To trochę dziwne, że wciąż nie mamy swoich numerów telefonu ani nie dodaliśmy się do znajomych na żadnym z portali społecznościowych. Tyle, że nasza znajomość nie jest ani normalna, ani przeciętna, ani nawet nie na tyle niezwykła, by to robić. Jest inna. Powoli wdrażamy w nią zwyczajne gesty i zachowania, ale to jeszcze nie jest zwyczajne. Nadal jedyny sposób komunikowania się to wyjście do ogrodu albo zapukanie do drzwi.
Idę do szkoły, tęskniąc za nim. Nawet ta świadomość, że zobaczymy się w szkole mi nie wystarcza. Z jednej strony to takie ekscytujące, ale gdzieś w głębi duszy pragnę normalnej (cokolwiek to znaczy) relacji. Gdzieś pomiędzy nami wisi Hazel i moja przeszłość. I jego znajomi. Może obydwoje udajemy, że to nas nie obchodzi, ale kiedyś to wszystko wybuchnie i nic nie będzie łatwiejsze. Nie będziemy mieli nic do powiedzenia. Nic, a nic.
Kiedy podchodzę pod salę, Harry już jest. Po ruchach jego palców, wnioskuję, że gra w coś na telefonie. Kiedy mnie spostrzega, na chwilę zwalnia, ale nie wita się ani nie macha. Udaje, że mnie nie widzi. W zasadzie mogłabym zrobić to samo, ale czy mam do tego powód? Nie. A on najwyraźniej tak, więc postanawiam o niego zapytać.
– Cześć. Co słychać?
– Siema. Nuda, zaraz znowu angielski – odpowiada bez emocji.
Wzdycham na myśl o pani Harolds. Spoglądam na zegarek. Dwanaście minut do dzwonka. Kolejne dwie minuty w ciszy. To nie tak, że skoro ja i Josh wreszcie w pewnym sensie sprecyzowaliśmy swoje relacje, to wcale nie potrzebuję Harry'ego. Polubiłam go i nie skreśliłam pomimo wad. Chcę coś powiedzieć, ale tylko siedzę obok przez następne dziesięć minut.
Język angielski rozpoczyna się w posępnej atmosferze. Pani Harolds sprawia wrażenie wkurzonej, nikt nic mówi, jakby każdy bał się, że nagle wezwie kogoś do odpowiedzi. Josh się nie pojawia i zaczynam się martwić. Chyba nie mniej niż Cloe wiercąca się na krześle. Zastanawiam się, czy jestem niesprawiedliwa wobec niej, ale przecież kiedy poznałam Josha, nie miałam pojęcia o ich relacji. Zresztą, okazało się, że jest ważna tylko dla niej. Nie sądzę, by Josh pogrywał na dwa fronty.
Nie chcę, by go zawiesili. Nawet jeśli do końca roku szkolnego, czyli przez ponad miesiąc, będzie udawał przy wszystkich, że mnie nie zna, i tak nie chcę. Nie zasłużył na to. A ja żałuję, że wczoraj w gabinecie nie zrobiłam nic, co pomogłoby uniknąć jego spotkania z dyrektorem.
Mija prawie czterdzieści minut, kiedy Josh wchodzi do klasy. Całe napięcie i stres schodzą ze mnie, ale tylko na moment. Wygląda na potwornie zmęczonego, jakby przebiegł maraton. Jego oczy są zaczerwienione, twarz blada pomimo lekkiej opalenizny. Cloe wydaje głośne westchnienie i uśmiecha się lekko, nie kryjąc radości, a pani Harolds wstaje, przerywając nudny wykład i spogląda z uznaniem i jednocześnie ze zdziwieniem na blondyna.
– Witaj, Josh. Dobrze cię widzieć. – Uśmiecha się sztucznie. Mam wrażenie, że nie chciała jego powrotu.
– Dzień dobry. Z wzajemnością – odpowiada siadając, ale brzmi to jak największe kłamstwo świata.
Nie patrzy na nikogo. Ani na Cloe, ani na Zacka, który klepie go kumpelsko po plecach ani na mnie. Wbija wzrok w ławkę i obraca ołówek w dłoniach. Wygląda jakby odtwarzał w głowie cały przebieg rozmowy z dyrektorem, która musiała być dla niego trudna. Gdybym mogła, wzięłabym resztę jego męczącego dnia na siebie.
Gdybym tylko mogła. A jedyne, co mogę teraz i przez najbliższe kilka godzin, to patrzenie na niego tak, żeby nikt nie zauważył.
•••
W przerwie na lunch Harry znika mi z oczu. Patricia stoi w kolejce po jedzenie, a ja udaję się na trybuny. Otwieram tomik poezji francuskiej, ale wszystkie słowa zlewają mi się w całość. Brzmią obco i wymuszenie. Zamykam książkę, zatrzaskując palce pomiędzy cienkimi kartkami. Zauważam Josha, palącego papierosa w oddali, ale dziś nie jest sam. Obok niego stoi Cloe, wpatruje się w ekran telefonu i raczej nie czuje się tam swobodnie. Chowa smartfon do kieszeni, ale nie rozmawiają. Odgarnia nerwowo włosy za uszy, a potem coś mówi. Josh wzrusza ramionami, a ona jakby opada z sił. Opiera się o bramkę i czeka aż Josh skończy palić. Jest mi jej żal, ale nie bardziej niż siebie teraz. Czy dla mnie też stanie się kimś takim? Skąd mam wiedzieć, że jestem wyjątkowa? Bo naprawiam jego głowę? Im dłużej się nie widzimy, tym więcej wątpliwości mam w głowie.
– Cześć. – Harry siada obok, a ja odwracam niechętnie wzrok od zatłoczonego placu, który stał się palarnią. – Chyba jesteś jedną z niewielu osób, które cieszą się z pozostania Josha w college'u.
– Może – odpowiadam cicho, zastanawiając się, kiedy Harry zobaczył oczywistość tego, że ten fakt mnie cieszy.
– Reszta albo ma go gdzieś, a jeszcze inni, jak pani Harolds, ukrywają niezadowolenie. Sprawia za dużo problemów, a ona jest taka pedantyczna i profesjonalna i nie lubi, kiedy coś idzie nie po jej myśli.
– Czy nie jest tak z nami wszystkimi, Harry? – pytam pretensjonalnie. – Każdy ma grono wielbicieli i wrogów. No i tych, dla których znaczymy tyle co nic. Nie jest wyjątkowy. – W jakimś sensie kłamię. – Poza tym, pani Harolds jest pedagogiem. Powinna była się przyszykować na to, że w jej zawodzie nie będzie idealnie. Każdy z nas jest inny. Setki różnych ludzi, którym ona musi wbić wiedzę do głowy, a nie ustawiać po swojemu.
Harry wzrusza ramionami i spogląda na mój tomik. Wyjmuje mi go z rąk i zatrzymuje się na niedokończonym wierszu Nieszczęście Charles'a Baudelaire'a. Czyta go półgłosem, ale przerywa.
– To za trudne. Poza tym wiesz, że Baudelaire miał wytyczony proces o obrazę dobrych obyczajów?
– Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Jego wiersze tylko pomagają mi w nauce francuskiego. Wisi mi to kim był.
Harry unosi dłonie w geście obronnym. Cisza kumuluje się pomiędzy nami, czuję, jak tworzy się niewidzialna ściana, ale w końcu Harry zabiera głos i burzy ją bezlitośnie.
– Na pewno już wiesz, że jestem ciekawski. Bez spiny, ale kiedy zaprosiłem cię do ławki, nie sądziłem, że staniemy się kumplami i że będziemy razem spędzać przerwy. Uznałem, że wyciągnę do ciebie pomocną dłoń, żeby ci było łatwiej, bo prędzej czy później ty i tak uznasz mnie za dziwaka. Skoro jednak tak się stało, to nie zamierzam tego kwestionować. Polubiłem cię i zaufałem ci, ale wiesz... To trochę przykre, że mnie okłamałaś. Siedzi to we mnie i mnie gryzie. Musiałem to powiedzieć. Czuję jakbyśmy byli sto mil dalej od siebie niż pierwszego dnia.
Przez chwilę nie wiem, o jakim kłamstwie mówi, ale szybko domyślam się, że chodzi mu o moje wagary z Joshem. Z jednej strony robi mi się głupio, ale z drugiej: to sekret mój i Josha i wcale nie muszę się nim dzielić z Harrym. Nie mam takiego obowiązku, nie jesteśmy psiapsiółami od przedszkola, które mówią sobie wszystko. Zrzucam poczucie winy z ramion i mówię:
– Przykro mi Harry. Też cię lubię, ale są sprawy, które są tylko moje. Prosiłam cię, żebyś nie poruszał tego tematu.
– Sami go poruszyliście, znikając razem ze szkoły. Zrobiliście z tego aferę, ryzykując zawieszeniem Josha. Pani Harolds nie trzymała tego w tajemnicy, więc to chyba już żaden sekret. No i czuję się oszukany. Powiedziałem Patricii i paru innym osobom, że się pochorowałaś. Pewnie nawet Cloe już wie, a ja nie.
– I to cię najbardziej boli, co? – parskam, ale od razu przybieram poważny wyraz twarzy.
Nie sądzę, żeby Cloe wiedziała. Harry mnie podpuszcza, bo chce wiedzieć. Spodziewa się, że wybuchnę i zwierzę mu się z historii naszej znajomości z Joshem. Jest ciekawy, jak to się zaczęło. Jak daleko już jest. Widzę w oddali Patricię, która zmierza ku nam z frytkami i sokiem w ręku i czuję ulgę. Zaraz zakończymy ten temat.
– Sam nie wiem. Mogłaś napisać prawdę. A nawet pominąć ten fakt, że jesteś z nim, a to wciąż byłaby prawda.
– Wiem, ale czasem to jest impuls. Nie pomyślałam, że to wyjdzie. To wszystko jest zbyt skomplikowane. Przepraszam, Harry.
Nie odzywa się, a ja wbijam wzrok w wiersz. Patricia siada obok mnie, witając się nieśmiało, ale nawet nie spoglądają na siebie. Zagląda mi przez ramię i czyta nazwę wiersza, a potem zabiera się za frytki. Harry wzdycha ciężko i pewnie nie ma to nic wspólnego z dziewczyną, a jednak widzę, jak ona się kurczy, jak zwalnia przeżuwanie, a jej ręka zastyga nad torebką z frytkami. I chociaż nie jestem głodna, pytam czy mogę się poczęstować i gdy potwierdza ruchem głowy, biorę kilka w palce i jem ze smakiem. W zasadzie zjadamy je na pół, ale przynajmniej Patricia złapała haczyk i chyba nie było jej aż tak głupio niż gdyby jadła sama.
Mam szczęście, że resztę zajęć spędzę sama na współczesnych cywilizacjach. To znaczy sama w ławce. Harry na polityce, a Josh na muzyce. Patricia ma zajęcia z geografii. Mam zamiar skupić się na lekcji, ale dostaję wiadomość z nieznanego numeru i moje myśli nie mogą się uspokoić.
Przeszłość powraca, a może wcale się od niej nie oddaliłam.
CZYTASZ
piąta rano
Teen FictionByłam dla niego kimś innym niż dla reszty świata. Pokazałam mu tę część siebie, której nie poznał nikt. Spędzałam z nim tą porę dnia, jaką przez całe moje życie dane było mi spędzać tylko ze sobą samą. On był dla mnie kimś obcym, a jednocześnie przy...
