XXXVI

716 68 25
                                        

Jeszcze nigdy Nico nie wybiegł tak szybko ze szkoły, ignorując wrzeszczącą woźną, zwaną przez wszystkich strażniczką wolności i zdziwione spojrzenia innych uczniów. Prawdopodobnie po drodze stratował prawie jakiegoś pierwszoklasistę, ale to było ostatnim, o czym myślał.

Jedyne, co krążyło mu w głowie, to uratowanie Miriam.

Wiedział, że liczyła tylko niego. Nie mógł znów zawalić sprawy. Nie tym razem.

Gdy ujrzał ogromnego cyklopa, przygważdżającego Miriam do ściany, bez chwili zastanowienia się wbił mu miecz w plecy, by ten zaraz potem zmienił się w złoty pył. Bezwiedne ciało brunetki, wcześniej trzymane za gardło, upadło teraz z hukiem na chodnik pokryty warstwą kurzu.

Podbiegł do niej, padając na kolana. Z rany na jej skroni, powstałej w wyniku kontaktu trzeciego stopnia z kostką brukową, sączyła się krew, a jej szyja, która powoli z czerwieni przechodziła na siny kolor, sprawiała, że po jego plecach przebiegł dreszcz.

Nachylił się, nasłuchując jej oddechu. Był, ale płytki, niemalże niewyczuwalny. Zaczął powoli panikować, próbując przypomnieć sobie podstawy RKO do momentu, gdy dziewczyna nabrała ze świstem powietrza, kaszląc.

Jak się w tym momencie czuła?

Jakby powstała z martwych.

Jej krtań paliła silnym, obezwładniającym bólem, podobnie jak cała głowa i ciało. Wzrok miała nieco zamglony, lecz jednego była pewna - nad nią pochylał się jej przyjaciel, z ulgą wypisaną na twarzy.

Chciała coś powiedzieć, lecz samo zaczerpnięcie powietrza sprawiało, że była bliska omdlenia z bólu. Chłopak jedynie zarzucił jej ramię na swoje barki i pomógł wstać, obejmując w talii. Tuż obok nich znalazła się Alicja, która niezdarnie wydostała się z balkonu.

- Chryste, Miriam, co się stało? Dobrze się czujesz? - zaczęła panikować, oglądając jej szyje. - Co się działo?

Zalewała ich milionem pytań, a brunetka nie była w stanie nawet kiwnąć głową na odpowiedź. Nico, zalewany morzem pytań, nie nadążał z odpowiedziami na nie choćby przez yo, że gdy otwierał usta, by odpowiedzieć, Alicja zdążyła zadać trzy następne.

Dopiero, gdy dotarli do mieszkania Nicka, fioletowowłosa widocznie straciła oddech i zamilkła na kilka chwil.

- Skoro już jesteś cicho, pozwól, że ci wyjaśnię co się stało. - brunet starał się ukryć irytację w głosie, lecz nie do końca mu wyszło.

I opowiedział jej o bogach, obozie i potworach, czyhających na ludzi, tacy jak oni na niemal każdym kroku. Opowiedział jej nawet o demonach, które były odpowiedzialne za znaczne osłabienie sił obozu, do którego niedługo będą musieli się udać we trójkę.

- Musisz nauczyć się obrony. - oznajmił, po czym zwrócił się do Miriam, która teraz siedziała na fotelu z zabandażowaną głową i kołnierzem ortopedycznym, który jakimś cudem znalazł się w jego apteczce. - A ty, noś ze sobą broń, do cholery. Jeszcze chwila, i byś umarła!

Posłała mu spojrzenie, którego nie był w stanie rozszyfrować. Mimo wszystko wiedział, co prawdopodobnie by powiedziała: przecież żyję, więc nie ma co panikować! Czasem zachowywała się tak bardzo nieodpowiedzialnie, że zaczynał się zastanawiać jakim cudem ona jeszcze żyje.

- Wracając do ciebie. - wrócił do Alicji, opierając się o ramię fotela. - Wybacz za bezpośredniość, ale masz oboje rodziców?

- Tata zmarł, gdy mama była w ciąży. - wzruszyła ramionami.

Szczerze mówiąc, Miriam i Nico byli bardzo zaskoczeni, w jaki sposób przyjęła informacje o swoim prawdopodobnym pochodzeniu. Nawet nie była zdziwiona, ba, wyglądała tak, jakby spodziewała się, że nie jest w stu procentach człowiekiem.

Brunetka próbowała coś powiedzieć, lecz z jej ust wydostało się niewyraźne chrapnięcie, które kosztowało ją sporo bólu. Chłopak, widząc jej starania, wyjął ze swojego plecaka notatnik z długopisem i podał je przyjaciółce.

Co teraz zrobimy? Jej krzywe pismo ozdobiło ostatnią stronę jego zeszytu od matematyki. Musimy zostać co najmniej do egzaminów!

- Nie mam pojęcia. - westchnął. - Nawet nie wiedziałem, że w tej szkole jest jeszcze drugi heros, jej aura jest praktycznie niewyczuwalna.

Czyli jest córką pomniejszego bóstwa?

- Prawdopodobnie. Albo jest stłumiona przez Mgłę, chociaż w to wątpie.

***

Miriam nie była osobą, która często żałowała swoich czynów. Wiedziała, że co się stało w przeszłości należy do przeszłości i nie trzeba tego już rozpamiętywać.

Jednak mama Miriam, kobieta zazwyczaj ciepła, której nie dało się wyprowadzić z równowagi, była innego zdania. Nastolatka jeszcze nigdy nie widziała jej równie rozwścieczonej, nie mówiąc o krzyku, którym karciła ją za swoje "irracjonalnie idiotyczne" zachowanie.

Przez cholerne pół godziny dziewczyna siedziała w kuchni, wysłuchując długiego wywodu kobiety, który skończył się dopiero gdy zaschło jej w ustach i musiała napić się wody.

- Jest jeszcze coś, o czym powinnam wiedzieć? - posłała jej srogie spojrzenie, mówiące że jeśli dowie się jeszcze o czymkolwiek to wybuchnie.

Patrząc macosze w oczy wyjęła z nosa kolczyk, uśmiechając się niewinnie. Kamila jedynie przymknęła oczy i odetchnęła głęboko, zaciskając palce na mostku nosa.

- Dobrze, że nie stało się nic gorszego. - mruknęła, podsuwając jej szklankę soku.

Przełknięcie płynu było dla nastolatki ciężkim, bolesnym wyzwaniem, lecz mimo wszystko napiła się, rzucając kobiecie wdzięczne spojrzenie.

- Zostaniesz w domu do czasu, gdy będziesz mogła normalnie funkcjonować. - oznajmiła. - Teraz idź odpocznij, czy coś.

Nastolatka pokazała jej kciuk w górę, co było jej alternatywą do kiwania głową. Gdy weszła do swojego pokoju zastała tam Nicka, który leżał sobie na jej łóżku rozłożony niczym rozjechana żaba. Nie zareagował na to, jak dziewczyna spróbowała odchrząknąć ani na to, jak stuknęła głośno w szafę.

Westchnęła i usiadła koło niego, kłując go palcem w żebra. Dopiero wtedy drgnął i otworzył oczy, podnosząc się do siadu.

- Wybacz, musiałem skoczyć do obozu. - wyjaśnił, przecierając oczy.

Uniosła brew, zadając nieme pytanie: po co?

- Musiałem załatwić tobie broń, bo oczywiście nie wzięłaś żadnej, gdy wracaliśmy do domu. - podał jej długopis.

No ty sobie żartujesz chyba, co ja mam zrobić, wydłubać potworom oczy?

- Nie patrz tak na mnie. - przewrócił oczami. - Leo chciał zrobić podróbkę miecza Percy'ego i ją ci dać, więc masz. Obrazisz się, jeśli się u ciebie zdrzemnę?

Uniosła jedynie brew, przyjmując długopis. Machnęła na niego ręką i zajęła się oglądaniem nowej broni. Wyglądał jak zwykły długopis za parę groszy z biedronki, czarny ze zdejmowaną czapeczką.

Nie mogła oprzeć się ciekawości i zdjęła końcówkę długopisu. Rozległo się kilka zgrzytnięć, a po sekundzie, może dwóch, w jej dłoniach pojawił się długi, lśniący w świetle lampy miecz.

Nieźle, pomyślała. Oby nie zawiódł mnie w trakcie potyczki z potworem.

Angel And Death Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz