Choć szczęście nie opuszczało serc zarówno Nica, jak i Miriam, wciąż nie mogli przestać odnosić wrażenia nadchodzącej klęski, która była zapisana w przepowiedni.
Percy zarządził, że wszyscy pojadą na Olimp wraz z chwilą, gdy nastolatkowie ukończą naukę w podstawówce i będą mogli w pełni poświecić się rozwiązaniu problemów ich bardziej boskiej natury. Z reszta, ich zniknięcie po rozpoczęciu wakacji będzie znacznie mniej niepokojące, niż jakby zniknęli jeszcze w trakcie roku szkolnego - w końcu dyrekcji nie spodobałoby się, że jakaś trójka nastolatków postanowiła sobie zrobić wakacje kilka dni wcześniej.
Bądź co bądź, Miriam wolałaby, żeby ten rok nigdy się nie kończył, co było dość niecodzienne, w jej przypadku. Rudowłosa nigdy nie przepadała za szkołą, nie widziała sensu w uczeniu się podstawowych przedmiotów, takich jak matematyka, czy chemia. Odkąd pamięta bowiem wiedziała, ze jej przeznaczeniem jest prowadzenie życia, łącząc przyjemne z pożytecznym. Stąd właśnie w jej głowie wykwitł pomysł założenia własnego studia tatuażu, w którym pozostawiałaby ślad swojej własnej sztuki na ciałach innych ludzi, którzy mieliby go nosić do końca życia.
Między innymi właśnie dlatego dziewczyna tak wiele razy dostawała ochrzan od nauczycieli za brak uwagi na lekcji, czy tez za bazgrolenie na marginesach, czy osobnych kartkach. Projektowała wtedy najróżniejsze tatuaże, marząc, ze pewnego dnia, sama sobie narysuje jakiś, na własnym ciele.
Robiła tez, bo to ją odprężało. Ilekroć czuła przerażenie, bądź stres, po prostu wyjmowała długopis i kartkę i nakreślała szybkimi ruchami jakiś wzorek, nie zawsze spektakularny i piękny, ale napewno jedyny w swoim rodzaju.
Tak tez robiła w tamtej chwili, gdy w dniu balu, chwile przed wyjściem siedziała przy biurku i wysłuchiwała Alicji, która z pasją opowiadała o dziewczynie, którą zabierała na bal.
- To w ogóle jakiś cud, że dyrektorka pozwoliła mi z nią tańczyć poloneza, wiesz? - westchnęła rozmarzona. - Byłam gotowa robić jej jazdę, wiesz, taką porządną, jak to ja umiem, a tu niespodzianka, zgodziła się! A nawet ochrzaniła wychowawcę, za to że nie chciał nam pozwolić!
- To naprawdę... Super. - mruknęła Miriam, cieniując lekko obrazek.
- Ty w ogóle jesteś gotowa? - zdziwiła się Alicja.
- No, a nie widać?
- Myślałam, że odwalisz się jak szczur na otwarcie kanałów, jeśli mam być szczera. - Alicja uniosła brew.
- Tez tak na początku planowałam. - odpowiedziała rudowłosa. - Tak wiesz, żeby pokazać światu, a zwłaszcza Wandzie, że jestem super ekstra, ale koniec końców uznałam, że kreski i tusz wystarczą.
- W sumie, ładnemu we wszystkim ładnie. - wzruszyła ramionami Alicja.
Miriam rzuciła jej nieśmiały uśmiech, po czym oderwała się od rysowania i zarządziła, że czas na wyjście z domu. Oczywiście Kamila nie wypuściła ich tak łatwo, zatrzymując je przez dobre dziesięć minut, robiąc im mnóstwo zdjęć pod najróżniejszymi kątami.
- Mamooo! - jęknęła przeciągłe Miriam. - Zaraz się spóźnimy!
- Oj nie narzekaj. - zaśmiała się kobieta. - Chce mieć w końcu jakąś pamiątkę! W końcu bal ósmoklasisty ma się tylko raz w życiu!
- Przed nami jeszcze matura i ślub. - upomniała ją rudowłosa. - Jeszcze będziesz mieć wiele okazji do cykania mi zdjęć, obiecuje, ale teraz serio musimy już uciekać.
Dziewczyna przytuliła swoją macochę na do widzenia, obiecując jej jednocześnie, że zrobią sobie maraton Pamiętników z wampirów, ich ulubionego serialu.
Idąc do swojej szkoły Miriam naprawdę cieszyła się, że zdecydowała się jednak na kupno szmaragdowej sukienki sięgającej jej do kolana, a nie pięknej, balowej sukni w kolorze hebanu. Cieszyła się również, że oparła się pokusie założenia obcasów, bo - przez swój wzrost - brak jej było doświadczenia w chodzeniu w nich i prawdopodobnie skończyłaby ze skręcona kostką, nim zdążyłaby choćby wyjść z domu.
Gdy przyjaciółki dotarły pod szkołę, gdzie znajdowała się większość ósmoklasistów, czekających na rozpoczęcie tradycyjnego tańca, jakim był polonez. Miriam musiała powstrzymać się przed westchnieniem z zawodem, widząc wszystkie dziewczyny ubrane w piękne, długie suknie, z balowymi fryzurami i najpiękniejszymi makijażach, jakie rudowłosa w życiu widziała na oczy. Na ich tle wypadała dość... blado, można by rzec, że wręcz nijako.
Przynajmniej tak myślała, dopóki nie ujrzała Nica, który na jej widok aż przystanął z głupkowatą miną, kompletnie nie wiedząc, co powiedzieć.
- No idź do niego. - Alicja popchnęła lekko przyjaciółkę.
Minął zaledwie tydzień, odkąd rozpoczęli swój związek, a Miriam miała wrażenie jakby byli w związku od zawsze. Sposób, w jaki sposób okazywali sobie czułość, drobne pocałunki, czy chociażby trzymanie się za ręce była dla ich obojga na tyle naturalna, jakby byli starym małżeństwem.
- Już myślałem, że nie przyjdziesz. - wykrztusił czarnowłosy, próbując odzyskać mowę.
- Mama mnie zatrzymała. - wyjaśniła Miriam, całując go przelotnie w policzek. - To jak? Gotowy na imprezę?
***
Miriam zdecydowanie nie należała do osób, które potrafiły tańczyć, lecz gdy była ze swoimi przyjaciółmi na środku parkietu, a z głośników akurat zaczęła płynąć jej ulubiona piosenka, nieszczególnie ją to obchodziło. Niezdarnie skakała w rytm melodii, obracając się co i rusz, a jej włosy, jeszcze na początku balu upięte w kok, teraz falowały wokół niej, ilekroć wykonała jakikolwiek ruch.
Nie obchodziło ją nawet to, że Wanda posyła jej zawistne spojrzenia z kąta sali, popijając poncz z czerwonego kubeczka. Miriam była wręcz przekonana, że w kubeczku znajdował się również dodatek w postaci alkoholu, od którego Wanda stroniła, gdy jeszcze się przyjaźniły.
Gdy po raz setny tamtego wieczoru obróciła się wokół własnej osi, nagle piosenka się zmieniła na wolniejszą, spokojniejszą. Delikatne dźwięki pianina, połączone z powolnym rytmem wybijanym przez perkusje i cichym chórkiem idealnie łączyły się w podkład romantycznej pieśni, wyśpiewywanej przez Elvisa Presley'a. Miriam nie mogła powstrzymać się przed delikatnym uśmiechem gdy odwróciła się w strony Nica, który już szykował się do poproszenia ją o taniec. Wyciągnął w jej stronę dłoń, którą bez wachania przyjęła, a następnie ułożyl ją na swoim ramieniu, by chwile później ująć rudowłosą w talii. Nawet przez materiał sukni czuła, jak jego dłonie są lodowate, lecz w żadnym stopniu jej to nie przeszkadzało. Podobnie jak jemu nie przeszkadzał fakt, że co chwila deptała mu stopy, zbyt zajęta wpatrywaniem się w jego oczy by zwracać uwagę na kroki. Powoli kiwali się w rytm muzyki, sunąc po parkiecie i uśmiechając się do siebie. Oboje starali się pochłonąć tą chwile, zapisać ją w pamięci z każdym szczegółem, nacieszyć się sobą najbardziej jak się dali.
Wiedzieli bowiem, ze nie ważne, co zrobią, nie będzie dla nich happy endu.
trochę mnie tu nie było....
CZYTASZ
Angel And Death
Fiksi PenggemarGdy do szkoły Miriam dołącza Nico, dziewczyna stawia sobie za cel uszczęśliwienie go. Czy Anioł będzie w stanie sprawić, by Śmierć przestała być taka straszna?
