się odłamały. Szkoda, ale na szczęście nie wpływało to drastycznie na wygląd całości.
Mimowolnie pogładziłam jednego z aniołków. Co za wykonanie. Jaka precyzja...
– Piękna – skomentowałam niesiona zachwytem, oddając zgubę właścicielowi. Mężczyzna rozejrzał się wokoło, jakby nagły odgłos mógł zwabić do kuchni kogoś niepowołanego.
– Zrobiłem ją osobiście – stwierdził z zamyśleniem.
– Ma pan ogromny talent – przyznałam.
– Miałem. Teraz już wzrok nie ten, a i motywacji brak – wyznał. – Zrobiłem ją dwadzieścia osiem lat temu.
– Ma tyle lat co ja – stwierdziłam podekscytowana.
– I ten fakt nie jest bez znaczenia – odparł przyglądając mi się uważnie.
– Słucham? – spytałam zdumiona.
Co on miał na myśli? A może pokrętnie zrozumiałam jego słowa?
Staruszek zbliżył się do mnie i oznajmił konspiracyjnym szeptem:
– Nie mam już za wiele czasu. Jestem ciężko chory, a oni... Oni mnie znaleźli!
Moje oczy musiały w tej chwili przypominać spodki.
– O kim pan mówi? – zapytałam cicho, bo bałam się podnieść głos, tak bardzo udzielił mi się lęk, którym epatował staruszek.
– Źli ludzie... Potwory w ludzkich skórach już trafili na mój ślad – wyszeptał ponownie rozglądając się wokół nerwowo. – Są na moim tropie. Dłużej nie mogę zwlekać. Obserwowałem cię przez ostatnie pół roku i biłem się z myślami, ale doszedłem do wniosku, że nie możesz dłużej żyć w kłamstwie. Wiem kim jesteś, dziecko. Wiem kim są twoi rodzice...
Staruszek musiał mieć problemy z głową. To nie ulegało wątpliwości, po tym co właśnie powiedział.
– To Anne i Jonathan Brooksowie – stwierdziłam uśmiechając się pobłażliwie.
Mężczyzna zaprzeczył ruchem głowy.
– Mam na myśli twoich prawdziwych rodziców, skarbie.
– Prawdziwych? Ależ Brooksowie byli prawdziwi – odpowiedziałam zapalczywie.
W tej chwili zrobiło mi się go żal. Biedny. Zdecydowanie był chory. To smutne. Wydawało mi się, że wszystko z nim w porządku. Często tu bywał, dużo rozmawialiśmy. Nigdy nie sprawiał wrażenie szalonego. A może to początki demencji? Albo schizofrenii? W grę wchodziło jeszcze pijaństwo, ale nie czułam od niego odoru strawionego alkoholu.
W tym momencie do kuchni zajrzała Mia. Była cała czerwona z emocji.
– Sheri, nie uwierzysz co się stało! – pisnęła podniecona.
– Za chwilę przyjdę. Jeszcze nie skończyliśmy – oznajmiłam, bo głupio mi było spławić staruszka, zwłaszcza, że nie był on najwyraźniej w najlepszej kondycji.
– Zaraz może być za późno! Dawaj! ON tu jest! – zawołała. – Jest i... i pyta o ciebie! Chce z tobą rozmawiać!
– On... – powtórzyłam za nią, bo od razu wiedziałam kogo ma na myśli.
CZYTASZ
Król Miasta - PREMIERA 18.06.2025 r.
RomantizmOna jest kaleką. On gangsterem, który ją skrzywdził. Ona walczy o swój maleńki biznes. On reprezentuje tego, który ściąga od niej haracz. Ona kocha książki. On ma zakaz czytania. Łączy ich tajemnicze pudełko, w którym ukryta jest tajemnica miasta, k...
