XII

1.1K 86 130
                                        

Nico czuł się opuszczony. Odkąd Miriam poszła na ten feralny piknik nie odezwała się słowem do swojego przyjaciela, a minęły już dwa tygodnie.

Za każdym razem gdy chciał podejść do niej, Will go odganiał niczym natrętną muchę. Dlatego tez się poddał zrezygnowany i skupił się na pomocy nowym uczestnikom obozu.

- Wciąż nie mogę uwierzyć, że jesteśmy tego samego wzrostu. - wysapał Percy, gdy pewnego dnia walczyli razem na arenie.

Percy był w szoku, jak bardzo jego przyjaciel zmienił się w ciągu dosłownie kilku miesięcy. W jego pamieciu wciąż był tym małym dzieckiem, który emocjonował się kartami z gdy Magia i mit.

Nico wykorzystał chwilę nieuwagi Jacksona i rozbroił go, przykładając mu czubek miecza do gardła.

Percy westchnął, po czym ogłosił kolejną rundę. Ich miecze zderzały się z niesamowitą siłą. Iskry sypały się wraz z ostrymi dźwiękami, które wydawały po uderzeniu.

W pewnym momencie uwagę Nicka odwróciła Miriam, wchodząca na arenę wraz z Willem. Jego przyjaciółka miała spuszczony wzrok na buty, jakby cos ją gnębiło.

Syn Hadesa słono zapłacił za swoją nieuwagę. Miecz Percy'ego ześlizgnęła się z klingi Nicka i przejechała po jego ręce.

Wypadła mu z dłoni klinga. Syknął z bólu, zgrzytając zębami. Zlustrował szybko ramię i zaklął. Rana była głęboka i zaczynała obficie krwawic.

- Bogowie, stary, nie chciałem! - wykrzyknął Percy. - Czekaj, zatamuje ci to i pójdziemy do infirmerii!

Jackson zaczął wyplątywać się z bluzy, a Nico kątem oka zauważył, że Miriam chciała pobiec do niego. Ku jego zdziwieniu, Solace chwycił ją w przegubie ręki z całej siły i szarpnął za sobą, wychodząc z areny.

Nico zmarszczył brwi. Co się dzieje między Willem, a Miriam?

Jackson zawiązał mu bluzę na ranie, o mało nie zabijając Nicka bólem. Rana cholernie piekła, a dodatkowo krwawiła tak mocno, że bluza w ciągu sekundy zrobiła się ciemnoczerwona.

Wstał i chciał iść w stronę infirmerii, lecz jego spanikowany przyjaciel postanowił że mu pomoże. Chwycił go w pasie i zarzucił jego zdrową rękę na swoje barki. Nico przewrócił oczami.

- Człowieku, ja nie umieram, przecież do tylko lekka rana. - mruknął brunet.

Czuł, jak jego serce mocno wali, próbując uzupełnić krew, która wypłynęła przez zranienie. Po jego plecach spływał zimny pot, a oddech przyspieszył.

- Bogowie, co ja uczyniłem. - mamrotsł pod nosem Percy, a gdy spojrzał na Nicka, na jego twarzy odmalowało się czyste przerażenie.

- Co? - syn Hadesa uniósł brew.

- Niedobrze. Zbladłeś.

Percy'emu włączyło się turbo doładowanie. Ciągnął Nicka z prędkością światła, nie zwracając uwagi, że czarnooki nie nadąża.

Gdy dotarli na miejsce syn Hadesa ledwo widział na oczy przez tańczące przed jego oczyma mroczki. Za wszelką cenę próbował zachować przytomność. Nie mógł przecież zemdlec z powodu byle draśnięcia.

Percy usadowił go na pryczy i zawołał Willa. Okazało się, że zamiast pomóc mu już na arenie, blondyn postanowił pójść sobie do swojego domku i poczekać, aż brunet do niego przyjdzie.

- Percy, wyjdz. - poprosił Will.

Czarnowłosy chciał się sprzeczać, ale blondyn stanowczo wypchnął go z pomieszczenia, po czym zajął się pacjentem. Byli sami w pomieszczeniu, co było dziwne - zazwyczaj kręciło się tu mnóstwo osób.

Angel And Death Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz