Rozdział 19

861 66 10
                                        

Policja zabrała połowe imprezowiczów i mnie na komisariat. Pobity chłopak trafił do szpitala a moi rodzicę zostali już poinformowani. Siedziałem w pomieszczeniu z lustrem weneckim, małym stolikiem z dwoma kszesłami na przeciwko siebie. Wiedziałem już że zaraz zostanę przesłuchany. Serce waliło mi strasznie szybko i nie potrafiłem się na niczym skupić. W pewnym momencie do pomieszczenia wszedł starszawy gość z lekko łysawą już głową.

-Dzień Dobry Liamie.-jego głos był naprawdę męski i budził respekt.-Powinniśmy jeszcze poczekać za nim do końca wytrzeźwiejesz ale chcemy mieć to już za sobą.Zadam ci kilka pytań a ty na nie odpowiadaj no chyba że odmawiasz składania zeznań....-usiadl na przeciwko mnie otwierając mały notes wyjęty z kieszeni.

-Będę zeznawał.-zmarszczyłem brwi czując się jak w jakimś filmie.

-Masz na imię Liam Payne?

-Tak.-odparłem szybko.

-Dziś obchodziłeś swoje 18 urodziny?

-Tak.-przyglądałem się mu uważnie.

-Co takiego zrobił ci ten chłopak którego pobiłeś? -spojrzał mi prosto w oczy a jego spojrzenie jakby przeszywało mnie całego.

-Próbował zgwałcić moja siostrę, Ruth Payne.-odpowiedziałem pewny siebie.

-Rozumiem.-powoli zanotował moje odpowiedzi.-Ale po co dalej go biłeś gdy stracił już przytomność?-spojrzał znów na mnie.

-Sam nie wiem.-zastanowiłem się nad swoim zachowaniem.-Chyba to przez to że ktoś chciał ją skrzywdzić a za nią mógłbym zabić.-zmarszczyl brwi na dźwięk moich słów.

-Stop!-usłyszałem jak ktoś wola zza drzwi.-Mój klient nie będzie już odpowiadał na Pana pytania!-szczęka opadła mi w dół kiedy ujrzałem Louisa w garnituże.

-Ah czyżby twój adwokat?-zmarszył brwi wpatrując się w szatyna który stał jakby miał się zaraz bić.

-Oczywiście że tak.-odpowiedział za mnie.-A co Pan sobie myśli ? Że mój klient to bieda?

-Nic takiego nie powiedziałem.....

-Ale zdziwił się Pan na mój widok co oznacza.....

-Lou zamknij się.-warknąłem załamując się totalnie.-Pogrążasz mnie.-posłałem mu wściekłe spojrzenie na co posłał mi figlarny uśmiech.

-Dostałem rozkaz z góry żeby dopilnować by nie miał Pan już żadnych problemów.-zmarszyłem brwi na dźwięk jego słów.-Pański tatuś mnie przysłał.-na dźwięk jego słów mimowolnie się zarumieniłem.

Zagryzłem dolną wargę spoglądając znowu na łysawego mężczyznę który ilustrowały nas uważnie.Wiedziałem że Tomo dużo ryzykuje podając się za prawnika. Na jego miejscu unikał bym komisariatu szerokim łukiem.

-Może nas Pan na chwilę zostawić samych?-odezwał się w końcu mój obrońca na co starszy kiwnął głową po czym wstał i wyszedł.

-No dobra młody...-przyglądał się uważnie drzwią jakby upewniając się że policjant sobie poszedł.-.....spadamy stąd.-złapał mnie za rękę ciągnąc do wyjścia.

-Jak to? Nie możemy.-szarpałem się z nim nie chcą narobić sobie więcej kłopotów.

-Liam idioto!-warknął marszcząc brwi.-Nawet jeśli udowodnimy że próbował zgwałcić twoją siostrę to i tak sąd zaciekawi się faktem że prawie go nie zabiłeś, tłukłeś go bez litości.-pociągnął mnie znowu i tym razem poszedłem za nim.

-I co niby mam teraz zrobić?
-Załatwiłem już żeby cię wypuścili i jeszcze dziś musimy stąd zniknąć.-oświadczył jakby to nie było niczym wielkim.

-Jak ty to sobie wyobrażasz? Mam tu szkołe, znajomych, rodzinę.-powiedziałem to trochę zbyt głośno.

-Ja , Harry i co najważniejsze Zayn to twoja nowa rodzina.-oświadczył gdy powoli przechodziliśmy przez korytarz.-Albo my albo poprawczak lub kurator jeśli ci szczęście dopisze.

Wsiedliśmy do czerwonego Jeepa stojącego na parkingu. Byłem przerażony. Nie mogłem opuścić tak po prostu tych których kochałem. Zasłoniłem twarz rękoma z chęcią wykrzyczana światu co sądzę o tym całym burdelu. Lou cały czas zerkał w lusterko przyglądając mi się. Sapnąłem zerkając przez okno w aucie. Była gdzieś godzina 5 a na dworze wciąż było ciemno i zimno. Światło latarni w mieście wyglądało naprawdę dobrze. Zacząłem się zastanawiać nad zaistniałą sytuacją i stwierdziłem że nie opuszczę tego miejsca. Zbyt kochałem swój ukochany Londyn.

-Nic z tego Tommo.-westchnąłem gdy zatrzymał się na światłach.-Nie mogę opuścić tego miejsca, nie teraz.-przygryzlem dolną wargę wyobrażające sobie rozpacz rodziców.

Starszy przez dłuższy czas milczał po czym zatrzymał się na poboczu. Nie zdejmował rąk z kierownicy tylko patrzył przed siebie. Po chwili cicho odchrząknął powoli odwracając się tak by być ze mną twarzą w twarz.

-Tak naprawdę trochę byłem szczęśliwy że to zrobiłeś....-urwał biorąc głęboki wdech.-bo widzisz....Zayn chciał ci powiedzieć w odpowiedniej chwili ale czas nas nagli.-zmarszczyłem brwi nie rozumiejąc co ma na myśli.

-Do rzeczy Tommo!

-Zrobiło się dla nas naprawdę niebezpiecznie i jak zaraz się nie ulotnimy to policja może nas złapać.-moje serce zaczęło walić x3 szybciej.-Zależy nam na tobie więc chcemy żebyś z nami wyjechał a jeśli się nie zgodzisz to wtedy Malik zostanie na swoją niekorzyść.

-Żartujesz prawda?-blagałem go by żartował.

-Nie Liam.-spojrzał znowu przed siebie.-Do naszego wyjazdu zostało kilka dni przez które będziesz miał czas na zastanowienie.-odpalił znów silnik kierując nas w stronę mojego domu.

-A co jeśli nie pojadę?

-Wtedy będę musiał cię porwać lub na siłe zabrać stąd Zayna.-posmutnial wypowiadając te słowa.-Mam jednak nadzieję że jednak pojedziesz z nami.

Zacząłem zastanawiać się nad słowami starszego.Nie chciałem zostawiać swojego życia a z drugiej strony nie chciałem tracić mulata.W ostatnim czasie za dużo się działo i to było dla mnie za wiele. Czułem się jakby Bóg się na mnie uwziął. Reszta drogi zleciała nam w ciszy. Pożegnałem go po czym szybko opuściłem jego auto kierując się w stronę domu.Kiedy stałem na podwórku zauważyłem że Tomlinson już odjechał. Sapnąłem cicho siadając na schodkach przed domem. Wiedziałem że rodzice pewnie jadą już do domu wściekli a w środku czeka na mnie zawiedziona Nicole. Powoli wyciągnąłem telefon z kieszeni wpatrując się w ekran bezmyślnie. W końcu go odblokowałem chwilę zastanawiając się co tak naprawdę chcę zrobić po czym ze łzami spływającymi po policzkach napisałem wiadomość.

Do Zayn: "Chcę żebyś wiedział że kocham cię nad własne życie ale nie potrafię zniknąć tak po prostu by zniszczyć ich życia."

Powoli podniosłem się z zimnych betonowych schodków i wszedłem do środka gotowy na krzyki i kłótnie. Zdziwiłem się gdy siostra przybiegła do mnie z kuchni rzucając mi się na szyję tuląc mnie mocno.

-Uratowałeś naszą siostrę.-wydukała przez łzy.

---------------------------
I jest kolejny rozdział. Piękny nie. ? Jak powinien postąpić nasz Li? Trochę pokazuję Zayna jako takiego miękkiego ale uwierzcie mi że jeszcze udowodni jaki bad boy z niego hehe. Jeśli się podobało to zachęcam do gwiazdkowania i komentowania. Do przeczytania !
~S.S

Convicted // Ziam MayneOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz