Rozdział 2

5.4K 189 48
                                        

Rano obudziło mnie światło, wpadające do mojego pokoju, przez okno, którego zapomniałam zasłonić poprzedniego wieczoru. Nawet się sobie nie dziwię, w końcu, kiedy się kładłam, była już druga w nocy. Powoli wstałam, przeciągając się. Wyjęłam z szafy czarne legginsy i niebieską, sportową bluzkę, pamiętając, że Tony mówił coś o bieganiu, po czym poszłam się ubrać do łazienki. Patrząc w lustro zobaczyłam, że ostatnie wydarzenia odbiły się na moim wyglądzie. Moje brązowe włosy, zwykle zadbane, teraz były splątane i sterczały na wszystkie strony. Oczy miałam lekko czerwone oraz zapuchnięte. Przepłukałam twarz zimną wodą, mając nadzieję, że to mnie chociaż trochę rozbudzi. Wykonałam poranną toaletę, związałam włosy w kitkę, ubrałam przygotowane ciuchy i wyszłam z pokoju. 

- Dzień dobry! - usłyszałam głos Kapitana, wchodząc do kuchni. 

- Dzień dobry - odpowiedziałam z uśmiechem. Mój humor trochę się poprawił, po wczorajszej rozmowie z Tonym, co nie uszło uwadze Steve'a. - Idziemy biegać? - zapytałam od razu. Rogers spojrzał na mnie zdziwiony. 

- A śniadanie? - przypomniał. - Bez tego nigdzie z tobą nie idę, bo jeszcze padniesz mi po drodze.
Zrezygnowana wyjęłam z szafki miseczkę i przygotowałam sobie płatki z mlekiem. Usiadłam naprzeciwko Kapitana, zaczynając jeść. Czułam na sobie jego badawczy wzrok. 

- No co? - zapytałam w końcu, przerywając posiłek. 

- Nie, nic - odpowiedział lekko zmieszany, drapiąc się po karku. - Humor ci się poprawił - zauważył. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem. 

- Zgadłeś, Sherlocku - stwierdziłam, rozśmieszając go. - Twoje zdolności do dedukcji mnie zadziwiają - ciągnęłam dalej. Może trochę przesadzałam z sarkazmem. Mimo wszystko poznałam go zaledwie wczoraj, ale nie mogłam się oprzeć. 

- Miło mi słyszeć, że czymś ci zaimponowałem - odpowiedział, kłaniając się nisko, sprawiając, że zakrztusiłam się mlekiem ze śmiechu. Steve z rozbawieniem poklepał mnie po plecach, pomagając mi dojść do siebie. - Już dobrze? - zapytał, kiedy przestałam kaszleć. 

- Tak - odpowiedziałam i zabrałam się za dokończenie śniadania. 

- Aż tak chcesz iść biegać? - zapytał Rogers, przyglądając mi się. Nawet mu się nie dziwię. Pochłaniałam te płatki w zadziwiającym tempie.

- Chcę mieć to za sobą. Teraz możemy już iść? - zapytałam, odstawiając miseczkę do zmywarki. Bardzo lubiłam biegać, nigdy nie miałam problemu z kondycją. Jednak ćwiczyć z Kapitanem Ameryką to niemałe wyzwanie.

- Jasne, chodź - powiedział, kierując się do windy. 

Już po chwili biegaliśmy po jednej ze ścieżek, przeznaczonych właśnie do tego celu. Cały czas utrzymywałam tempo Rogersa, chociaż po godzinie zaczęłam dostawać zadyszki. W końcu, kiedy Steve się zatrzymał usiadłam wykończona pod drzewem, chowając się przed słońcem. 

- Masz dobrą kondycję - przyznał Kapitan, stając nade mną. Uniosłam głową, aby na niego spojrzeć. Wyglądał jakby właśnie przebiegł 8 metrów, a nie kilometrów.

- A ty naprawdę w ogóle się nie męczysz? - zapytałam, na co jego kąciki ust lekko podniosły się w górę. Nie odpowiedział, a ja pokręciłam z niedowierzaniem głową i dalej próbowałam złapać oddech. 

- Uprawiałaś kiedyś sport? - zapytał po chwili ciszy. 

- Tak, głównie biegi i siatkówka - odpowiedziałam, kiedy już udało mi się unormować oddech. Steve pokiwał głową. 

- Chodź, wrócimy spacerem - zaproponował i wyciągnął dłoń, aby pomóc mi wstać, którą chętnie przyjęłam.

***

Unstoppable ~ AvengersOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz