XXXVII

759 73 58
                                        

Miriam nie była osobą, która często była zestresowana, wręcz przeciwnie - gdy wszyscy odchodzili od zmysłów przez zbliżające się egzaminy, ona była tą jedną osobą, która z uśmiechem głosiła, że wszystko będzie okej.

Dziewczyna nauczyła się nie stresować aż tak swoją śmiertelniczą częścią życia. W końcu w jej prawdziwym, półboskim świecie, pełnym potworów pragnących ją schrupać na drugie śniadanie, czychało na nią więcej niebezpieczeństw niż egzamin napisany na kilkanaście procent.

Jednak godzinę przed egzaminem stres pochłonął jej głowę do tego stopnia, że nie była w stanie myśleć racjonalnie. Jej dłonie drżały bardziej niż bo kilkugodzinnym treningu szermierki, przez co nie była w stanie choćby pomalować sobie rzęs.

- A gdybyśmy uciekli do obozu? - zapytała Nicka, ze złością odkładając tusz na blat toaletki. - I tam zostali na zawsze...

- Nigdzie nie uciekamy. - westchnął, głaszcząc kota Miriam, który umościł się na jego kolanach. - Napiszesz to czy tego chcesz, czy nie.

- A jeśli ucieknę sama?

- To cię znajdę i siłą zmuszę do napisania tego cholerstwa. - oznajmił. - Nie boisz się jakichś demonów grożących śmiercią, swojej ciotki i tego czegoś co skutecznie osłabiło obóz, a boisz się jakichś głupich testów?

- Te głupie testy mają zadecydować o mojej przyszłości! A ja nic nie umiem... - schowała twarz w dłoniach. - Przez tą cholerną dysleksję i żałobę...

- Jeśli napiszesz je kiepsko to wtedy uciekniemy do obozu. - obiecał jej. - Powinniśmy się już zaraz zbierać.

Kot zeskoczył z chłopaka zupełnie tak, jakby rozumiał o czym rozmawiali. Czarnowłosy musiał przyznać  z całkowitą szczerością, że wielbił tego futrzaka. Zawsze plątał się gdzieś koło nóg Miriam, co doprowadzało ją do szału, a on nie mógł tego zrozumieć. Czemu wściekała się na tą uroczą kulkę futra, która jedyne czego potrzebowała to jedzenie i uwaga?

- Jesteś cały w sierści. - zauważyła. - Ten kot jest beznadziejny, serio.

A gdy się odwróciła, nie była sztyletowana wzrokiem jedynie przez swojego przyjaciela. Kot, którego podniósł, spojrzał się tak srogo, że wiedziała, że po powrocie do domu czeka ją czyszczenie swoich butów z zawartości, której miejsce było w kuwecie.

- Nie mów tak o tym cudownym stworzeniu. - mruknął, zanurzając nos w jego sierści. - On nawet pachnie cudownie.

- Zaczynam być zazdrosna. - mruknęła pod nosem, wracając do prób umalowania się.

- Co?

- Nic, nic.

Nico nie chciał się przyznać, ale usłyszał co powiedziała. I nie mógł powstrzymać się od delikatnego uśmiechu i rumieńców, które nieśmiało wpełzły na jego kości policzkowe.

Był jej wdzięczny, po raz kolejny odkąd ją poznał. Sprawiała, że każdego dnia zapominał o Maksymie coraz bardziej i bardziej, co jeszcze dzień po tym, jak zamienił się w demoniczne coś zdawało się być dla niego praktycznie niemożliwe.

Jednak teraz, po ponad miesiącu miał wrażenie, jakby od tamtych wspomnień oddzieliła go ściana nie do przebicia. Nie chciał o tym myśleć i nie zamierzał. Tamten związek był jego prawdopodobnie największym życiowym błędem, zaraz po zjedzeniu niebieskich ciasteczek Percy'ego, co skutkowało szaloną ucieczką przed rozwścieczonym do granic możliwości synem Posejdona.

- Co masz w tym pokrowcu? - spytał, oczyszczając się rolką do ubrań z sierści. - Nie mów, że sukienka na bal.

- Dokładnie. - powiedziała, poprawiając brwi. - Ale nie wiem, czy pójdę.

- Nie mów nawet, że nie masz z kim.

- Mam parę zaproszeń, ale nie chce z nimi iść. - wzruszyłam ramionami. - Wiem, samolubne.

- W takim razie chodź ze mną, jak z nimi nie chcesz. - zaproponował. - Jeśli odmówisz, obrażę się i będziesz mi stawiała happy meale do końca życia.

Prychnęła śmiechem, odwracając się do niego z przenikliwym uśmiechem.

- A co będę miała, jeśli się zgodzę?

Oczywiście, że się zgodzi. To było bardziej oczywiste niż fakt, że w nocy jest ciemno.

- Pomyślmy... - udał, że się zastanawia. - Nie będziesz frajerem, który zostanie w domu zamiast się bawić?

- To dziwne, usłyszeć coś takiego od ciebie.

Uniósł brew skonsternowany.

- Pół roku temu byłeś najbardziej aspołecznym dzieciakiem na świecie. - przypomniała mu. - Trudno było cię wyciągnąć nawet na spacer, a gdy chciałam cię przytulić na powitanie, prawie rzuciłeś mną o podłogę.

- Bogowie, nie przypominaj mi nawet tego. - złapał się za skronie.

- Albo pamiętasz, jak byłeś niższy ode mnie?

- Miriam, do cholery!

Zaśmiała się, kompletnie zapominając o stresie, który jeszcze parę chwil zżerał ją od środka. Spojrzał na nią spod byka, próbując powstrzymać się od uśmiechu, który cisnął się na jego usta.

- A pamiętasz, jak wpadłeś na jakąś dziewczynę, ona zaczęła się drzeć a ty się jej wystraszyłeś do tego stopnia, że trzasnąłeś ją w twarz książką i uciekłeś? - na samo wspomnienie tego Nico zrobił się czerwony jak pomidor.

- Zabiję cię, przysięgam! - krzyknął i rzucił się na nią, gdy ta nie mogła utrzymać się na nogach ze śmiechu.

Nie mogła przestać się śmiać nawet gdy wylądowała na łóżku, a nad nią zawisnął Nico, który również zaczął nieopanowanie chichotać.

Dopiero gdy otworzyła oczy i zobaczyła, w jakiej pozycji się znajdują zamilkła, wstrzymując oddech. Znajdowali się blisko, o wiele bliżej niż by tego chciała.

Właśnie ta bliskość sprawiła, że zaczęły do niej wracać uczucia, których tak bardzo wypierała się przez ostatnie pół roku gdy ten budował swoje szczęście z Maksymem.

Nie mogła dopuścić do tego, by to cholerne zauroczenie znów zawładnęło nad nią. Nico jest gejem, a ona sama nie ma teraz czasu ani chęci na związki, prawda?

- Tak, pójdę z tobą na bal. - uśmiechnęła się, próbując zamaskować zawstydzenie. - Ale nie powinieneś iść z chłopakiem?

- Czemu? - spytał, kładąc się obok niej jak gdyby nigdy nic.

- Wiesz, jesteś gejem...

Angel And Death Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz