Siedemnasty

2.3K 221 8
                                        

Budzę się, a raczej otwieram oczy, tak jakbym dosłownie przed chwilą je zamknęła. Moje ciało jest skostniałe, pomimo że czuję na sobie ciężar grubej kołdry. Nade mną, na suficie, widzę jakieś bardzo szczegółowe dzieło malarskie. Nie znam się na obrazach, lecz na pewno nigdy nie widziałam takiego w podręcznikach od historii. To przedstawia jakieś mroczne stworzenia, a raczej scenę bitwy między nimi. Jest bardzo szczegółowo dopracowane. Dookoła malowidła, sufit jest rzeźbiony dokładnie tak, jak bogato zdobiona rama. Poruszam się; nie jestem już skrępowana.

Wstaję, wydając zduszony dźwięk, kiedy moje ramię przeszywa ból. Czuję się, jakby ktoś wstrzyknął mi znieczulenie, działające na całe ciało. A do tego boli mnie głowa... Pomimo tego unoszę się na łokciach, klnąc po nosem.

Rozglądam się po przerażającym pokoju. Ściany są pokryte malowidłami, w rogach stoją posągi, wielki kandelabr wisi nad środkiem pomieszczenia, lecz tylko niektóre z dziwacznych świateł, jaśnieje słabym blaskiem, dlatego panuje tu półmrok. Przestrzeń wydaje się zapełniona, lecz nie jest ani trochę przytulna - niemal krzyczę, kiedy zrzuciwszy nogi z łóżka, po mojej prawej coś się porusza. Odwracam twarz w bok i tuż przed moimi oczami pojawia się przerażający pysk zwierzęcia podobnego do psa. Ma o wiele dłuższe kły, obnaża je we wściekłym grymasie i wygląda jak jedna z głów Cerbera z podręcznika do mitologii. Uspokajam się, kiedy uświadamiam sobie że groteskowy pies, to tylko rzeźba jednej z kolumn baldachimu nad moim łóżkiem. Kto mieszka w takim miejscu? Dlaczego jeszcze nie umarł na zawał?

Stawiam stopy na miękkim dywanie, zsuwając się z wysokiego łoża. Biała koszula w którą jestem ubrana, opada kiedy wstaję i muska moje kostki. Obchodzę pokój dookoła, oglądając kominek, bibeloty na zdobionych komodach i docieram do okna. Defekt owego okna jest taki, że nawet gdybym stanęła na palcach i wyciągnęła wysoko, wysoko rękę, byłabym w stanie tylko przesunąć palcami po wąskim parapecie. Za szybą widzę ciemnogranatowe niebo i słyszę monotonny szum. Morze?

Wydaję zirytowane warknięcie i odwracam się na pięcie, utkwiwszy spojrzenie w drzwiach naprzeciwko mnie; mijam łóżko, zmierzając w ich stronę. Zatrzymuję się, kiedy złocona gałka porusza się, a drzwi dosłownie po jednym uderzeniu serca otwierają się.

Staje w nich rudowłosa kobieta w ciemnej, schludnej sukience, której biała koronka muska podłogę. Omiata spojrzeniem pomieszczenie, a ja ze zdumieniem zauważam, że jej oczy są całkiem normalne. No, normalne, jeśli pominąć ich dziwny, zamglony i obojętny wyraz.
Chcę się odezwać pierwsza, zażądać wyjaśnień, lecz ta mnie wyprzedza:

- Witam panienkę Ravenblack - mówi chłodnym głosem, otwierając drzwi jeszcze szerzej, a dwie następne kobiety w ciemnych sukniach, wnoszą wąską balię, wypełnioną parującą, mętną wodą. Czuję zapach ziół i myślę o Lilou.

- Dzień dobry? - Odsuwam się w stronę ściany pod oknem, kiedy dwie kobiety kładą balię na środku pokoju. - Co to za przedstawienie?

- To się nazywa kąpiel droga pani, musisz się wykąpać, by twoje ciało nie wydawało nieprzyjemnego zapachu. - Mimo że te słowa mogłyby zostać wypowiedziane nieprzyjemnym i wrednym tonem, być uszczypliwe dla ich adresata, ruda nie okazuje żadnego przejawu rozbawienia, czy niechęci. Jest beznamiętna jak robot.

- Wiem po co jest kąpiel - warczę, wyrywając rękę, kiedy jedna z kobiet podchodzi do mnie i łapie za przedramię. - Gdzie jestem?

- Panienka się uspokoi i zechce się wykąpać. - Powtarza ruda, a ja czuję jak moja moc porusza się nerwowo. Co z tego, jeśli nadal jest niedostępna dla mnie.

Trzynasty AniołOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz