Zwiedzanie starych ruin zmieniło się w świetną zabawę. Piesek obwąchiwał kamienie i cegły, odchodząc nawet dość daleko. Smycz dawała mu możliwości, z której korzystał. Arte usłyszał szczęknięcie więc podświadomie zaczął szukać psiaka wychodząc zza ścianki budynku. Eric spojrzał na niego, gdy ten zaczął iść w las, smycz zaplątała się przez krzaki, bo piesek wbiegł w jakiś gąszcz. Brunet podszedł do pociechy zabierając ze sobą Oliviera.
- Oh, tu jesteś Angel. Już się zaczełem martwić. - oznajmił chłopak I oczyścił trochę smycz. Piesek znowu szczeknął, co zaniepokoiło chłopaka, bo ten leżał na ziemi. - Co się stało? Zrobiłeś sobie coś? - zapytał a ten zaczął nosem popychać coś w stronę chłopaka. Podszedł bliżej I powoli przykucnął patrząc na małego kociaka, który cały się trząsł. Mógł mieć kilka tygodni. - Mamo... ktoś porzucił kociaka..
- I to nie jednego - Eric przykucnął przy jakimś ciałku, niestety, ten maluch nie miał tyle szczęścia i zdążył się przekręcić. - Naliczyłem cztery.
- Tu jest piąty.. - Dodał Olivier, a chłopak westchnął.
- Dobry piesek. Pokaz, zobaczę - wysunął dłoń po malucha ale pies znowu szczeknął przez co się przestraszył. - Wiem, wiem, on potrzebuje pomocy Angel. Zabierzemy go - oznajmił I pogłaskał pieska delikatnie po głowie po czym powolutku wziął kociaka, bo ten mu pozwolił. Gdy wstał z maluchem, to pies nie odstąpił go na krok.
- Jak się trzyma? - zapytał Olivier, a chłopak pokazał mu kociątko, pewnie było głodne, było też brudne i przeraźliwie miałczało. - Pochowamy resztę, aby zwierzyna ich nie zjadła i zabierzemy go do obozowiska.
- Cameron to mnie chyba zabije za kolejnego zwierzaka w naszym domu - parsknął i przyjął od mamy bluzę, aby mógł kociaka zawinąć aby bezpiecznie go odłożyć na bok. Psinka od razu usiadła obok I próbowała dać trochę ciepełka maluchowi. - Zróbmy głęboki dół na resztę jego rodzeństwa- oznajmił. Przykro się patrzyło na maluchy, które już nie żyły i zostały oblezione przez robaki. Szybko uporali się z dołem, który zrobili przy pomocy jakiegoś kamienia i gałęzi, po czym wzięli kociaka i ruszyli w drogę powrotną. Starali się mu dać wody, ale ten był w na prawdę kiepskim stanie.
Gdy dotarli do ukochanych, to chłopak od razu wziął jakiś pojemnik, położył tam koc I położył maluszka. Piesek nie odstępował go na krok, co było urocze, ale i dziwne, bo dopiero się poznali.
- Co to? - zapytał Liam a Arte wziął miseczkę i nalał tam wody, kładąc przy kociaku.
- Kot. Ostatni z miotu. Reszta nie żyje. - oznajmił Olivier siadając obok niego I kładąc głowę na jego ramieniu. - Chyba pojedziemy z nim do weterynarza- oznajmił a ten skinął głową.
- Mam, daj mu tej pasty, powinien zjeść - oznajmił Eric podając synowi. Ten skupił się na kociaku, faktycznie ten bardzo złakniony zaczął lizać pastę z tuńczyka. - Biedny, się trzęsie.
- Wypiliśmy po piwku, więc nie możemy prowadzić- Tobias objął męża w talii. - To problem?
- Nie, zawiozę Arte. - brunecik musnął policzek ukochanego. - a wy zacznijcie zbierać obozowisko. Zgodnie stwierdziliśmy, że już dość mamy tego miejsca - parsknął. - Powoduje kłótnie i przynosi nowych mieszkańców - parsknął. - Jeszcze któryś z nas w ciążę zajdzie- zaśmiał się a Liam parsknął śmiechem, a Olivier się uśmiechnął, tylko Cameron obserwował ukochanego i nic nie mówił.
- O nieee, za stary jestem, by znowu być tatą - Tobias parsknął. - Dobra. Zwiniemy kemping na razie do jednego auta, a ty zabierz Arte I wracaj szybciutko. - oznajmił a ten skinął głową.
****
Cameron wpuścił do mieszkania pieska, bo matka podrzuciła go do domu. Arte od kilku godzin był u weterynarza z kotem, także miał chwile dla siebie. Dostał SMS od Tobiasa, że od poniedziałku będzie na pracy zdalnej i że cofnął mu L4. Wziął głęboki oddech i wyjął z lodówki jakieś piwko, po czym usiadł na kanapie odpalając konsole. Doprawdy, to miał być taki piękny wyjazd, a nie pobzykał, pokłócili się, a ukochany przyciągnie do domu kolejnego pchlarza. Po prostu cudownie. Późnym wieczorem, drzwi się otworzyły, a pies poderwał się do góry I pobiegł do pańcia.
- No cześć, przyniosłem ci ją, zobacz - brunecik klęknął przy piesku i pokazał mu transporter. Ten wywąchał małą kuleczkę, bo ta spała gdzieś w kącie. - Odłożymy ją tutaj. A my pójdziemy na spacer, dobrze? - zapytał biorąc smycz i gdy byli gotowi do wyjścia to otworzył drzwi nosidełka jakby kotek wstał i chciał wyjść. Cam pewnie już spał, więc starał się być cicho, aby go nie obudzić. Cameron wcale nie spał, tylko siedział w salonie dalej grając. Podniósł się I podszedł do transportera. Gdy się schylił to usłyszał tylko syczenie. Mała ruda kulka wydawała się przestraszona i bojowo nastawiona. Westchnął i wrócił na kanapę mało zadowolony. Gdy ukochany wszedł spowrotem do domu, to podniósł się.
- Cześć- oznajmił a ten uśmiechnął się. Musnął go w policzek
- Myślałem, że śpisz, już jednak późno- stwierdził. - Mała siedziała w transporterze w przedpokoju - oznajmił. - Zatrzymamy ją?
- Musisz się wyjątkowo postarać, abym się zgodził. - uśmiechnął się kącikiem.. - Możesz zacząć od robienia mi dobrze- zaproponował a temu delikatny uśmiech zszedł z twarzy.
- Mówisz serio? - zapytał anten pokiwał głową. Usiadł na kanapie w rozkroku.
- Zapraszam - oznajmił spokojnie, a Arte poczuł smutek. - Hej, gdzie idziesz?! - zapytał gdy brunet poszedł prosto do sypialni I zamknął się tam. Cam prychnął I złapał za konsolę aby znowu pograć. Czy on myślał, że będzie przyjmował każdego zwierzaka? Starszy musialby na prawdę dobrze wywijać dupcią na jego kutasie aby tak było. Na razie jednak nie zamierzał się zgodzić, bo ten przesadził z reakcją na jego żarciki. Nie powiedział nic złego, ten na prawdę źle zrozumiał i tyle.
Spojrzał na ukochanego, gdy wyszedł z sypialni z małą torbą. - Gdzie ty się wybierasz?
- Do rodziców. - oznajmił. - Mam wrażenie, że ostatnio się zmieniłeś. Chcesz tylko seksu, rzucasz Obrzydliwe teksty i każesz mi na kolanach cię przekonywać, abym mógł zatrzymać kota, którego uratowałem.. Nie chciałem takiego związku z tobą, Cameron. Dlatego nie chciałem też z tobą zamieszkać. Za dużo wtedy wychodzi... - oznajmił I ruszył do biura, aby zabrać laptopa, pieska leki i podpiął zwierzaka a także wziął transporter.
- Przemyśl to, Arte. Przecież to były żarty, wszystko to było żartem.
- Nie wydaje mi się. Zastanawiam się, czy powinniśmy razem mieszkać
Może to za szybko... - oznajmił a ten nie zdążył go złapać, jak wychodził. Cameron warknął sam do siebie, bo musiał przesadzić... cholera, nie wiedział co wtedy sobie myślał... Do jasnej cholery. Nie mógł go stracić. Bez niego nie istniał.
Heeej Zapraszam do komentowania
CZYTASZ
Zakazany Owoc
DiversosTo trzecia część trylogii (poprzednie dwie części są w Niebo Pełne Gwiazd). Arte jest siedemnastolatkiem, który nadal jest dzieckiem, ma cudownych rodziców, Erica i Tobiasa, którzy kochają go nad życie, ale jak to nastolatek, ma swoje problemy...
