Czas upływał im tak szybko, że nawet nie spostrzegli, gdy nastał czerwiec. Ciepła pogoda na nowo zagościła w Polsce, chociaż Miriam, Nico i Alicja nie mieli czasu na typowe dla nastolatków letnie spotkania w plenerze. Wszyscy mówili o balu, który miał się odbyć za tydzień, o planach na wakacje, o liceach, do których złożyli papiery. A oni? Nawet nie mieli chwili, by o tym myśleć.
Mimo, że upłynęło tyle czasu od przekazania przepowiedni, byli bezsilni. Nie wiedzieli co ona oznacza, mimo że poświęcali jej nawet kilka godzin w tygodniu. Nie wiedzieli nawet, jak wybudzić ludzi ze śpiączki. Jedyne, co mogli zrobić, to dbać o nich, podtrzymywać ich funkcje życiowe. Jednak najgorsze było to, że ta okropna zaraza dopadła również ich przyjaciół - nawet Annabeth i Kaylę.
Oprócz obozowych problemów, na ich głowach ciążyła również szkoła, która dokładała im jeszcze więcej pracy, niż przed egzaminami. Dlatego spędzali niemalże całe dnie nad najróżniejszymi zadaniami, by zaraz potem próbować rozwiązać przepowiednie jednocześnie tłumacząc swoim znajomym, że nie mają czasu na wychodzenie z nimi na spotkania.
Tamtego dnia Miriam i Nico siedzieli nieprzytomni na matematyce, podczas gdy Alicja postanowiła sobie wyjątkowo zrobić dzień wolnego. Brunetka (a w zasadzie rudowłosa, bo postanowiła wrócić do swojego naturalnego koloru) próbowała cokolwiek zrozumieć z lekcji choćby ze względu na to, że czekała ją kartkówka, będąca jej ostatnią szansą na podciągnięcie oceny na trójkę, lecz oczy same jej się kleiły. Była na skraju wytrzymałości - nie dość, że ostatni spała dłużej niż cztery godziny jakieś dwa miesiące temu, to dodatkowo coraz bardziej frustrował ją brak jakichkolwiek informacji z obozu.
Jednak czarę goryczy i wściekłości przelało podłe spojrzenie Wandy, które posłała dwójce byłych już przyjaciół.
Złość, która wykwitła w jej sercu sprawiła, że była gotowa do konfrontacji. Dlatego wraz z dźwiękiem dzwonku wstała, zostawiając za sobą zdziwionego Nicka.
- Możesz mi, do cholery, wyjaśnić, o co ci chodzi? - zapytała, zaciskając drżące z nerwów dłonie na pasku torby.
- O czym ty mówisz?
- No nie wiem, może o tym, że odkąd zaczął się rok szkolny miałaś mnie totalnie gdzieś, nawet jak mój ojciec zmarł?
Wszystkie negatywne emocje, które nagromadziła, w końcu miały szanse ujrzeć światło dzienne. Wiedziała, że nie powinna się wyżywać na Wandzie, lecz nie była w stanie dłużej powstrzymywać złości.
- Ty naprawdę tego nie widzisz? - prychnęła, doprowadzając tym samym Miriam na skraj wytrzymałości.
- Wyobraź sobie, że nie. - warknęła. - Objaśnij mi to z łaski swojej.
- Idiotka. - zaśmiała się. - Nie widzisz? Wszyscy cię uwielbiają, bo jesteś pieprzonym ideałem. Nie ma chłopaka w naszej szkole, który nie uważa, że jesteś piękna. Ba, trzy czwarte z nich się w tobie kocha! Tak samo dziewczyny, wszystkie cię wręcz kochają! Ale ja widzę jaka jesteś. Zawistna, głupia i lekkomyślna, sztuczniejsza od barbie! No i oczywiście zajęłaś się di Angelem, mimo że ewidentnie dawałam ci znaki, że lubię go bardziej niż myślisz!
Na pozór spokojny ton dziewczyny z każdym wypowiedzianym słowem stawał się coraz ostrzejszy i ostrzejszy. Wylała wszelkie żale, które tkwiły w jej duszy tak długo, że bolało ją serce przez samo patrzenie na Miriam. A rudowłosa? Poczuła, jak wyrzuty sumienia dźgnęły ją w serce.
- Nigdy nie byłam idealna. - szepnęła, tracąc wszystkie chęci do kłótni. - I nie wiedziałam, że lubisz Nicka. Gdybym wiedziała to...
- To i tak nie ma znaczenia. - warknęła czarnowłosa. - I tak spieprzyłaś sprawę.
Nim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, Wanda odeszła.
***
- Żartujesz, prawda? - spytała wściekła Alicja następnego dnia. - Zabiję szmatę.
- Przestań. - westchnęła Miriam, bazgroląc na marginesie zeszytu. - Też jestem winna, okej? Mogłam być bardziej uważna.
Fioletowowłosa przewróciła oczami zirytowana tokiem myślenia swojej przyjaciółki. Postanowiła po prostu skupić się na opowiadaniu, które ostatnio znalazła na aplikacji dla pisarzy.
- Mam tego dość, serio. - westchnęła zirytowana. - Każda baba w tych opowiadaniach ma na imię Hope, nawet jeśli mieszka w polsce!
Wtedy, jakimś cudem, coś przeskoczyło w jej głowie.
- Muszę iść po Nico. - powiedziała, szybko wstając z ławki. - Odwróć uwagę nauczycieli, dobra?
Wybiegła z małej sali gimnastycznej, by zaraz potem wbiec na korytarz, na którym mieli zajęcia chłopcy. Gdy tylko zauważyła, że Nico stoi pod ścianą, łapiąc oddech, pociągnęła go za nadgarstek.
- Chyba wiem, kim jest nadzieja. - oznajmiła.
- Nadzieja? Kimś? - zdziwił się Nico.
Schowali się na poddaszu, na którym znajdowały się nieużywane stoły i krzesła. Dziewczyna potrzebowała chwili, by złapać oddech. Szalony bieg po piętrach placówki był zdecydowanie ponad jej siły.
- Nadzieja. - wysapała. - To imię!
Wyciągnęła telefon z tylnej kieszeni jeansów i szybko włączyła tłumacz, by Nico mógł zrozumieć, co się dzieje.
- Pamiętasz jak nazwał mnie Maksym? - zapytała, wystukując szybko słowo w telefonie.
- Coś na el, tak?
- Elpizo. - odpowiedziała. - Elpizo, nadzieja z greckiego. To o mnie chodzi, Nico. To ja jestem nadzieją.
CZYTASZ
Angel And Death
FanfictionGdy do szkoły Miriam dołącza Nico, dziewczyna stawia sobie za cel uszczęśliwienie go. Czy Anioł będzie w stanie sprawić, by Śmierć przestała być taka straszna?
