play for me once again

312 36 1
                                        

Przez cały dzień nawet nie pomyślałam o tamtej wiadomości, która pewnie spędzałaby mi sen z powiek, gdyby nie to, że obok mnie spał Josh. Wracam do domu powoli, bez pośpiechu. Jest duszno i zapowiada się na burzę. Choć każdy mieszkaniec Wielkiej Brytanii wie, że słowo burza to zbyt wygórowane określenie na kilka grzmotów. Ale jeśli nazwie się to ulewą, to wszystko będzie się zgadzać. Mój humor znacznie się poprawił po przerwie na lunch, kiedy to Patricia zaproponowała mi jutro wspólny wypad na miasto i kawę. Zaproponowała to także Harry'emu (myślę, że jedynie z grzeczności), a ten ku naszemu zdziwieniu odpowiedział, że zastanowi się nad wyjściem na kawę. To była miła perspektywa spędzenia weekendu.

Znajdując się już na swojej cichej ulicy, zaczęłam się zastanawiać, kto mógł mi wysłać tę dziwną wiadomość. Wszystko skłaniało się ku Cloe. Ona dobrze znała moją przeszłość. I mogła wiedzieć, co tylko zechce, od Anniki. To trochę mnie przeraża, ale jednocześnie miewam momenty, jak teraz, że wszystko jest mi jedno. Nikt nie ma prawa mnie oceniać.

Otwieram furtkę i uśmiecham się samoistnie, chociaż serce bije mi jakbym zobaczyła największe zło, które na mnie czeka. W rzeczywistości jest to Josh, siedzący na betonowym schodku. Także się uśmiecha, ale jest w jego uśmiechu coś przepraszającego. Nie czuję do niego złości, a nawet jestem skłonna mu wybaczyć wszystko za ten uśmiech.

– Hej. Co tu robisz tak szybko? – Jestem zaskoczona, bo gdy ja wyszłam ze szkoły, widziałam, jak Cloe, Zack i Josh kierowali się do palarni. Jeśli wracał pieszo, musiał biec, żeby być tu przede mną.

– Hej. Zack mnie podwiózł.

– Och. – T yle jestem w stanie odpowiedzieć.

Josh wstaje i podchodzi do mnie. Zerkam na okno w kuchni, a potem w sypialni mamy, ale jest zamknięte, a rolety zasunięte. Pewnie wciąż śpi, a to nawet lepiej.

– Czekałem na ciebie, bo pomyślałem, że może miałabyś ochotę przyjść do mnie. Chciałbym ci coś pokazać.

Serce znowu zaczyna mi świrować. Nie wiem, czy jestem gotowa na historię o Hazel. Na jego świat. To nie tak, że w ogóle nie jestem na gotowa, że nie chcę, ale dzisiejszy dzień był wyjątkowo ciężki.

– Okay. Teraz?

Josh przytakuje, a potem chwyta mnie za dłoń i idę za nim. Jest już za późno, żeby się wycofać, kiedy wchodzę do jego pokoju, w którym pachnie mieszanką jego ulubionych perfum i drewnianych mebli. Wdycham ten zapach, jakbym miała zaraz stąd zniknąć, a wszystko to okazałoby się tylko wyobrażeniem. Siadam na krawędzi jego łóżka.

– Jesteś głodna?

Zaprzeczam ruchem głowy.

– To przyniosę coś do picia.

Roznosi mnie ciekawość. Nie mam pojęcia, co chce mi pokazać. Gdy schodzi do kuchni, rozglądam się po pomieszczeniu. W jego pokoju nie ma śladu po zaginionej siostrze. Zero fotografii i jej rzeczy. Szare ściany są wolne od obrazków, kolaży zdjęć i kartek samoprzylepnych. Oprócz bluzy przewieszonej na krześle, panuje tu idealny porządek. Skrzydłokwiat na komodzie żyje pełnią życia. Wydaje się najżywszy w tym pokoju.

Josh wraca z dwoma butelkami wody i szklankami. Wygląda na spokojnego i myślę, że wcale nie chce rozmawiać o siostrze. Podaje mi butelkę oraz szkło i siada naprzeciwko na krześle przy biurku.

– Co chciałeś mi pokazać? – pytam zduszonym głosem, więc nalewam sobie wody, żeby uwolnić się od wewnętrznego paraliżu.

– Sam nie wiem, czy to dobry pomysł. Chyba się wygłupię.

Uśmiecham się z niedowierzaniem. Przez moment myślę, że to może nawet lepiej. Nie mam dziś nastroju na niespodzianki, ale z drugiej strony, jestem ciekawa, bo widzę iskierki w jego oczach. Postanawiam naciskać.

piąta ranoOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz