Rozdział 6

1.7K 105 8
                                        

***3 tygodnie później***

W szpitalu siedziałem jeszcze tydzień po czym opuściłem go wracając w końcu do domu. Policja wypytywała się czy wiem dlaczego zostałem pobity jednak okłamałem ich mówiąc że nie mam pojęcia. Dogadałem się z Niallem by okłamał ich gdyby pytali i nie mówił nic o długu. Myślałem że moje problemy wciąż się nie skończą jednak te typy od długu dały mi spokój. Chyba wystraszyli się wiedząc że policja ma mnie teraz na oku. Cieszyłem się z tekiego obrotu spraw jednak byłem przekonany że niedługo znowu będą mnie nękać.Myślałem dużo o tym wszystkim. Napewno pamiętam że wychodząc od Nialla podjechało czarne auto i wpakowali mnie do niego. Pamiętam również bolesne ciosy a potem jeden z mężczyzn zakryla mi twarz chustką z czymś odurzającym i ciemność. Dalej wszystko było takie realne ale mówili że lerzałem pobity w jakiejś ciemnej uliczce i przywiózł mnie jakiś mężczyzna. Oh to było za ciężkie jak dla mnie. Z jedej strony cieszyłem się że jestem już przy bliskich mi osobach a z drugiej smucił mnie fakt że Louis i Zayn chyba nie istnieli. Moi rodzice nie pozwalali mi samemu nigdzie wychodzić. Nawet moje siostry nie mogły nigdzie same wychodzic przez co duzo narzekały bo chciały spotykać sie z koleżankami lub chłopakami. Udało mi się samemu pojechać do szpitala do lekarza na kontrole jednak musiałem jechać taksówką bo mama wpadła w panikę. Polubiłem starszawego taksówkarza który podwiózł mnie pod szpital. Zapłaciłem mu dając nawet spory napiwek na co ten szczerze mi podziękował. Miałem wracać też taksówką ale postanowiłem że wrócę na pieszo. Wszedłem powoli do szpitala głowiąc się nad jak najlepszą trasą na powrót. Zapytałem jednej z pielęgniarek o doktora Melasa a ta pokierowała mnie do pomieszczenia pełnego chorych osób. Kazała mi usiąść na jednym z łóżek i chwilę poczekać. Jakaś młoda kobieta przede mną strasznie kaszlała i wyglądała jak trup. Czułem się głupio siedząc tu gdyż właściwie byłem zdrowy jednak podczas wypisu ze szpitala dostałem polecenie przychodzenia tu na kontrole. Syf który mi podano nie źle namieszał w moim organiźmie i czasem robiło mi się słabo i potrafiłem zemdleć.

-Witaj Liam.-zza moich pleców wyszedł doktor Melasa.-Jak się dziś czujesz?

-Dobrze.-odparłem posyłając czarnowłosemu mężczyźnie uśmiech.

Doktor przejrzał coś w swoim notesie który trzymał w ręku marszczac nos. Melasa był moim zdaniem świetnym lekarzem o miłym usposobieniu. Jego zielone oczy patrzyły na mnie z troską.

-Twoja mama dzwoniła i mówiła że ostatnio zemdlałeś.-odezwał się w końcu z niezadowolonym grymazem na twarzy.-To bardzo nie dobrze....

-Ale to nic i od tamtej pory już wszystko dobrze.-przerwałem mu wiedząc że może kazać mi tu zostać.

Mężczyzna przyglądał się mojej osobie bardzo uważnie przez dłuższy czas. Szepnął coś pod nosem po czym skierował się do małego pomieszczenia obok karząc mi poczekać. Miałem nadzieje że nie uprze się bym tu został. Nie chciałem zajmować miejsca nie potrzebnie.Znowu zacząłem myśleć o drodze powrotnej i o tym czy Niall mnie dziś odwiedzi. Czyjeś awantury wyciągnęły mnie z zamyśleć.

-Niech Pani zabierze te pieprzone rurki bo mi do cholery nic nie jest.-odwróciłem wzrok a moje serce zamarło.

-Pan miał wypadek i musi Pan mieć kroplówke póki nie zrobimy więcej badań.-próbowała przemówić mu do rozumu pielęgniarka.-Proszę Pana....

Mimo jej prób mężczyzna wiercił się wyrywając sobie welflon i kroplówke. Oniemiały wstałem podchodząc do jego łóżka. Na czole miał opatrunek przez który przesiąkała już krew. Był zdenerwowany i nic do niego nie docierało ale przynajmniej nie wstawał z łóżka szpitalnego.

-Ty....-wyszeptałem uchylając usta w zdziwieniu.

-O hej księżniczko.-usłyszałem poirytowanie w jego głosie.-Już dobra tylko zabierzcie mnie od niego bo jego ryja mi tylko brakowało.

Moje serce przyśpieszyło i pewnie odgryzł bym się mu w normalnej sytuacji ale teraz nie byłem w stanie. To nie był sen!-moje myśli wariowały. Miliony myśli zagnieździło się w mojej głowie ale tylko jedno wypadło z moich ust.

-Jest tu Zayn?-zapytałem prędko widząc że zrezygnowana pielęgniarka chcę go ode mnie zabrać.

Zielonooki zmarszczyl brwi jakby nie rozumiał mojego pytania po czym ruchem dłoni kazał pielęgniarce odejść. Kobieta nie chciała nas zostawiać ale Harry obiecał że będzie już spokojny jak zostawi nas na chwilę. Odeszła.

-Doszło do małej kłótni przez co padło kilka strzałów.....

-Nic mu nie jest?-przerwałem mu szybko bojąc się o mulata.

-Zamnij się i słuchaj.-jego ton był już trochę wyższy ale wziął kilka głębokich wdechów i kontynułował.-Zabrałem Louisa do auta chodź ten szarpał się bo Zayn siedział w hangarach z ludźmi którzy strzelali i szybko pognałem autem w stronę miasta jednak byłem tak zdenerwowany że wpadłem w poślizg i mieliśmy wypadek. Louis leży teraz w sali obok a co do Zayna to nie wiem.-zmrużył oczy widząc moje przerażenie.

Serce zwariowało a nogi się ugięły kiedy ktoś złapał mnie za ramię. Okazało się że to doktor Melasa który marszcząc brwi przyglądał się uważnie mojej twarzy.Potem wszystko potoczyło się szybko i byłem zmuszony zostać w szpitalu jeszcze na kilka dni. Trochę się ucieszyłem bo miałem szansę pogadać z Louisem który tak jak ja był przerażony a wręcz załamany.

-Bedzię dobrze.-powtarzał wciąż sam chyba wątpiąc w swoje słowa.-Zayn to bardzo twardy gość prawda?-spojrzał na mnie swoimi pełnymi łez oczami.

Nie potrafiłem mu nie potaknąc chodź już sam zalałam się łzami widząc jego rozpacz. Serce krajało mi się z każdą sekundą coraz bardziej.Nie mogłem w to wszystko uwierzyć. Za dużo jak na jeden dzień. Trzymałem dłoń Tommo aż nie zasnął z braku sił. Pielęgniarki patrzyły na nas ze smutkiem zdziwione że Lou po takiej dawcę leków uspakajających dopiero teraz zasnął. Wciąż płakałem i nawet wtedy kiedy lerzałem w swoim łóżku i powinienem spać.Jedna z pielęgniarek podała mi jakieś środki i próbowała się dowiedzieć o co chodzi. Nic jej nie powiedziałem, wiedziałem że nie mogę. Kiedy było już naprawde późno w końcu zasnąłem.

Obudziłem się strasznie wcześnie i widząc że w łóżku obok nie ma Harry'ego Zmartwiłem się. Postanowiłem go poszukać i odrazu pokierowałem się w stronę sali Louisa. Przez szklane drzwi ujrzałem burze loków i moje emocje opadły. Harry siedział przy łóżku Louisa i trzymał go za rękę kciukiem gładząc jego dłoń. Uświadomiłem sobie że jednak ten wredny i pyskaty chłopak posiada uczucia i chociaż ich nie okazywał to tak samo jak ja martwił się. Tommo słodko spał więc pewnie sam nie wiedział o tym że Harry przy nim siedzi. Dałem im spokój wiedząc że loczek specjalnie tak wczesnie się wymknął. Nie chciałem się z nim kłócić więc dałem mu szanse zgrywania dalej zimnego faceta bez serca. Wróciłem do łóżka czekając na zielonookiego. Gdy ten wrócił trochę był zdziwiony że nie śpię i spiął się nieco pewnie z obawy że mogłem go widzieć z Lou.

-Gdzie byłeś?-zapytałem ukrywając starannie uśmiech który próbował się wydostać.

Uświadomiłem sobie wtedy że nie źle musieli nas nafaszerować bo byłem już spokojny i nie potrafiłem popaść w smutek. Loczek położył się znów w swoim łóżku milcząc przez chwilę.

-Zayn żyję. Ja to wiem.-w jego tonie dało się wyczuć smutek ale te słowa wydawały się mi miłe bo dawały nadzieje.

----------------~*~-------------
Jest i rozdział 6 i teraz Hazz i Lou ucierpieli jak i Zayn. Wybaczcie, taka zła ja. Zachęcam do gwiazdkowania i komentowania bo to motywuje! Nie wiem kiedy kolejny rozdział. Jeśli zobaczę że pragniecie kolejnego to postaram dodać go szybko a jak nie to najwyżej za kilka dni, max tydzień.
~S.S

Convicted // Ziam MayneOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz