Czuła się, jakby jej serce miało wyskoczyć z piersi. Ich usta dzieliły dosłownie milimetry, delikatny ruch z jakiejkolwiek strony mógłby doprowadzić do ich pocałunku.
Zacisnęła wargi. Nie. Nie może tego zrobić. To by zniszczyło ich przyjaźń.
Ale, z drugiej strony, czy jest jakakolwiek możliwość, ze Nico coś do niej czuje? Byli ze sobą blisko, bardziej niż zwykli przyjaciele. Czuła się, jakby czarnowłosy czasem z nią nawę flirtował, ale z drugiej strony mówił, ze podobał jej się kiedyś chłopak. To było prawdziwe uczucie, czy jednie przelotne zwątpienie?
Odsunęła się na tyle, na ile pozwoliło jej łóżko. Gdy jej plecy zetknęły się z chłodną ściana, wzdrygnęła się. Skuliła się, podciągając kolana do brody. Dlaczego zaczęła myśleć o nim w ten sposób? Jeszcze parę dni temu nie przywiązywała do tego tak wielkiej wagi, a teraz?
Westchnęła cichutko. Dopiero co dowiedziała się, ze zmarła jej babcia, a teraz myśli o miłostkach. Czuła wyrzuty sumienia, ogromne i przytłaczające. Nie powinna tak robić. Nie teraz.
Odwróciła się twarzą do ściany, zamykając oczy. Wycieńczona zasnęła, ukojena muzyką świerszczy.
***
Rankiem wraz z Nico siedzieli w samochodzie, wraz z rodzicami Miriam. Wszyscy mieli czarne ubrania, a w samochodzie panowała grobowa cisza, przerywana szumem radia, które próbowało złapać jakikolwiek sygnał w środku lasu.
Jechali na pogrzeb. Babka rudowłosej mieszkała na otoczonej lasem, niewielkiej wsi, do której dojazd trwał godzinę. Miała zostać pochowana na tamtejszym cmentarzu, tuż obok niewielkiego kościółka.
Nawet w tak ponurych okolicznościach, gdzieś w głębi serca Nico nieco się cieszył. Rodzice jego przyjaciółki zaczęli go traktować jak członka rodziny, na tyle bliskiego, że zaprosili go nawet na tak osobistą procesję.
Miło było się poczuć jak członek rodziny, nawet w takich ponurych okolicznościach.
Miriam nigdy nie opowiadała zbyt wiele o swojej rodzinie. Jedyne, o czym wiedział, to ze Fabian był jej biologicznym ojcem, Kamila macochą, a staruszka imieniem Wiktoria była jej babcią. Pamiętał, jak pierwszy raz ujrzał jej ojca - był wysokim, postawnym mężczyzną, często odwiedzającym siłownie. Gdy go poznał, musiał mocno zadrzeć głowę, by go ujrzeć. Jego zagadkowy wyraz twarzy sprawiał, ze Nico nie był pewny, czy zaraz dostanie strzał w kolano, czy przytuli na powitanie.
A teraz? Teraz był wychudzony, jego niegdyś gęste i ciemne włosy mocno przerzedziały. Jednakże wciąż patrzył na Miriam tak samo - wzrokiem pełnym ojcowskiej miłości, której każda dziewczynka potrzebowała.
Nie mógł się zapytać, co się dzieje. Nie teraz, nie w momencie pogrzebu. Obawiał się najgorszego, ze rudowłosa zaraz znów straci kolejnego członka rodziny, że załamie się i straci nadzieje, a on nawet nie będzie w stanie jej pomóc.
Dyskretnie spojrzał na nią. Szklisty wzrok wbijała w zielone łąki za oknem. Wiedział, o czym myślała. Świat nie powinien być taki kolorowy. Powinien być smutny, przygnębiający, czarnobiały.
Pamiętał, jak sam stracił Biance. Nie mógł znieść widoku żywozielonych drzew, radosnego śpiewu ptaków. Świat wyglądał, jakby kompletnie nie przejął się tym, że zginęła osoba tak dobra, wspaniała.
Dopiero potem zrozumiał, nawet jeśli to ciężkie, że ludzie giną każdego dnia, za przyjaciół, wiarę, za wszystko co dobre. Wiele krajów jest pogrążonych w chaosie, bez nadziei na lepszą przyszłość. Śmierć bywa bezlitosna, a on nawet on, syn Hadesa, nawet jeśli bardzo by chciał, nie mógłby nas nią zapanować.
CZYTASZ
Angel And Death
FanfictionGdy do szkoły Miriam dołącza Nico, dziewczyna stawia sobie za cel uszczęśliwienie go. Czy Anioł będzie w stanie sprawić, by Śmierć przestała być taka straszna?
