Stała na ogromnej polanie, położonej tuż obok jeziora. Zewsząd otaczał ją las – nie taki ciemny, przerażający, jak ten wokół Obozu Herosów, lecz taki, który zachęca na pieszą wycieczkę wśród drzew, wsłuchując się w piękny śpiew ptaków.
Delikatny wiatr muskał jej skórę, a pojedyncze listki niesione przez niego wpadały w jej poskręcane w sprezynki włosy. Odetchnęła głęboko, zaciągając się charakterystycznym zapachem lata.
Usiadła po turecku wśród zielonych źdźbeł trawy i zerwała pojedynczą stokrotkę, znajdującą się nieopodal jej kolana. Obracała ją w palcach, przyglądając się uważnie jej nieskazitelnie białym płatkom i żółtym środeczku, po czym wsunęła kwiat między kosmyki włosów i odchyliła się, wystawiając twarz ku Słońcu. Przymknęła powieki, całkowicie się rozluźniając.
Pragnęła, by ta chwila trwała wiecznie. Żeby do końca życia nie musiała zamartwiac się o szkołę, o przyjaciół i o swoje własne życie.
Usłyszała plusknięcie. Zdziwiona i zaniepokojona jednocześnie otworzyła oczy, niemal natychmiast patrząc w stronę jeziora. Jak dotąd płaska tafla wody marszczyła się, a wiatr zdecydowanie mocniej szarpał jej włosy.
Nagle spod wody wynurzyła się postać. Była przygarbiona i niemalże biała. Jej włosy, koloru zboża, pokrywały jej twarz i przeplatały się przez nie wodorosty i inne glony. Jej ciało było napuchnięte od ilości wody, które w nią wsiąknęło. Była naga, co nieco skrępowało dotąd rozluźnioną Miriam.
Rudowłosa przykucnęła, gotowa do ucieczki. Postać zaczęła iść w jej stronę. Brodząc przez wodę potykała się, jej chód przypominał bardziej poruszanie się zombie niż chód człowieka.
Gdy dotarła do brzegu, przewróciła się, wydając niesmaczne charchnięcie. Jej ręce były na wpół zgniłe, wyłaziły przez nie robaki. Dziewczyna nie poddawała się i za pomocą lewej ręki czołgała się w stronę Miriam.
Ta niczego bardziej na świecie nie pragnęła bardziej, niż ucieczki. Chciała się zerwać, uciec w stronę lasu, lecz pnącza które nagle wyrosły z ziemi oplotły jej kostki uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Choć szarpała się z całej siły, rośliny jedynie umocniły uścisk.
Postać doczołgała się do niej, a nos Miriam zaatakował odór znany jej ze wcześniejszej wizji. Blondynka wyprostowała się, a jej kości trzasnęły tak mocno, że po plecach rudowłosej przebiegł dreszcz. Wtedy ujrzała jej twarz.
Niegdyś niewątpliwie była piękna, wskazywały na to jej rysy twarzy, teraz pokryte mułem i napuchnięte od wody. Jej oczy były zamglone, puste, martwe. Przypominała trochę Samarę Morgan, lecz taką z telenoweli, piękną.
Jej oślizgła ręka chwyciła Miriam za ramię, wbijając w nie paznokcie. Krzyczała jakieś słowa, których nastolatka nie była w stanie zrozumieć. Jedyne, co słyszała, to swoje bicie serca. Powoli robiło jej się niedobrze ze strachu i z obrzydzenia przez żywego trupa, który przed nią stał.
Modliła się, by ro wszystko się skończyło. Pragnęła, by ro cos, ten potwór, zabił ją, zostawił w spokoju. Głos grzązł jej w gardle, mimo ze pragnęła krzyczeć ile sił w płucach, chciała zacisnąć oczy, lecz cos przytrzymywało jej powieki. Palący ból w ramieniu nasilił się i rozlał po całym ciele, wprawiając rudowłosą w istną agonię.
Nagle to wszystko ustało. Zapadła ciemność, ból ustąpił, wiatr się uspokoił. Zdezorientowana dziewczyna odetchnęła, dygocąc na całym ciele.
Poczuła, jak ktoś delikatnie potrząsa jej ramieniem, tym samym które jeszcze przed chwilą było maltretowane przez niezyjącą kobietę. Z jej gardła wydarł się ochrypły jęk.
– Miriam, do cholery, co się dzieje? – usłyszała Nicka tuż nad nią.
Uchyliła powieki i odetchnęła głęboko, starając się uspokoić rozszalałe ze strachu serce. Przypomniała sobie wszystko – leżała w łóżku w domku Hadesa zaplątana w czarny koc, a nad nią pochylał się jej zaniepokojony przyjaciel.
– Na bogów, zdążyłaś pobudzić cały obóz swoimi wrzaskami. – stwierdził lekko zaniepokojony. – Co ci się śniło?
Odgarnęla włosy, które przylepiły jej się do mokrego od potu czoła i podniósł się do siadu, zagryzając wargę. Pamiętała dosłownie każdy szczegół snu, który streściła Nickowi. To było niepokojące – nigdy przed trm jej sny nie były do tego stopnia realistyczne.
– Powinniśmy iść z tym do Chejrona. – podsumował.
– Przecież to tylko głupi sen. – machnęła ręką. – Wracajmy już spać, zaraz będzie świtać.
Ignorując zmartwione spojrzenie bruneta położyła się wygodnid twarzą do ściany, po czym znów zasnęła, lecz tym razem spała snem spokojnym i niczym nie zmąconym.
***
Rankiem obudziła ją lodowato zimna ręka spoczywająca na jej czole. Z początku w przerażeniu pomyślała, że to ta przerażająca postać z jej snu, lecz po chwili zrozumiała, ze to jedynie Nico, przytulający się do niej w ten swój dziwny, nickowy sposób.
Prychnęła. Na urodziny musi mu kupić rękawiczki, bo ręce mu marzną nawet w lato.
Delikatnie wyplątała się z jego objęć i wstała, przeciągając się leniwie. W domku Hadesa w zasadzie było więcej jej rzeczy niż Nicka – dziewczyna nienawidziła spać w tym różowym, wyperfumowanym domku dla lalek należącym do Afrodyty.
Przebrała się w łazience z pizamy w luźny T-Shirt i krótkie spodenki, po czym wyszła na plażę, spinając włosy w kok na czubku głowy.
Ruszyła truchtem, myślami odpływając w dal. Poranne bieganie zawsze ją odprężało, rozluźniało poplątane supły tworzące się z jej mysli. Mogła skupić się na swoich krokach, na stopach delikatnie zapadających się w piasek, na równym oddechu, na słońcu delikatnie ogrzewającym jej skore.
Nie wiedziała ile biegła, ale wiedziała ze była poważnie zmachana, dlatego też postanowiła wracać. Gdy była w połowie drogi, ujrzała postać, siedzącą nad brzegiem morza, co zdawało jej się dziwne - kto normalny siedzi na brzegu około piątej rano?
Cos kazało jej podejść do postaci. Im bliżej szła, tym silniej czuła piękny zapach, coś pomiędzy świeżą lawendą, a zapachem świeżych gofrow, smażonych przez jej macochę w urodziny rudowłosej.
Właśnie, urodziny rudowłosej.
Dziś był 26 sierpnia. Jej czternaste urodziny.
na wszelkich istniejących bogów, zaraz 2k
szalejecie ludzie
CZYTASZ
Angel And Death
FanfictionGdy do szkoły Miriam dołącza Nico, dziewczyna stawia sobie za cel uszczęśliwienie go. Czy Anioł będzie w stanie sprawić, by Śmierć przestała być taka straszna?
