*67*

60 6 1
                                        

Arte obudził się, bo piesek dotknął jego dłoni mokrym nosem. Gdy się do niego zbliżał i dotykał to znaczyło, że potrzebował wyjść na podwórko za potrzebą. Podniósł się I otworzył mu namiocik a sam zaczął się ubierać. Ten niecierpliwie czekał, więc mezczyzna szybko zgarnął ręcznik jeszcze i założył przyjacielowi szelki I popiął smycz. Stwierdził, że wybiorą się na bardzo długi spacer z rana. Gdy wyszedł to pies od razu poleciał w krzaczki się wysiusiać. Korzystając, z tego, że ten miał smycz samorozwijającą się i nie musiał za nim iść to zamknął namiot, bo mama dalej spała.

- Cześć synku. Jak się spało? - zapytał Tobias, który siedział z Liamem na krzesełkach pijąc kawę i przygotowując stanowisko do przygotowania śniadania. Jednakże przyłapał ich na zwykłym siedzeniu i popijaniu.

- Cześć, dobrze. Idę nad jezioro, popływam. - oznajmił a ci pokiwali głowami.

- Dobrze, śniadanie za jakieś trzy godziny dopiero, bo jest dość wcześnie.

- Tak... dobrze. Wrócę za jakiś czas - stwierdził I ruszył powoli, spacerkiem nad wodę. Pies był zadowolony, że może sobie biegać i tym razem był chętniejszy do wejścia do wody, mimo że była dość chłodna, ale na dworze było już dość ciepło. Pobawili się chwilę a Arte też pozbierał myśli leżącą na wodzie łapiąc słoneczko.

Wrócił, gdy wszyscy już byli na nogach i popijali gorącą kawkę. Eric od razu zaproponował dla syna a ten poprosił mówiąc, że chętnie.

- Dziś na śniadanie jajecznica z grzankami, które robią się nad ogniskiem - Tobias wskazał chleb, który leżał na kratce nad ogniem. Już rozpalili aby podgrzać wodę, bo niby mieli kuchenki gazowe, ale co to by był za vibe obozowiska bez ogniska?
Arte krzątał się jeszcze bo musiał psiakowi dać wody oraz jedzonka, a dopiero potem postawił sobie krzesło obok mamy i napił się kawy rozpływjąc się nad tym smakiem. Po dobrej nocy wszyscy mieli dobry humor.

- Co ciekawego robiłeś nad jeziorem? - brunet wypytywał pociechę a ten mu trochę opowiedział o psiaku, który zdecydował się do wody wejść. - Świetnie, że zaczyna się przekonywać. Bandaże tylko mu zmień, na świeże.

- Tak... tak zrobię myślę. A może go wykąpie na świeżym powietrzu, bo jest super pogoda.

- Pomogę Ci z tym. A po śniadaniu się zbieramy i idziemy na wycieczkę po lesie. Podobno w okolicy są jakieś bunkry.

- A co z Cameronem? - zapytał Olivier marszcząc brwi.

- Źle się wyraziłem. Tylko my we trójkę sie wybieramy - wskazał ukesiów. - Panowie chcą odpocząć i połapać słońca. Ewentualnie też mogą przejść się nad jezioro aby połapać rybki.

- Skarbie, ponad dwadzieścia lat razem a ty dalej żartujesz o tych rybach - Tobias się zaśmiał. - Nawet wędki nie posiadam - parsknął.

- Kto wie czy na starość ci się nie zmieni. - parsknął cicho Arte.

- Na ryby się chodzi nie po to by łapać, tylko aby odpocząć od drugiej połowy- Liam zaśmiał się a wszyscy powtórzyli to zachowanie.  - Ale myślę, że  coś sobie znajdziemy. Myślę, że karciany poker będzie dobrym pomysłem.  Chętnie was ogram. - oznajmił do mężczyzn

***
Zjedli śniadanko oraz tak jak byli w planach chcieli wybrać się na spacer, ale najpierw postanowili wykąpać pieska. Arte wszedł do namiotu, by szukać opatrunków dla psiaka, gdy Eric go wycierał, gdy poczuł dłoń na biodrze i Cam przytulił się do niego od tyłu.

- Jesteś na mnie jeszcze zły? - zapytał a Arte wysunął się z jego ramion i przykucnął szperając w torbie.

- Nie. Nie jestem "jeszcze zły". Nie przeprosiłeś za bycie chamem tego wieczoru. Oraz próbowałeś mi wmówić, że to we mnie, w moim rozumowaniu jest problem.

- Przepraszam skarbie. - oznajmił u usiadł na łóżku. - Zachowałem się jak dupek - oznajmił cicho.

- Fajnie. Cieszę się, że przeprosiłeś. Mam nadzieję, że szczerze. Chociaż mam wątpliwości, wiesz?

- Byłem pijany. Gadałem głupoty. Nigdy więcej już nie będę. - obiecał. - Nie będę pił jeżeli nie chcesz.

- Nie o to chodzi...

- Przepraszam. Na prawdę Przepraszam kochanie. - oznajmił I wziął jego ręce aby pocałować jego kostki. - Kocham cię i nie chce abyśmy się kłócili i to przez moje głupie żarty. Chce byś się odegrał, tak jak będziesz chciał. Zrób mi przykrość, abyś poczuł się lepiej.

- Głupek jesteś - westchnął. - Nie będę robił ci przykrości, bo nie jestem dzieckiem. Ale nigdy więcej tak nie rób.

- Obiecuje - oznajmił. - Dostanę swojego buziaka na dzień dobry? - poprosił a ten westchnął i musnął jego policzek I wziął bandaże.

- Idę ogarnąć Angela - oznajmił I się podniósł. Pomógł mu wstać i razem poszli  w stronę ogniska.  Obaj bruneci zabrali się do zakładania opatrunków, a gdy skończyli to piesek szczęśliwy merdał ogonek, bo usłyszał słowo 'spacer'. - Dobrze, lecimy pozwiedzać?

- Yhym, oczywiście - Eric wiązał mocniej buty. - A wy Panowie pamiętajcie, że obiad musicie przygotować, tak? - zaśmiał się z ich min. - Równouprawnienie ukesiów kochani. - poklepał swojego męża po ramieniu i wziął syna pod ramię i ruszyli w las z pieskiem.

- Cieszę się, że przyjechaliśmy. Naturą jest zbawienna jeżeli chodzi o jakieś złe samopoczucie - oznajmił Arte a ten się zgodził.

- Cameron w końcu normalnie przeprosił? - zapytał Olivier a brunecik pokiwał głową.

- Tak, aczkolwiek dalej jego słowa siedzą mi w głowie. - oznajmił smutno, a mamcia przygarnęła go do uścisku.

- Spokojnie, każdemu zdarzają się błędy... ważne aby je naprawił. - okularnik patrzył na niego. - Jesteście fajną parą, mam nadzieję, że on tego nie zepsuję. Czasami brak mu taktu. - westchnął. - Ma to zapewne po ojcu - parsknął cicho  a reszta pokiwała głową.

- Wiadomo, po nas macie wszystko co najlepsze- Eric się zgodził. - Nie myśl o tym, myślę że noc z Tobiasem była dla niego wyjątkowo ciężka i nie pozwoli sobie więcej na takie teksty. 

- Co tata mu zrobił? - zapytał niepewnie a ten się zaśmiał.

- Aj tam, tylko trochę pochrapał i poudawał, że się zapomniał i go zmacał.  W każdym razie, pokazał mu, że może mieć gorzej, więc Cameron nie będzie już podskakiwał.

- Zmacał go? - zapytał zszokowany chłopak, ale na jego twarzycce pojawił się uśmiech, bo rozbawiło go to.

- Owszem, powiedział, że jak ścisnął go za pośladek to wyskoczył z posłania i zaczął na niego krzyczeć, że nie jest jego mężem- parsknął a Olivier wybuchł śmiechem.

- Trauma do końca życia - Arte również się śmiał. - Cieszę się, że dał mu nauczkę.  Dziś już normalnie będziemy spać. Ale niech ma z tyłu głowy, że zawsze tatę mogę obudzić w środku nocy i poprosić by się zamienił- parsknął a drugi brunet się zgodził. Kontynuowali wycieczkę aby trochę pozwiedzać, śmiejąc się i rozmawiając na najróżniejsze tematy.



Hej hej hej! Zapraszam do komentowania!

Zakazany OwocOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz