Jenique Freyja Andraste
Dotarcie z Londynu do Cazadoru przez bramę trwa nie więcej niż minutę. Leilani, Jenique i William obracają się pośród mistycznej energii, dostrzegając w ściane tunelu obrazy postaci, wydarzeń i miejsc. Lecz jest to tak zlane ze sobą, że jedynie zwolnione tempo i dobry aparat mogłyby to uchwycić.
Nim się obejrzą, wir wyrzuca ich na sam czubek jednej z wież, należących do majestatycznego zamku - najważniejszej budowli w Cazadorze.
- Mogłaby być trochę ostrożniejsza - mruczy jak zwykle niezadowolony William. - Brama - mówi zdegustowany, kiedy Jenique obrzuca go pytającym spojrzeniem.
- Dosyć gadania, idziemy - Leilani wstaje na nogi na tyle zgrabnie, na ile pozwala jej gojąca się rana na łydce i rusza w kierunku wejścia do wieży.
- Skąd będziemy wiedzieć gdzie jej szukać? - Pyta Jenique, kiedy trójka przyjaciół wydostaje się z wieży i teraz kroczy zapierającymi dech w piersi korytarzami.
Każdy kolejny krok wbija w umysł Jenique niewidzialne szpile, każde ze wspomnieniem matki. Przełyka ślinę. Tak naprawdę nie bardzo chciała tu wracać. Wszystko przypominało jej o tym że nie jest taka jak powinna i przez to matka jej nie akceptuje. Gdyby tata żył, też pewnie by się odsunął.
Zmierzają w kierunku sali Rady, gdzie pięciu członków osobiście wybranych przez króla i królową, jako pomoc w sprawach polityki, urzędują na trwającym właśnie posiedzeniu. Rada działała w ten sposób, że rozwiązywała problemy, zanim one w ogóle trafiły do króla i królowej, co chyba parze królewskiej było na rękę, bo zbytnio nie ingerowali w ową politykę. Jenique uważała i uważa, że król i królowa powinni bardziej angażować się w swoje role, ale cóż...
- Tu jest właśnie problem - William zagryza język w chwilowym zamyśleniu, a jego wzrok prześlizguje się po ścianach zamku.
Całe jego wnętrze jest rozświetlone, jakby to ściany promieniowały własnym blaskiem. Po prawej stronie ciągnie się rząd okien, nie tak wysokich i szerokich jak w pałacu Westministerskim, lecz o wiele liczniejszych. Między każdą parą okien, osadzone są kolumny z pionowo falistymi trzonami. Ich głowice pokrywają rzeźby kwiatów, liści i niezwykłych owoców, wijące się od jednej do drugiej, tuż nad czubkami okien. Na samej górze głowice kolumn rozdzielają się na dziesiątki żeber przebiegających przez sklepienie i układających się w niesamowite wachlarze.
- To jaki jest plan? - Odzywa sie Leilani i rozlega się cisza.
- A kto powiedział że jakiś w ogóle jest? - William obrzuca zaskoczonym spojrzeniem Leilani i Jenique. Gest jest teatralny, ale słowa chłopaka, niestety szczere.
Kluczą krętymi korytarzami aż, schodząc po schodach z bogato zdobionymi barierkami, docierają do rozwidlenia. Schody biegną wzdłuż ścian, spotykając się po przeciwległej stronie. Trzecie rozwidlenie prowadzi w dół i to właśnie tu William prowadzi Jenique i Leilani. Na samym dole spotykają pierwszych strażników, którzy, nawet nie drgają, lecz Jenique widzi ich czujne spojrzenia, rzucane ukradkiem i niby od niechcenia. Ubrani są w jasne kaftany i tego samego koloru bryczesy z srebrnymi wstawkami i obszyciami. Nawet oni idealnie pasują do wystroju zamku.
Skręcają w prawy korytarz, po obydwu stronach obstawiony świecznikami rzucającymi chłodne światło na bielutkie, ozdobne ściany.
- Ekhm... - William chrząka. - To nie będzie miła rozmowa przy herbatce, jeśli chcemy uzyskać jakąkolwiek pomoc... Cóż, pozwólcie mówić mi. - Jenique razem z Leilani potakują cicho.
Na końcu korytarza są wielkie wrota, również pilnowane przez strażników. Unoszą długie włócznie, przewyższające wysokością ich samych, zakończone połyskującymi srebrnymi grotami. William wymienia z nimi porozumiewawcze spojrzenie. Twarze mężczyzn wygładzają się i wrota otwierają się przed trójką przybyłych. Jenique widzi, że brunet nie próżnował podczas tych trzech dni w Cazadorze i zawarł już kilka nowych znajomości.
CZYTASZ
Trzynasty Anioł
Fantasía- Muszę się tobą zaopiekować. Twojemu życiu zagraża niebezpieczeństwo. Ja mogę... - Łżesz! - Przerywam mu. - Jakie znowu niebezpieczeństwo?! Jedynym niebezpieczeństwem, jakie mi obecnie zagraża jesteś ty! Nie mam pojęcia jak się stąd wydostać, a ch...
