Epilog

2.4K 151 37
                                        

- Tato... Nie mogę spać - obudził mnie cichy, chłopięcy głosik.

- Znów coś ci się śniło, Misiek?

Trzyletni Michał pokiwał poważnie głową.

- Byłem dzielnym, silnym rycerzem, ale tato... Jak mam walczyć ze smokiem, który jest większy niż nasz dom?

Zaśmiałem się kręcąc głową w niedowierzaniu.

- Mama opowiada ci zbyt dużo bajek - mruknąłem, po czym przetarłem zmęczone oczy - a co mama mówi? Jak według niej powinieneś pokonać smoka?

- Że smoka może pokonać tylko człowiek o czystym, szlachetnym i miłującym sercu - oznajmił pewnie - a ty pokonałeś kiedyś smoka, tato? - zapytał.

- Hmmm - zastanowiłem się - tak, chyba pokonałem.

- Naprawdę? - jego brązowe oczy spojrzały na mnie z widocznym podziwem - i jak wyglądał?

- Miał długie, złote włosy, niebieskie oczy i skłonność do tycia. Znasz go. To twoja matka - powiedziałem, starając się utrzymać szczery ton głosu.

Dzieciak przez chwilę patrzył na mnie w niedowierzaniu, po czym wybuchnął śmiechem.

- To już nie boję się smoków.

- Tak? - spytałem zdziwiony - a ja wciąż się boję - oznajmiłem - a te z małymi dziećmi w brzuszkach to są już w ogóle najgorsze.

- Zamknij się - wymruczała sennie moja żona po drugiej stronie łoża - ciążowy brzuch tylko dodaje mi uroku.

Zaśmiałem się.

- I tak nie jest dużo większy niż zazwyczaj - położyłem dłoń na jej powiększającym się już od ośmiu miesięcy brzuchu.

Wytknęła na mnie język.

- Kocham cię - dodałem.

- Masz szczęście.

- Moje wy szczęścia - uśmiechnąłem się i wziąłem Michałka na ręce, kładąc go między mną, a Justyną i przytulając oboje (a licząc z dzieckiem w brzuchu mojej ukochanej, to wszystkich troje). W tej pozycji zasnąłem.

- Tato! - zbudził mnie krzyk mojej stojącej w drzwiach córki - Michał zaginął! Obudziłam się do wygódki, a jego nie było w łóżku!

Sara urodziła się prawie sześć lat temu, krzycząc wniebogłosy, jota w jotę podobna do mamusi. Gdy po raz pierwszy zobaczyłem jej niebieskie oczy i poplamioną krwią główkę o króciutkich blond włosach, widziałem że będę miał z nią piekło na ziemi. I od tamtej pory jest moją kężniczką.

- Przeszukaliśmy cały dom, ale go nigdzie nie ma - powiedział chłopięcy głos. Dopiero wtedy zauważyłem stojącego za Sarą chłopca.

Wojtek był najstarszy z rodzeństwa, bo miał już dziewięć lat. Odznaczały go szare oczy pod gęstymi ciemnymi brwiami i prawie czarnymi włosami. Był mężnym i odważnym chłopcem. Moim pierwszym dzieckiem. Gdy po raz pierwszy wziąłem go na ręce, osikał mi całą koszulę, a ja popłakałem się ze wzruszenia.

Sara podeszła bliżej i zobaczyła Michałka w naszym łożu.

- No nie! - w pokoju rozbrzmiał jej oburzony głos - przytulacie się tu beze mnie? - zapytała, po czym nie czekając na odpowiedź, wskoczyła po między mnie a Miśka.

Wojtek nie mając już wyboru, położył się połową ciała na mnie, a połową na siostrze, gdyż nie starczyło miejsca na kolejną osobę.

- Pewnie - mruknąłem zrzędliwie pod jego ciężarem - im nas więcej tym lepiej.

***

Przybliżę wam teraz naszą sytuację po ślubie. Zgarnęłem swoją część majątku, którą zarobiłem jako pirat i wraz z Justyną pojechałem na dwór królewski na Wawelu. Przedstawiliśmy się jako para Szwedzkich szlachciców, gdyż oboje znaliśmy język tego kraju. Moja ukochana wymyśliła i wyszyła nam herb rodowy i poprosiła o azyl na dworze królowej, zmyślając niezwykle romantyczną historię o zakazanej miłości między naszymi zwaśnionymi rodami.
Tam też nauczyła się kaligrafii i potajemnie przepisała całą księgę z królewskiego księgozbioru.
Zakup papieru oraz skórzanej oprawy był drogi, lecz za dwa lata jej ciężkiej pracy nad księgą, kupiliśmy dwie duże wsie i postawiliśmy sobie dom w którym teraz mieszkamy.

W tej chwili Justyna chodzi codziennie do zakonu, gdzie przepisuje już swoje czwarte w życiu tomiszcze. Ja natomiast zajmuję się gospodarstwem, gdyż nie wypada szlachcie (bądź ludziom szlachtę udającym) trudnić się pracą.

Żyjemy skromnie, gdyż za zarobione przez mą żonę (oczywiście podpisaną jako anonim) pieniądze budujemy pałac, by zapewnić naszym dzieciom przyszłe godne życie.

Kocham moją rodzinę i jestem szczęśliwy. Ani ja, ani Harda nie zostaliśmy wychowani w sposób konwencjonalny i tak też wychowujemy nasze dzieci. Justyna opowiada im mnóstwo mądrych bajek i historii, uczy czytać, pisać i przede wszystkim myśleć samodzielnie, decydować o własnym losie. A gdy nasi starzy kamraci odwiedzają nas czasem, wystawiamy wielkie uczty i wspominamy stare, dobre czasy, gdy razem rabowaliśmy, paliliśmy i chędożyliśmy dziewczęta (a o tym ostatnim nie przypominajcie lepiej mojej żonie).

Piratka  ✓Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz