Rozdział 17

29 6 9
                                        

Leżałam na podłodze, czując że zbliża się do mnie śmierć.

-Thom?-mruknęłam głośno.

-Już idę Angelica.

Thom przyszedł z różą. Znów przy mnie ukucnął. Dotknął mnie płatkiem róży, tam gdzie znajdowała się moja rana.
Strażnik z zrezygnowaniem pokręcił głową.

-Co?

-Angelica, róża... ona nie ma mocy.

-Jak to możliwe, Thom? Nonsens.

-Taka jest prawda. Vladimir chyba zabrał z niej moc.

-Czyli, to już mój koniec?-spytałam słabo.

-Nie wiem kochana, ale cokolwiek się tobie stanie, zawsze będę ciebie kochać-odpowiedział czule. Nie rozumiem tego. Czemu on tak do mnie powiedział?

A potem już nastała tylko ciemność...

-Nie! Moja córka, żona, moja firma! Moi przyjaciele! Zostawcie mnie! Pomocy!!! Co ja zrobiłem wam!! Puszczajcie!!!!!

Na chodniku była biała róża.

I nic więcej.

Krzyki były bardzo dziwne.

Ale skądś znam ten głos...

Jaka córka?

Żona?

Tym bardziej dziwi mnie firma...

Co to ma być?

-Nie jestem potworem! Muszę pójść do mojej żony i córki! Zostawcie mnie!!-mężczyzna krzyczał wniebogłosy.

Na chodniku leżał portfel mężczyzny.

Ze zdjęciami.

Jednak nie wiem jakim.

Znowu żona, córka?

-Nie!!!!! To boli!!!!!! Puszczajcie!!!!!!!!!

Trzeci dzień, a ciągle te same krzyki.

Jednak do róży i portfela dołączyła się jeszcze jedna, malutka rzecz.

Świecący się odłamek diamentu.

-Od dzisiaj jesteś

Nagle się obudziłam. Nadal leżałam na chłodnej podłodze. Prędko się z niej podniosłam i otrzepałam spodnie.
Ciekawe co było po od dzisiaj jesteś.

Kim jest?

****************

Ten rozdział jest ostatni przed wakacjami. Chyba...

Pozdrawiam! York289

EpidemiaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz