- Tych gwiazdozbiorów nie widać stąd - macha ręką w stronę nieba. - Poza ziemią jest wiele wymiarów, leżących w tej samej czasoprzestrzeni, lecz tak daleko od siebie, że potrzeba magii by się między nimi przedostać. Nasz wymiar, Cazador to trochę dziwne miejsce, bo poza Melaweni mieszkają tam również wampiry, elfy i wilkołaki. - Widząc zaskoczenie wypisane wielkim drukiem na mojej twarzy, opuszcza temat wampirów i innych fantastycznych stworzeń i zmienia temat. - Moim gwiazdozbiorem jest Cibaadaysi. Ametyst jako mój kamień, łączy mnie z sferą duchową i ukojeniem.
Nie pytam o możliwość jej mocy, nie chcę by nie daj Boże, pokazała mi ją moim kosztem, zwłaszcza na takiej wysokości.
- Jak przebiega przemiana? - Odzywam się, kiedy chwila ciszy przedłuża się. Jenique obejmuje się ramionami i spogląda w dal, zapewne przypominając sobie swoją przemianę.
- Każdy przeżywa ją inaczej... - Dziewczyna ostrożnie dobiera słowa. - Lepiej będzie dla ciebie jeśli po prostu odpoczniesz przed tym dniem i przejedziesz przemianę całkowicie nieprzygotowana.
Wzdrygam się. Ojej, czyli jednak będzie źle. Jak wspaniale. Co jak będzie bolało? Co jak umrę z bólu? Cóż, zapewne nikt chyba nie umarł przez to, Jenique by mi na pewno powiedziała. Albo i nie.
Obie zaczynamy wpatrywać się w miasto u naszych stóp, a ja częściowo cieszę się z wiatru wyjącego dookoła nas. Moje myśli szaleńczo kotłują się w głowie, w takim tempie i z takim łoskotem, że w ciszy Jenique na pewno by je usłyszała. Czekam, napełnia mnie wściekłość na wszystko dookoła, że nie jestem normalna. Że jestem Melaweni. Że muszę czekać. Że byłam okłamywana. Że jedyną rodziną, jaka mi pozostała jest Leilani. Że nie powiedziała mi wcześniej.
Jakiś czas później Jenique oświadcza, że wraca na dół, a ja jeszcze długo stoję przy barierce, na samym szczycie Elisabeth Tower, rozmyślając i pragnąc już wzbić się w przestworza, by uciec od tego co teraz będzie moim życiem. A, i od jutrzejszego treningu, którego za Chiny Ludowe sobie nie życzę.
★★★
- Przede wszystkim musisz odegnać od siebie wszelkie myśli. Oczyścić się. Żadne iluzje w twoim umyśle są ci zbędne podczas walki. Poproś sama siebie głęboko w środku, byś przestała zaprzątać sobie umysł myślami. One nie istnieją. Istnieją za to twoje mięśnie i to na nich właśnie musisz się maksymalnie skupić oraz panować nad nimi w stu procentach. - Leilani siedzi naprzeciwko mnie, na koźle w kącie wielkiej sali, a za nami kilkunastu Melaweni ćwiczy skomplikowane chwyty i uderzenia w parach.
- Oh, panuję nad mięśniami, szczególnie kiedy tak bolą - mówię, pocierając dolne partie pleców. Leilani, zanim przeszła do teorii, postanowiła najpierw zrobić mi czterdzieści pięć minut spokoju i relaksu. Czyli jogę. Niezbyt zadziałało, a jeśli już to w odwrotną stronę - tylko mnie zniechęciła do skupienia i równowagi ducha. A ja nie zniechęcam się tak łatwo. Moja siostra ma jednak talent. I problemy ze słuchem, bo przecież dziesiątki razy powtarzałam jej że skupienie mi nie potrzebne. Że ćwiczyłam karate. Ale nie. Leilani wie swoje.
- Amalie, naprawdę? - Dziewczyna wzdycha, przecierając twarz.
- Na niby - mruczę. - Dobrze, kontynuuj.
Nim Leilani zaczyna, nieopodal nas pojawia się Finege i blondyn, którego Finege już dwa razy nazwała Caido. Pierwsza dostrzega nas dziewczyna i po kilku uderzeniach serca, już są przy nas.
CZYTASZ
Trzynasty Anioł
Fantasy- Muszę się tobą zaopiekować. Twojemu życiu zagraża niebezpieczeństwo. Ja mogę... - Łżesz! - Przerywam mu. - Jakie znowu niebezpieczeństwo?! Jedynym niebezpieczeństwem, jakie mi obecnie zagraża jesteś ty! Nie mam pojęcia jak się stąd wydostać, a ch...
