Nie była pewna, czy czuła się bardziej przerażona, czy bezużyteczna. Nie była w stanie kiwnąć choćby palcem, a ciemność która ją otaczała sprawiała, że z każdą chwilą było jej coraz duszniej i duszniej.
Jej dłoń uniosła się samoistnie i odpaliła zapalniczkę, która nie wiadomo kiedy się pojawiła. Wątły, mały płomień, który się z niej wydostał, oświetlił miejsce, w którym się znalazła.
Gdy ujrzała, że drewniane wieko ogromnego pudła, może trumny, znajduje się zaledwie parę centymetrów nad jej klatką piersiową, poczuła, jak nagle zaczyna brakować jej powietrza. Panika zacisnęła dłoń na jej umyśle, dłonie niekontrolowanie zaczęły się trząść.
Z całej siły trzasnęła w wieko, wrzeszcząc o pomoc. Nie wiedziała czemu i jakim cudem się tam znalazła, lecz jedne o czym mogła myśleć, to wydostanie się z tego piekła. Mimo, że starała się oddychać głęboko, do jej płuc nie dopływała odpowiednia ilość tlenu. Łzy niekontrolowanie toczyły się po jej policzkach, gardło piekło od wrzeszczenia.
Gdy ciemność powoli znów zalewała jej spojrzenie czuła, że jest u skraju swojej wytrzymałości. Nienawidziła zamkniętych, ciasnych pomieszczeń, odkąd była małym dzieckiem i przypadkowo zatrzasnęła się na wiele godzin w skrzyni na koce. Jej najgorszy koszmar powrócił w momencie, gdy powinna stać u boku swoich przyjaciół i walczyć.
Gdy odzyskała zdolność widzenia, znów była w parku. Nie było ani cyklopa, ani cyklopa, jedynie Jackson, odwrócony do niej tyłem, zgarbiony klęcząc na kostce brukowej.
- Percy...? - zapytała, zachrypniętym głosem, ocierając resztki łez z jej policzków.
- Przepraszam.. - wyszeptał, nie odwracając się. - Nie zdołałem go ocalić...
Przerażona podeszła do niego. Gdy ujrzała Nicka, leżącego częściowo na kolanach syna Posejdona, poczuła jak robi jej się słabo. Jego blade oblicze, bez choćby odrobiny życia sprawiło, że opadła na kolana tuż przy jego boku. Czarne oczy, pozbawione tej iskierki, która od zawsze w nich tkwiła, były skierowane ku niebu, dłonie złożone na zakrwawionej koszulce z ogromną dziurą w boku.
- Nie.. To nie może być-
Szloch, który ugrzązł w jej gardle nie pozwolił jej na wypowiedzenie choćby jednego słowa. Ujęła jego twarz, szepcąc jego imię pomiędzy spazmatycznymi próbami nabrania powietrza. Wtuliła się w jego martwe ciało, czując jak w jej klatce piersiowej kwitnie ból, którego nie była w stanie się pozbyć.
Jednak ciężar, który pozostawał w jej ramionach, nagle zniknął, zamieniając się w ciemną mgłę. Zdezorientowana spojrzała na swoje puste dłonie, jeszcze przed chwilą zanurzone w jego włosach, by zaraz potem ujrzeć pustkę, która znajdowała się wokół niej.
Zaraz potem poczuła chłód wokół jej ciała. Odruchowo wstrzymała powietrze czując jak nagle jej ciało znajdowało się w lodowatej wodzie. Rozpaczliwie machała nogami próbując płynąć ku górze, lecz tafla wody zamiast się zbliżać, oddalała się. Próbowała wytrwać jak najdłużej, lecz jej organizm zbuntował się i domagając się powietrza wziął wdech. Jej płuca paliły żywym ogniem i chociaż próbowała w jakikolwiek sposób wypłynąć, ruszała się coraz wolniej i wolniej, by na koniec zawisnąć w wodzie bez życia, znów zaatakowana wszechobecną ciemnością.
Zaraz potem, całkowicie wysuszona i żywa znalazła się na szczycie jedenastopiętrowego wieżowca, połączonego wątpliwej jakości liną z drugim budynkiem. Jej nogi były jak z waty, gdy spojrzała w dół, za krawędź dachu.
Zaraz potem usłyszała za sobą kroki. Daria, jej ciotka, z mieczem w dłoni wyciągniętym w jej stronę, szła z demonicznym uśmiechem zdobiącym jej przejechane czerwoną pomadką usta.
Wtedy Miriam zrozumiała, co się działo wokół niej. To nie była prawda, jedynie wizje demona, przez które leżała w tamtym momencie na kostkach brukowych parku, podczas gdy Nico i Percy walczyli z przeciwnikami.
Cofnęła się o krok wiedząc, że miała przejść liną, uciekając przed Darią.
Jednak zamiast tego, na krawędzi dachu przechyliła się w dół, zamykając oczy modląc się niemo, by jej przewidywania były prawdą.
Zaraz potem, gdy otworzyła oczy zobaczyła przerażoną twarz Nicka zwisającą tuż nad nią. Nabrała łapczywie powietrza, a jej przyjaciele pomogli jej podnieść się do siadu.
- Na bogów najświętszych. - wychrypiała, ocierając pozostałe na jej policzkach łzy. - Co to do cholery miało być?
- Chyba to samo, co latem jak znaleźliśmy Rae. - powiedział Nico, siadając obok niej. - Percy, były jeszcze takie ataki?
- Zakazaliśmy wychodzenia z obozu, a do niego nic się nie mogło przedostać. - odrzekł. - Albo się przedostało, ale my o tym nie wiemy.
***
- Czyli mówisz, że bo zakończeniu roku jedziemy tam, gdzie ty zniknęłaś latem? - spytała Alicja, gdy na godzinie wychowawczej nauczyciel jak zwykle zrobił lekcje wolną. - I macie jakąś przepowiednie? I zaatakował was cholerny Maks, który był demonem? I powiedział, że umrzesz?
Miriam kiwnęła głową, skupiając się na rozpisywaniu możliwych rozwiązań przepowiedni. Jedyne, co było pewne, że osoba, która będzie walczyć, umrze. Ale kim, do cholery, była nadzieja?
Nadzieja, która umrze. Jaki jest w tym sens?
Po co mówić, że mimo wszystkich walk, ludzie zginą, a ich ostatnia nadzieja polegnie, mimo wszystko?
To tak, jakby powiedzieć, że ludzie będą walczyć, ale i tak przegrają.
- Masz jakieś pomysły? - zapytał Nico, który wepchnął się między przyjaciółki.
- Wszyscy zginiemy. - podsumowała, opierając się o niego z westchnieniem.
- Zbyt negatywnie. - zarzucił ramię na jej barki.
- Masz inne pomysły? - uniosła brew.
Pokręcił przecząco głową.
- Weźcie już się pocałujcie czy coś. - mruknęła Alicja, zepchnięta na drugi plan.
Oboje nastolatkowie prychnęli nieco wymuszonym śmiechem, mimo że na ich policzki wpłynął ledwo widoczny rumieniec.
Mimo, że ie chcieli się przyznać, oboje mieli na to ochotę.
Dużą ochotę.
CZYTASZ
Angel And Death
FanfictionGdy do szkoły Miriam dołącza Nico, dziewczyna stawia sobie za cel uszczęśliwienie go. Czy Anioł będzie w stanie sprawić, by Śmierć przestała być taka straszna?
