Zayn przez dłuższy czas się nie odzywał. Zdążyłem wyjść ze szpitala i przepłakać kilka nocy. Cheryl wspierała mnie ile tylko mogła za co byłem jej wdzięczny. Gdyby nie ona pewnie poszedłbym się zabić.Malik odezwał się jednak tuż przed moimi urodzinami. Chciał się spotkać i chętnie przystałem na taką propozycje. Chciałem żeby mi wybaczył i żeby było jak dawniej. Popełniłem wiele błędów ale tylko przy Zaynie czułem że żyje. Założyłem najbardziej obcisłe spodnie jakie miałem w szafie i luźniejszą koszule w kratę. Przygotowywałem się do tego spotkanie z 5 godzin. W głowie ułożyłem już cały plan działania i słowa które uleczą jego zranioną dumę. Wyszedłem sporo przed czasem ale chciałem być pewny że się nie spóźnie. Rodzicom wcisnąłem ten sam kit o cioci co wcześniej i jak zawsze uwierzyli. Niestety moja kochana ciotka nie współpracowała bo nie odbierała. Obiecałem sobie że zadzwonię za kilka godzin.Zdziwiłem się widząc że już na mnie czeka. Zatkało mnie widząc jak siedzi na czarnym motorze trzymając jedną ręką kierownice a drugą papierosa. Był ubrany na czarno co było bardzo seksowne i pasowało do niego.
-Miałeś nie palić.-cmoknąłem go w polik na przywitanie.
-Mogę jeśli to z twojej winy.-zaciągnął się mocniej.-Teraz witasz się ze mną jakbyśmy nigdy się nie rżneli.-wypuścił dym prosto w moją twarz.
Zacząłem kaszleć wywracając oczami.
-Właściwie to nigdy się nie rżneliśmy.-parsknąłem gdy wyrzucił końcówkę papierosa.
-Jeszcze.-posłał mi lekki uśmiech przez który dostałem ciarek.-Wsiadaj.-dodał klepiąc ręką miejsce za sobą.
-Chyba sobie odpuszcze.-odwzajemniłem uśmiech cofając się o krok.-Chciałbym dożyć urodzin.
-Nie przesadzaj.-wywrócił oczami oglądając mnie uważnie.-Obiecuje że to będzie grzeczna jazda.-złapał mnie za skrawek koszuli lekko ciągając do siebie.
Nie wierzyłem że Malik może być chociaż raz grzeczny. Nie chciałem go jednak denerwować i zająłem miejsce za nim. Odrazu wtuliłem się w niego szepcząc pozytywne słówka pod nosem. Byłem przekonany że dostanę zawału jadąc z nim.
-Spokojnie.-zaśmiał się cicho.-Rozluźnij się trochę bo zaraz nie będę mógł oddychać.-odrazu poluzowałem uścisk.
-Wybacz...-wymamrotałem coraz bardziej pewny śmierci.
-Trzymaj.-podał mi czarny kask posyłając mi uśmiech.-Gdyby coś się stało , nie chcę żebyś odrazu padł.
-Pocieszsjące.-warknąłem zakładając kask na glowe.
Mulat zaśmiał się cicho zakładając swój kas po czym odpalił i ruszyliśmy. Nie myliłem się. Chłopak zasuwał tak szybko że miałem wrażenie że wiatr zaraz nas zrzuci. Jęknąłem cicho gdy gwałtownie skręciliśmy. Maszyna idealnie słuchała się starszego mimo szybkości i nieostrożności mulata. Serce biło tak szybko że myślałem że koniec już blisko.Coraz bardziej ściskałem Malika ale nie zwracał na to uwagi (i dobrze). W pewnym momencie zaczęła nas gonić nawet policja ale nie mieli szans z mistrzem kierownicy. Dziwiłem się że motor może być równie a nawet szybszy od wielu ścigaczy. W sumie brunet był bogaty to mógł sobie na to pozwolić. Po długiej , nie kończącej się podruży w końcu prostuj.Zatrzymaliśmy się przy jakiś starych garażach i nic nadzwyczajnego póki jednego z nich nie otworzył. W środku było pełno ludzi. Wszyscy się na nas gapili co mnie speszyło. Zayn widząc moją minę chwycił mnie za dłoń na co trochę się uspokoiłem.
-Hej Alvarez.-przywitał się z młodym wytatuowanym meksykaninem.-Musicie mi kolor zmienić i blachy.-westchnął na co zmarszczyłem brwi.
-Znowu problemy z policją?-zaśmiał się zerkając na auto za sobą.-Z resztą...spójrz tylko na tą ślicznotkę. Strasznie się napracowałem odnawiając ją. Była w stanie krytycznym ale przeżyła.-uśmiechnął się szeroko wpatrując się w czerwoną maskę auta.
-Lepiej mi powiedz komu ją zajebałeś.-posłał mu drażniący uśmiech na co meksykańczyk się obraził.
Nie słuchałem ich bo moją uwagę przykuło auto stojące na prawie samym końcu garażu. Piękna bestia ze złotym kolorem. Puściłem rękę mulata na co odrazu spojrzał na mnie. Pachnąłem ręką na znak żeby sobie nie przeszkadzał w rozmowie. Powoli podszedłem do auta i dotknąłem koniuszkami palcy jego maski. Farba był złota w stylu lustra że mogłem ujrzeć swoje odbicie. Chciałem zajrzeć do środka ale zostałem przywołany przez Malika. Wróciłem szybko do chłopaka.
-Pilnuj swojego chłoptasia bo to nie miejsce na spacery.-burknął Alvarez.
Zacząłem przeklinać się w myślach. Byłem głupi spacerując po ich miejscu pracy jakbym łaził po zwykłym salonie z zabawkami.
-A ty lepiej pilnuj chuja bo nagle może się okazać że go stracisz.-burknął mulat na co widocznie się zarumieniłem.
-Wyluzuj.-parsknął zerkając na coś za naszymi plecami.-Zajmę się twoim motorem ale to trochę potrwa.
-Nie ma problemu.-oznajmił Malik znowu chwytając moją dłoń.-I tak nie daleko jest motel.-spojrzałem na niego unosząc jedną brew do góry na co posłał mi oczko.
Motyle w moim brzuchu znowu zaczęły mnie atakować. Zagryzłem dolną wargę wiedząc że ja i Zayn w jednym pomieszczeniu to znak ze będziemy robić coś niestosownego. Zaraz jednak wystraszyłam się że nigdy tego nie robiłem a brązowooki nie wygląda na zbyt delikatnego. Potem jeszcze myśl że może mnie przelecieć i zostawić.
-Dostaniesz 10 kafli ale po robicie.-z zamyśleń wyrwał mnie lekko zachrypnięty głos Malika.
Zaraz po jego słowach wyszliśmy na pusty płac i ruszyliśmy przez las. Nie gadaliśmy prawie wcale ale nie przeszkadzało to nam. Obydwoje byliśmy widocznie czymś zamyśleni. W końcu ujrzeliśmy nie za bogaty ale przytulny motel. Cały z drewna ze sporym neonem witał gości. W środku było dosyć ładnie chociaż spodziewałem się jakiejś nory. Kiedyś zdażało mi się nocować w motelach ale były one raczej obskurne. Mulat poszedł do recepcji wynajmując nam pokój. Blond recepcjonistki widocznie go podrywaly za co miałem ją chęć zabić. Był śliczna. Miała wszystko czego facet mógłby pragnąć. Duży dekolt, zgrabnych tyłek, wydatne usta i zadbane , długie do pasa blond włosy. Nawet jej zielone oczy były duże i piękne. Szczerzyła się do MOJEGO Zayna co nie było dziwne bo jest mega przystojny co nie zmienia faktu ze jest MÓJ. Gdy pochyliła się specjalnie by pokazać dekolt peknąłem. Podszedłem do nich z wielkim bananem na twarzy.
-Kochanie jak tam nasz pokój?-zapytałem wtulając się w bok chłopaka.-Dłużsj nie wytrzymam.-dodałem niby cicho jednak tak by ta jędza to usłyszała.
-No właśnie ustalałem z tą miłą panią który bierzemy.-szepnął cmokając mnie w czoło.
-Pokój 308.-odezwała się w końcu z lekkim rozczarowaniem.-Życzę miłego pobytu.-posłała nam sztuczny uśmiech na co pokazałem jej środkowy palec gdy Malik nie widział.
Minusem był fakt że musieliśmy wchodzić po schodach na samą górę. Byłem święcie przekonany że ta szmata zrobiła to specjalnie.
-Byłeś zazdrosny?-odezwał się nagle wyrywając mnie z zamyśleń.
-Nie.-skłamałem sam nie wiedząc czemu.
-Czyli...-zastanowil się.-Jakbym ją przeleciał miałbyś to gdzieś?-obserwował moją reakcje.
Byłem strasznie zdziwiony jego pytaniem i szczerze wystraszony. Nie wiedziałem co mam odpowiedzieć.
-Aż tak akceptacyjny nie jestem.-odezwałem się w końcu z lekko drżącym głosem.-Poza tym po co ci ona jak masz mnie.-posłałem mu uśmiech.
-Racja.-odparł biorąc mnie na ręcę i wbiegając po schodach.-W takim razie musimy jak najszybciej znaleźć się w pokoju.Jego słowa dosłownie mnie sparaliżowały a zarazem podnieciły.
----------------------------------
Woho aż 1130 słów ! Bądźcie ze mnie dumni. Nic nie poprawiam więc przepraszam za błędy. Planuje następny rozdział +18 ale nie jestem jeszcze pewna. Dziękuję bardzo za komentarze pod ostatnim rozdziałem bo to dużo dla mnie znaczy ! Kocham was bardzo ludzie. Zapraszam do komentowania i gwiazdkowania również teraz bo to motywuje. Do przeczytania !
~S.S
CZYTASZ
Convicted // Ziam Mayne
FanfictionOkładka wykonana przez: Marlena1999 Brutalna historia o miłości gangstera do zwykłego, spokojnego chłopaka zmuszonego do spłaty długu. #ziam_mayne #homo #gay #onedirection #love
