Zakupy z Patricia były zaskakująco przyjemne. W zasadzie sama nic nie kupiłam, ale podziwiam jej łatwość w doborze ubrań, nie przejmowanie się, gdy trzeba jednak przymierzyć rozmiar większy. I to, że ma tyle dystansu do samej siebie, potrafi śmiać się ze swoich niedoskonałości. Ja sama nigdy nie miałam problemu z akceptacją siebie, ale w wieku dojrzewania, kiedy grono moich znajomych znacznie się zmniejszyło i nie interesowali się mną jakoś specjalnie osobnicy płci przeciwnej, zaczęłam myśleć, że może jednak coś ze mną jest nie tak.
Może mój nos jest za mały, oczy zbyt chłodne, sylwetka zbyt szczupła, a włosy zbyt naturalne i jasne, by mogły się podobać innym. Teraz wydaje mi się to głupie, ale czasem nadal patrzę w lustro i zastanawiam się, gdzie leży wina. Pewnie gdzieś w środku mojej głowy, a może zupełnie gdzieś na zewnątrz. W głowach innych ludzi.
Mam ogromną ochotę na kawę, ale Patricia prosi mnie jeszcze, żebyśmy wstąpiły do ostatniego sklepu:
– Muszę kupić karmę dla kota.
Zgadzam się i gdy ona wybiera jedzenie dla swojego zwierzaka, ja błądzę po alejce z książkami. Nic mnie nie interesuje, więc biorę pierwsze lepsze czasopismo do ręki i szukam jakiegoś ciekawego artykułu. Kiedyś spędzałam sporo czasu pomiędzy czasopismami dla nastolatek. Szkoda było mi wydawać ostatnie oszczędności, żeby je kupować, więc czytałam je w sklepie. Ten nawyk nadal się mnie trzymał, ale już nie robiłam tego przez większość sobotnich popołudni.
– Cześć, Grace. – Słyszę za plecami i wiem, że powinnam się odwrócić, ale utknęłam. Kwadratowymi ruchami odkładam czasopismo i jakoś udaje mi się stanąć z nim twarzą w twarz.
– Hej, Tony – odpowiadam zdawkowo, jakbym mijała go w pośpiechu na ulicy i już chcę odejść, ale zza rogu wyłania się Annika z koszykiem pełnym przekąsek i wiem już, że to nie będzie dobry dzień.
Przewracam oczami trochę z niedowierzania, że nadal są razem, a trochę z irytacji, że akurat to ich musiałam spotkać. Tony prawie się nie zmienił. Nadal jest tak samo stłamszony w jej towarzystwie, a jego oczy błyszczą jak dwa czarne węgle. To nawet zadziwiające, że przywitał się ze mną, będąc razem z nią, ale może nadal szuka przygód w swoim prostym życiu. To cicha woda, która brzegi rwie. Niby nudny, niepozorny, a nieźle potrafił namieszać swoją niewinnością.
– Och, co za spotkanie – mówi Annika ze swoim uśmieszkiem wyższości i wręcz wciska koszyk w ręce Tony'ego. – Nasza uciekinierka. Proszę, proszę. Nie tęsknisz za naszą szkołą? To dobrze – nie czeka na moją odpowiedź – bo szkoła już dawno nie pamięta o tobie. Jest tak cudownie. Nikt nikomu nie przeszkadza.
– A wy ciągle razem? – pytam drwiąco, ignorując jej nudne docinki, chociaż ostatnie zdanie wżera mi się w duszę. – Musicie być do siebie silnie przywiązani, że nawet zachowanie Tony'ego was nie rozdzieliło.
Wzrok Anniki przeszywa mnie na wskroś, a to tylko znaczy, że to wciąż ją boli. Może faktycznie Tony nie jest jej wart, ale chyba sama pragnie tej toksycznej relacji. On wydaje się być zakłopotany. Może liczył na wymianę tylko kilku nic nie znaczących słów.
– Po prostu daliśmy sobie szansę. Jesteśmy z tych, którzy naprawiają cenne rzeczy, a nie rzucają je w kąt i uciekają po nowe. Jak ty – prycha pustym śmiechem. – Poza tym, to nie była zdrada. Ty sobie to wszystko uroiłaś i wciągnęłaś w to Tony'ego.
– On tu jest, Annika – odpowiadam i rzucam mu przepraszające spojrzenie. – Nie mów o nim jakby go tu nie było. Nie dziwi cię fakt, że nigdy nie zaprzeczył? Zresztą, dla mnie to już nieważne. – Odwracam się na pięcie i widzę zakłopotaną Patricię. Mam wrażenie, że jest zaniepokojona tym, co słyszy. Jakby już uwierzyła Annice.
CZYTASZ
piąta rano
Novela JuvenilByłam dla niego kimś innym niż dla reszty świata. Pokazałam mu tę część siebie, której nie poznał nikt. Spędzałam z nim tą porę dnia, jaką przez całe moje życie dane było mi spędzać tylko ze sobą samą. On był dla mnie kimś obcym, a jednocześnie przy...
