XXIV

771 71 25
                                        

Do pomieszczenia weszła ciotka Miriam. Była piękną kobietą, o idealnej figurze, pełnych ustach wiecznie podkreślanych czerwoną szminką i chłodnym wyrazem twarzy, idealnie odwzorowującym jej serce, pozbawioną resztek miłości i współczucia.

– Co tu robisz? – zapytała, mierząc ją krytycznym spojrzeniem.

– Chciałam powspominać babcię. – mruknęła, patrząc na czubki swoich butów.

– Na czym stoisz? – kobieta podeszła do niej, stukając wysokimi obcasami o posadzkę. – Przesuń się, natychmiast.

Miriam skamieniała ze strachu przed kobietą. Właśnie ze względu na nią starała się unikać wszelkich spotkań rodzinnych. Daria nienawidziła rudowłosej, choć ta nigdy jej nic nie zrobiła. Wręcz przeciwnie – zawsze próbowała ocieplić ich stosunki, przekonac ją do swojej osoby, lecz ta w dalszym ciągu brnęła w nienawiść.

– Powiedziałam, przesuń się! – uniosła nieco głos.

Szarpnęła ramieniem Miriam, wbijając jej swoje długie paznokcie w skórę. Dziewczyna syknęła cicho pod nosem i prawie upadła na kolana, podczas gdy Daria uważnie oglądała dywan i podłogę znajdującą się pod nim.

– Cokolwiek ukrywasz i tak to znajdę. – warknęła, niezbezpieczenie zbliżając się do nastolatki. – Ani ty, ani twój tatusiek nie dostaniecie nawet złamanego grosza.

Po plecach rudowłosej przebiegł dreszcz. Zgarbiła się, bojąc się chociażby oddychać. Zastraszanie, przemoc psychiczna to typowe zagrywki Dari Czajkowskiej – kobiety, która była zdolna poświecić swoją rodzine i przyjaciół, by tylko posiadać ogromny majątek.

– Nie potrzebujemy tego. – szepnęła, gdy ciotka była przy wyjściu. – W przeciwieństwie do ciebie, nie jesteśmy pazernymi i fałszywymi psami na pieniądze.

W mgnieniu oka została przybita do ściany. Niegdyś chłodne spojrzenie brunetki było przepełnione chorą nienawiścią. W jej oczach tańczył ogień, długie palce z pierścionkami zaciskały się na koszulce Miriam.

– Uważaj na słowa, gówniaro. – warknęła, dociskając ją do ściany. – Jeden telefon i twój ojciec będzie mieć zapewnioną śmierć w męczarniach.

Przełknęła głośno ślinę, tym razem dając za wygraną. Kobieta wyszła z pomieszczenia, a rudowłosa odetchnęła głęboko, wyjmując ze stanika złożoną kopertę.

Poszła szybko do łazienki, żeby nikt jej nie przeszkodził w odczytywaniu zawartości.

Nie była pewna, czy powinna go otwierać. Nie był zaadresowany, wiec równie dobrze mógł należeć do jej kuzyna, lub któregoś wujka lub nawet ciotki, lecz mimo wszystko postanowiła go przeczytać.

Zakluczyła się i usiadła na chłodnych kafelkach. Zawachała się, lecz w końcu rozerwała kopertę. Ze środka wypadła niewielka kartka i srebrny pierścionek z małym diamencikiem, który był w tym samym kolorze co naszyjnik od Nica, który wisiał na jej szyi. Zanim się dokładniej mu przyjrzała, postanowiła przeczytać notkę:

Droga Miriam,
Wiedziałam, że w końcu nadejdzie ten moment i żałuję, że nie mogę z Tobą porozmawiać o wszystkim, co się dzieje od lat w naszej rodzinie.

Nie mogę Ci wyjaśnić tu, w tym liście. Nie moge ryzykować tym, że ktoś inny to odkryje. Wszystko pozostaje w rękach Patryka – on przekaże ci wszystko, łącznie z zawartością szafki.

Pod żadnym pozorem nie mów o tym wszystkim nikomu, jedynie Patrykowi. Cała nadzieja pozostaje w Was, dzieci.

Jak gwiazdy są jasne na niebie,
pamiętaj że zawsze kocham ciebie.
Babcia.

Zmarszczyli brwi skonfundowana. Co się dzieje z jej rodziną? Nikomu nie mówić? Co to za pierścionek?

Tyle pytań krążyło po jej głowie, a na żadne nie znała odpowiedzi. Nawet nie wiedziała kogo spytać – Patryk był zapewne okupowany przez swoich rodziców, a do nikogo innego nie mogła z tym pójść.

Wyszła z łazienki, chowając kopertę z zawartością spowrotem do stanika. Zeszła spowrotem do rodziny, zgromadzonej w salonie. Rozmawiali między sobą, nie zapominając o Nicu. Czarnowłosy został okupiony przez Patryka, który opowiadał mu coś żywo przy tym gestykulując.

Nie zdążyła nawet usiąść, gdy jej wujek uśmiechnął się i powiedział:

– Dzieciaki, pójdźcie na jakiś spacer albo do góry, dorośli muszą omówić kilka ważnych spraw.

Chciała się sprzeczać, lecz po chwili zrozumiała – jest to jej szansa na porozmawianie na osobności z kuzynem, bez wzbudzania podejrzeń.

Nico, Patryk i Miriam poszli na piętro i zamknęli się w pokoju gościnnym, należącym do ich trójki. Pod oknem, w rządku, stały trzy prycze, skrzypiące przy chociaż najmniejszym ruchu, a w rogu stała niewielka kanapa wraz ze stoliczkiem, na którym stały torby z ubraniami na zmianę.

– Znalazłam coś. – orzekła Miriam, gdy tylko zamknęli drzwi. – I przeprowadziłam ciekawą rozmowę z Darią.

Usiedli na podłodze. Rudowłosa odwróciła się od chłopaków i wyciągnęła podarek od babci i pokazała go im.

– Wiem tyle ile ty. – mruknął zfrustrowany Patryk. – Dlaczego teraz nagle wszystko zależy od nas? O co w ogóle chodzi?

– Wygląda na to, że odpowiedzi są w tej całej szafce. – mruknął Nico. – Jesteście pewni, że chcecie o tym przy mnie rozmawiać? Moge wyjść.

– Daj spokój. – machnęła ręką, wciąż skupiona na liściku. – Jesteś dla mnie jak brat, więc jak najbardziej możesz zostać wciągnięty w rodzinne dramy.

Brat. W tamtym momencie bardziej sfrendzonowała jego czy siebie?

– Dziękuje, serio. – posłał jej ciepły uśmiech. – Skoro tak to... Nie możemy po prostu pójść do tej szafki i ją otworzyć?

– Właśnie nie. – Patryk nerwowo obracał pierścionek w dłoniach. – Nikt z dorosłych nie może zobaczyć zawartości, musimy ją spalić i udawać jakby to wszystko nigdy nie istniało. Myślę, że to... Może bardzo zaszkodzić ciotce i pozostałym...

Mieiam już miała odpowiedzieć, gdy do ich uszu dobiegły krzyki, nieco stłumione przez drzwi. Natychmiast wstała i otworzyła do nich. Szczęknęły dość głośno, ale uniesione głosy dorosłych skutecznie zagłuszyły ten drobny hałas.

– Jakim prawem domagasz się połowy majątku? – wrzasnął ojciec Patryka. – Nie robiłaś przy matce nic! Kompletnie nic! A na święta zjawiłaś się tylko po to, by przedyskutować kwestie pieniędzy!

– Fabian jakoś też nic nie robił, a żadne z was nie jest skore do zabrania mu pieniędzy. – Chłodny głos Dari sprawił, że po plecach Miriam przebiegły dreszcze.

– Idiotko, on ich potrzebuje na leczenie!

– Po cholerę mu one, skoro i tak umrze?

Nastała głucha cisza. Słowa kobiety zawisły w powietrzu niczym fatum, ciążące na ojcu rudowłosej.

Nico natychmiast na nią spojrzał. Nie wyglądała na zaskoczoną, przerażoną. Po prostu wpatrywała się tępo przed siebie, oddychając spokojnie.

– Jak.. jak mogłaś? – po raz pierwszy odezwał się ich trzeci wujek. – Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobił...

– Już dawno spłaciłam swój dług, czego wy ode mnie jeszcze oczekujecie? – prychnęła brunetka. – Jest chory, trudno! Takie rzeczy się zdażają. To jego leczenie i tak na nic się nie zda, skoro i tak ma już przerzuty i jedynie przedłużają mu życie.

– Dario. – głos Fabiana był zaskakująco spokojny. – Dostaniesz swoją część majątku. Nie kłóćmy już się. Mama by tego nie chciała.

6k wow

Angel And Death Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz