Arte wpakował ostatnią rzecz do bagażnika i zamknął go. Jego chłopak już siedział na miejscu pasażera. A ojciec za kierownicą. Pomachał do mamy, która wynosiła z domu jedzenie, które mieli pakować do auta Erica.
- Tata i Cam mogą już chyba jechać? - zapytał a ten skinął głową. Podszedł do pasażera i musnął jego polik. - Przygotujcie wszystko, a my przyjedziemy z jedzeniem i pieskiem - oznajmił a ten skinął głową.
- Dobrze skarbie. Przygotowujecie jedzenie wcześniej, że nie jedziecie z nami?
- Tak. Chcemy trochę przygotować, aby nie brać niepotrzebnych rzeczy czy śmieci ze sobą. - oznajmił a ten skinął głową. - Ohh, zapomniałem spakować koców.
- Mamcia wszystko spakowała- Eric podszedł do nich. - Jedźcie już, im szybciej tym lepiej. Chciałbym aby namioty i ognisko już stało jak przyjedziemy - oznajmił a Tobias westchnął.
- Ja buziaczków nie dostaje jak Cam. Normalnie jestem zazdrosny - oznajmił czarnowłosy a mąż i syn podeszli do niego I musneli jego policzki na pożegnanie. - No, dziękuję. Jedziemy się rozruszać. Do zobaczenia. - oznajmił I odpalił auto, w momencie gdy okularnik wysadzony pod domem przez swojego ukochanego do nich dołączył. Dominujący obiecali ogarnąć sprawy techniczne, a ulegli mieli spakować i przygotować jedzenie na ognisko, oraz na przyszłe dni. Zabrali się do roboty, aby przed południem mogli już tam być. Arte co jakiś czas podchodził do psiaka, bo ten leżał w korytarzu, miał szelki i był przypięty bardzo długą smyczą, tak by mógł sobie swobodnie chodzić gdzie chce, ale beunet stwierdził, że gdy brama posiadłości rodzinnej była już zamknięta może go puścić by poznał ogródek i dom. W końcu cała posesja była ogrodzona. Ten chwilę biegał i wąchał, ale tak to usadowił się właśnie w korytarzu. Chłopak stwierdził, że będzie go doglądał i wrócił do mężczyzn. Gdy spakowali przygotowane jedzenie, czy też składniki to wsiedli do auta i ruszyli na pole namiotowe, na specjalnie zarezerwowaną polane. Gładził Angela siedząc z nim z tyłu, by się nie bał. Stresował się trochę, że piesek będzie zbyt zestresowany aby mogli miło spędzić czas. Gdy wysiedli na parkingu musieli jeszcze trochę podejść, więc obwiązał szmycz wokół pasa i zabrał kilka rzeczy z bagażnika modląc się aby psiak nie pobiegł za wiewiórką, bo wszystko wyleci mu z rąk. Obserwował Angela gdy przechodzili wokół innych ludzi, czy kawałek szli laskiem. Odetchnął gdy udało im się dojść do miejsca docelowego. Zobaczył ojca który im machał. Cała trójka siedziała z piwkiem w ręku przy miejscu na ognisko. Arte zachwyciły namioty, bo to nie były takie jak na harcerskich wycieczkach, tylko dmuchane i ogromne. Mialy z dwa metry, wiec dorosły mężczyzna na spokojnie mógł stać wyprostowany, a także miały sporo miejsca. Na tyle, że mieścił się tam ogromny dwu a nawet trzyosobowy, wysoki materac i mini lodówki, czy też wędki, czy skrzynki z haczykami.
- Cześć Kochani! - Eric był uśmiechnięty, gdy stawiał skrzynkę z pojemnikami w namiocie, który będzie dzielił z mężem. - Już czuje te świetną zabawę! - oznajmił, a Tobias sięgnął po gitarę, która leżała niedaleko.
- Pośpiewamy piosenki? - parsknął rozbawiony tym co zaproponował, a reszta parsknęła. - Nie smiejscie się! Będziemy jak harcerze - sam się roześmiał odkładając rzecz spowrotem.
****
Korzystając z pięknego dnia, Arte, Olivier i Eric stwierdzili, że zrobią sobie spacer po lesie. Piesek miał okazję się porozglądać i poznać co nie co w okolicy. Biegał sobie swobodnie w szelkach na smyczy, która sama się rozwijała i zwijała. Arte pomyślał, że na spacery będzie dobra. W mieście ma taką która nie ma tego mechanizmu, trzyma go dość krótko, a jak ten chce gdzieś iść powąchać to zwyczajnie zstępuje z ścieżki. Mają za blokiem park, w którym można chodzić ze zwierzętami więc ten ma świetną zabawę tropiąc innego pieska. Tak po malutku sobie szli rozmawiając na jakieś mało znaczące tematy.
Dominujący mężczyźni siedzieli przy ognisku, bo Liam zaczął je rozpalać bez pomocy rozpałki ani zapalniczki. To oczywiste było, że nie robił tego, bo lubił się męczyć. Założyli się że ten da radę. Męczył się już dobre dziesięć minut samymi zapałkami.
- Cameron - czarnowłosy spojrzał na przyszłego zięcia. - Potrzebuje cię w pracy po naszym powrocie z kempingu
- Jestem na chorobowym. Nie mogę pracować. - oznajmił spokojnie otwierając sobie kolejne piwko. Miał słabe tempo picia, więc odstawał trochę, ale nie czuł się z tym źle. Panowie też słabo pili.
- Nie interesuje mnie to zbytnio. Potrzebuję cię. - oznajmił spokojnie a ten westchnął.
- Weź, mam Arte dla siebie. Noga przestaję boleć, więc zaraz będę za nim biegał I testować z nim meble. Żadnej pracy - mruknął cicho a ten uniósł brew.
- No to naciesz się nim na wyjeździe, bo rozmawiałem z twoim lekarzem i może cofnąć ci zwolnienie. Przyjedzie zobaczyć kostkę i już nie będziesz na chorobowym. To że chce byś pracował z domu jest dla ciebie ułatwieniem.
- Boże Tobias! - warknął. - Jesteś okropny!
- Taaak, oczywiście. Okropny bo wymagam tego za co ci płacę. Grzmocisz moje dziecko I jeszcze pyskujesz. Masz tupet.
- Wiesz co, wy będziecie tego słuchać jak będę go grzmocił dziś w namiocie. Także, miłego słuchania jak Twój ukochany synek będzie dziś jękał i stękał - parsknął a ten wzruszył ramionami.
- Arte jest kopią Erica. Da ci popalić jak przesadzisz. - stwierdził a ten parsknął.
- Tobias - do ich rozmowy wtrącił się Liam. - Jesteś stary i głupi. A ty, Cameronie, uspokój się. - rozkazał. - Będzie twoim teściem. Zamiast się kłócić, pożartujcie. - westchnął.
- Przestanie mnie wkurwiać to zaczniemy żartować- oznajmił chłopak i spojrzał na pieska, który wyszedł szybkim krokiem, z noskiem przy ziemi z lasu, w którym byli na spacerze. - Idę do swojego namiotu - podniósł się I wyrzucił prawie pełna butelkę trunku do kosza.
Arte, widział z odległości, że jego chłopak pokuśtykał do namiotu z nieciekawą miną. Powiedział mamie, że weźmie smakołyki z torby, by móc zacząć szkolenie pieska, a bruneta poprosił o to, by nalał zwierzakowi wody. Wszedł do ich namioty dostrzegając Cama na materacu. Leżał na brzuchu, wiec usiadł obok I delikatnie przesunął dłonią po jego ramieniu.
- Coś się stało? - zapytał cicho a ten pokręcił głową. - Twoja mina, postawa i to że tutaj jesteś wskazuje na coś innego.
- Tobias nie da mi w spokoju się tobą nacieszyć. Wiesz co chce robić? Uprawiać z tobą namiętny seks, spędzać z tobą czas na kanapie i grać z tobą w gry, a nie siedzieć tu z tymi starymi pierdzielami - oznajmił a ten chwilę milczał.
- Mogę cię odwieźć do domu... - szepnął cicho, a ten podniósł się do siadu.
- Absolutnie! - mruknął I złapał go w talii by pociągnąć go za sobą. Przytulił go do siebie. - Zwyczajnie cię ostrzegę, ze musze się tobą nacieszyć i że w nocy mi nie uciekniesz - musnął jego usta.
- Zobaczymy - zachichotał chłopak cicho. - W końcu muszę się odegrać na tobie za zawstydzanie mnie. - parsknął i się podniósł. - Chodź. Idziemy tresować Angela.
Hej kochani! Zapraszam do komentowania! Wstawię wam może jeszcze jeden rozdział! Co wy na to?
CZYTASZ
Zakazany Owoc
RandomTo trzecia część trylogii (poprzednie dwie części są w Niebo Pełne Gwiazd). Arte jest siedemnastolatkiem, który nadal jest dzieckiem, ma cudownych rodziców, Erica i Tobiasa, którzy kochają go nad życie, ale jak to nastolatek, ma swoje problemy...
