*69*

78 5 0
                                        

Eric siedział na kanapie z syneczkiem i słuchał jego skarg. Mówił o tym, że wiedział, że nie powinien przyciągać kota zanim nie porozmawia z ukochanym, bo to jego mieszkanie i ma prawo się nie zgodzić, ale to co kazał mu zrobić było przesadą. Może i przesadą też była wyprowadzka, ale sytuacja z kempingu nadal w nim siedziała a teraz to... Nie wiedział co ma myśleć o tym wszystkim, dlatego chciał poradzić się właśnie mamy.

- Zranił twoje uczucia, a teraz nie zachowuje się lepiej - brunet zaczął cicho. - Jeżeli by nie chciał kota, powiedział by to. Jeżeli by go chciał, ucieszyłby się. Jednak jemu jest on obojętny i próbował wykorzystać to, że Ty chcesz. To nie w porządku. - stwierdził i pogłaskał pociechę po dłoni. - Zostań kilka dni, może zmądrzeje jak zatęskni za tobą. - oznajmił a chłopak westchnął.

- Masz racje... Ale on był ideałem... Do tej akcji - mruknął. - Tata jest uczulony na sierść... więc mam nadzieję, że on szybko zmądrzeje, ale może a razie co zacznę szukać innego mieszkania. - mruknął I spojrzał na transporter, bo mała kulka dalej w nim siedziała. Piesek był w bezpiecznej odległości, ale siedział przy niej. - Miałem mieć jeszcze kilka dni urlopu, ale chyba zadzwonię do wujka, że wrócę wcześniej do pracy, bo jedyne czego teraz mi potrzeba to za dużo wolnego czasu na myślenie  - westchnął cicho a zielonooki uśmiechnął się.

- Będzie dobrze - obiecał I pocałował pociechę w czoło. - Obejrzyjmy sobie coś,  hm? Ojciec skoczy nam do sklepu po przekąski a my rozłożymy kanapę - zaproponował, a ten się zgodził. Gdy Eric poszedł do męża to chłopak zaczął zdejmować poduszki i wyciągnął kilka kocy z wnętrza, aby móc zrobić im przyjazny kącik. Mama mu pomogła i rozsiedli się wygodnie wybierając komedie na dzisiejszy wieczór.

***
Cameron siedział przed laptopem i pracował. Był zły na Tobiasa, na Arte I Erica i nawet na własnych rodziców, bo matka rano do niego wpadła na chwilę sprawdzić jak się czuje I porozmawiać z nim. Może był trochę za ostry względem niej, dlatego ojciec dzwonił aby go opierdolić, ale do cholery, wpieprzali się w prywatne sprawy jego i Arte.
Dostał wiadomość, więc zerknął na telefon, z niezapisanego numeru dostał propozycje. "Masz ochote na numerek, Cam? Dawno się nie widzieliśmy" brzmiał on. Nie odpisał, bo wiedział, że ta dziwka chce jedynie pieniędzy. Może gdyby wzbudził w Arte zazdrość ten by wrócił do domu? Chociaż sądząc po miękkim serduszku raczej by się rozstali na stałe i ten by nigdy więcej nie chciał go widzieć, a nie pozwoli przecież aby ten znowu uciekł. Wybrał numer i wykonał połączenie do Erica, po kilku sygnałach ten odebrał, za co podziękował w duchu.

- Cześć Cam, co tam? - zapytał spokojnie, bo był w trakcie ogarniania kuchni po śniadaniu.

- Cześć... Zapewne wiesz, że pokłóciliśmy się...

- Wszystko wiem - przyznał i czekał na ciąg dalszy.

- Moja wina. Przesadziłem wiem..Chce aby wrócił do domu, abym mógł to wytłumaczyć. - oznajmił spokojnie a ten westchnął.

- Możesz wpaść na obiad, bo Arte chce sobie sam to przemyśleć. Dlaczego musiałeś być dla niego taki, co? Chodzi ci tylko o seks?

- Nie, oczywiście że nie - oznajmił. - Zwyczajnie... cóż. Może potrzeby od dawna nie zostały zaspokojone i chciałem mu zasugerować, że...

- Nawet nie kończ. - stwierdził.- Obiad o siedemnastej. Arte jest dziś w pracy, więc pewnie będzie zmęczony i przebodźcowany. Ja bym z nim dziś nie rozmawiał na ten temat... Ale to twój chłopak, powinieneś wiedzieć co lubi I co mu poprawi humor.

- Dzięki. Wezmę sobie to do serca. - mruknął.

- Kibicuje wam, ale ostrzegam, że jeszcze jedna taka akcja i to Tobias przyjdzie Ci wybić te wszystkie głupie teksty z głowy.

- Przecież on też się rechotał, czemu to ja jestem ten zły? - burknął.

- Tobias mnie i Arte przeprosił. - oznajmił. - No, to zapraszam na obiad. Siedemnasta. - oznajmił.  - Ale synek w domu będzie koło piętnastej jakbyś chciał wiedzieć. - dodał. - Do zobaczenia - stwierdził I się pożegnali. Cameron wiedział co ma zrobić, więc zabrał się do pracy, aby móc wszystko zaplanowane na dziś skończyć i wyrobić się w czasie.

Eric w tym czasie odwrócił się do pociechy, bo ta wcale nie była w pracy. Ten dzień miała jeszcze wolny, a dopiero od następnego Liam zgodził się na powrót z urlopu.

- Okłamałeś go - oznajmił brunecik a ten skinął głową. Miał go na głośniku, więc młodszy doskonale słyszał. - Dlaczego?

- Bo czasami tych naszych seme trzeba naprowadzić czego się od nich oczekuje. Jeszcze nie jesteś w to wprawiony, ale jeżeli chcesz kwiatów, bombonkerki i miłej kolacji aby mu wybaczyć masz dwa rozwiązania. Powiedzieć mu w prost, albo zasugerować. To drugie może być niebezpieczne, bo oni czasami nie myślą głową - zaśmiał się a ten skinął głową. - Skończyliśmy ogarniać. To może jakiś mały spacer do lasu z Angelem? - zapytał a ten się zgodził ciesząc się że ma taką mamę. Gdy przechodzili obok sąsiadów to Eric wyłapał że sprzedają dom. - Chodź, podejdziemy - oznajmił a ten się zgodził.

- Oh, Eric, dzien dobry! - oznajmiła sąsiadka i uśmiechnęła się. - Jak ci się żyje?

- Hej, Amber. Widziałem, że były jakieś ciężarówki u ciebie, ale nie sądziłem, że się wyprowadzasz - oznajmił a ta się zaśmiała. Pokazała pierścionek na dłoni. - O matko! - zachichotał. - Dlatego sprzedajesz dom! Wyprowadzasz się do niego - oznajmił a ta szczęśliwa pokiwała głową. Przytulił ją serdecznie.

- Też się cieszę. A dom komuś posłuży. Niedawno był remont, wszystko świeże, a jak powiem na licytacji, że będą mieli cudownych sąsiadów to na pewno pobija cenę - zaśmiała się a ten pokiwał głową.

- Ciekawe za ile pójdzie. Ile wpisowego na licytacje? - oznajmił.

- Sto tysięcy w gotówce. Zaczynamy liczytacje od trzystu tysięcy, mam nadzieje, że dobije do miliona - parsknęła a ten się zaśmiał.

- No tak, nasza okolica jest nie dość, że piękna to i spokojna i bez wnerwiających sąsiadów - zaśmiał się mężczyzna. Chwilę jeszcze rozmawiali, a Arte przyklęknął przy piesku I zaczął go drapać za uchem za grzeczne czekanie aż skończą. Po chwili to nastąpiło, więc mogli ruszyć dalej. Domy były obok siebie, więc często rozmawiał z Amber gdy działała w ogrodzie I zaprzyjaźnili się, więc Ericowi było przykro że wyjeżdża.

- Ktoś zgarnie piękny kawałek ziemi i ogrodu - Arte przyznał mamie rację. - po za tym. Ogród i taras jest od strony lasku, więc cisza, spokój... I są tam okazy chronione więc nie wytną go za szybko. Idealne miejsce - oznajmił i uśmiechnął się do rodziciela. - Kiedyś może sobie taki sprawie - uśmiechnął się.

- Wtedy byś nie był zdany na właściciela wynajmowanego mieszkania i byś mógł mieć tyle zwierzaków ile byś chciał- zaśmiał się cicho a ten zgodził się. Nie miał pojęcia, że Eric z Tobiasem sobie w nocy przedyskutują kilka kwestii związanych z sąsiedztwem i ich dzieckiem.

Hej,hej! Zapraszam do komentowania! To motywuje do pisania!

Zakazany OwocOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz