XXV

827 72 19
                                        

Atmosfera zgęstniała jeszcze bardziej, o ile to w ogóle możliwe. Patryk i Nico spojrzeli na Miriam, podczas gdy ta wbijała spojrzenie w podłogę. Samotna łza wypłynęła na jej policzek, lecz starła ją, nim ktokolwiek zdążył zareagować.

Dorośli znów zaczęli się sprzeczać, a rudowłosa wycofała się bezgłośnie. Nie chciała dłużej słuchać ich głupich kłótni. Nie teraz, nie gdy wizja śmierci jej kochanego taty była coraz bliższa.

Skuliła się na swojej pryczy, twarzą do ściany.  Nie chciała, by znów widzieli ją w takim stanie – rozbitą, zagubioną, zrozpaczoną.

Wystarczy ze Nico raz ją taką widział.

Usłyszała skrzypnięcie drzwi. Nawet się nie odwróciła, wiedząc ze to Patryk i Nico. Nie była w stanie spojrzeć im w twarz, ze wstydu przez samą sobą.

– Miriam, nie wiedziałem... – jej kuzyn usiadł koło niej. – Jest aż tak źle?

Nabrała powietrza w płuca i podniosła się do siadu, ocierając mokre policzki. Odwróxiła się do nich, siadając po turecku.

– Tak jak powiedziała Daria, mój tata umiera. – mimo drżącego głosu, kontynuowała: – Przed wakacjami dowiedzieliśmy się, że ma raka trzustki, zaawansowanego z przerzutami... To wszystko przez geny i cukrzyce. Zostało mu niewiele, może miesiąc.

Zacisnęła usta, odwracając wzrok. Zmusiła się do ponurego uśmiechu, próbując powstrzymać łzy napływające do oczu.

– Dlatego nie chciałam nigdzie jechać w wakacje. – jej głos całkowicie się załamał. – Chciałam po prostu spędzić z nim tyle czasu, ile się da. Cholera, przepraszam, nie powinnam się rozklejać.

Pociągnęła nosem i odetchnęła, próbując się uspokoić. Patryk delikatnie pogładził ją po plecach, chcąc ukoić jej skołatane serce.

***

Nastała późna noc. Dorośli poszli spać, uprzednio sprawdzając, co robią nastolatki. Oczywiście ci leżeli w swoich łóżkach, śpiąc. A przynajmniej udając, że śpią.

Odczekali godzinę, gdy księżyc na dobre ukazał się na nieboskłonie. W domu panował całkowity mrok i spokój. Nawet kot babci leżał spokojnie w kojcu, pochrapując od czasu do czasu.

– Chodźcie. – szepnął Patryk, uchylając drzwi.

Szczęknięcie odbiło się echem w korytarzu. Wstrzymali oddech przerażeni, że ktoś ich nakryje, lecz jedyne co usłyszeli to kot, który przewrócił się na plecy w kojcu.

Miriam wyszła pierwsza, kierując się na schody. Gabinet był piętro niżej, na pierwszym pietrze. Miała przed sobą do pokonania schody,  które niemal na każdym stopniu skrzypiały, o ile nie stanęło się w odpowiednim miejscu.

Całe szczęście znała drogę na pamięć. Gorzej było z Nickiem – każdy jego krok był tak głośny, ze przyprawiał Czajkowskich o zawał serca.

Usłyszeli, jak ktoś wstaje. Miriam zrezygnowała  z bycia cicho i machnięciem dłoni pokazała pozostałym, by jak najszybciej wbiegli do gabinetu.

Zamknęła za sobą drzwi i przyłożyła do nich ucho. Kroki skierowały się na schody, które znów skrzypiały niemiłosiernie. Zadziałała impulsywnie i schowała się pod biurkiem, wraz z chłopakami.

Mieli szczęście, ze biurko było staromodne i ogromne, lecz mimo wszystko ledwo co się tam zmieścili.

Drzwi otworzyły się, a Nico czuł się, jakby jego serce zaraz miało wyskoczyć z piersi. Gdyby był nieco cichszy, teraz mogli by w spokoju przejrzeć tajemniczą szafkę.

Skulili się jeszcze bardziej, gdy smukłe nogi przeszły tuż obok ich kryjówki. Dłoń Miriam zacisnęła się na dłoni czarnowłosego, niemal łamiąc jego knykcie. Wstrzymał oddech, nasłuchując uważnie, jak drzwi się zamykają , a kroki oddalają się po schodach.

– Było blisko. – szepnął Patryk. – Chodźcie, nie bądźmy tu dłużej niż trzeba.

Spod koszulki wyciągnął niewielki kluczyk na łańcuszku. Wsunął go w zamek szafki i przekręcił, z cichym pyknięciem. Ze środka wyjął dziennik wypchany po brzegi kartkami i zdjęciami.

– To wszystko? – spytała szeptem Miriam. – Musi być coś więcej!

Wepchnęła się do szafki, chcąc wyciągnąć coś jeszcze, lecz wnętrze mebla świeciło pustkami. Chciała znaleźć jakąś ukrytą szufladę, schowek, cokolwiek, lecz nic tam nie było.

– Chodźmy. – ponaglił ją Nico. – Znowu ktoś przyjdzie!

Zatrzasnęła szafkę z cichym hukiem. tyle stresu, tajemnic i przerażenia tylko po to, by znaleźć jakiś dziennik?

Doszli do pokoju bez problemów, tym razem bezgłośnie. W środku zakluczyli się i usiedli na podłodze, kładąc na środku dziennik i patrząc się na niego, jakby zaraz miał wybuchnąć.

Miriam jako pierwsza wzięła w dłonie notes i wysunęła zdjęcia z niego. Przedstawiały babcię w młodości, trzymającą za rękę wysokiego i umięśnionego mężczyznę z okularach przeciwsłonecznych na nosie. Wyglądali na szczęśliwych.

Na kolejnych była ta sama para, gdy babcia spodziewała się dzieci, gdy trojaczki się narodziły. Po kolei byli do Daria, Fabian i Dawid.

Następne zdjęcia przedstawiały rodzine, lecz bez mężczyzny z poprzednich zdjęć. Później pojawil się dziadek, później z Robertem, najmłodszym z rodzeństwa.

– Kim jest ten facet? – spytał się Patryk, zaintrygowany.

Odwróciła zdjęcie, lecz na jego tyle nie było żadnego napisu. Westchnęła zawiedziona, zaglądając do zeszytu.

Myślała, że wybuchnie. Przejrzała każdą kartkę, lecz nie było ani śladu po użytkowaniu. Strony były puste, gdzieniegdzie pożółkłe ze starości.

– To jakiś żart? – prychnęła, zaciskając nerwowo dłonie na zdobyczy. – Tyle hałasu przed pusty dziennik?

Wściekła wzięła przygotowana wcześniej zapalniczkę i wyszła na balkon, nie słuchając syków i ostrzeżeń chłopaków.  

Wyrwała jedną ze stron i chciała ją podpalić, lecz nagle na jej wierzchu zaczęły pojawiać się brązowe literki.

Nie mogę uwierzyć. Jako kolejna padłam ofiarą uroku boga, tak jak moja matka  i dziadek.

Zmarszczyła brwi i wróciła do towarzyszy, starając się ogrzać pozostałe strony.

– Pisała sokiem z cytryny. – szepnął Nico. – sprytne.

Rudowłosa nie odezwała się przez następne pół godziny, czytając zażarcie każde słowo z dziennika. To wyjaśniało wiele, tak wiele...

Teraz już rozumiała, dlaczego załapała tak szybko szermierkę, dlaczego chłodno analizowała swoją pozycje w trakcie walki, dlaczego umiała opatrzyć rany Nicka i radziła sobie z innymi lekarskimi rzeczami.

Jej rodzina od dawna miała powiązania z greckimi bóstwami.

W jej krwi nie płynął jedynie ichor Afrodyty, ale również i jej dziadka Aresa i pradziadka Apollina.

Angel And Death Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz