Znajdowałam się na korytarzu, w domu, w Miami. Byłam dziwnie niska. Przede mną stał Tony. Przyjrzałam się sobie. Miałam około cztery lata.
- Masz dwadzieścia sekund na znalezienie kryjówki. Raz, dwa, trzy... - Tony zaczął odliczanie, a ja wybiegłam z pomieszczenia. Bez zastanowienia wbiegłam do swojego pokoju i schowałam się pod kołdrą. Mój oddech był przyspieszony, ale to nic. To jest moja najlepsza kryjówka! Tony mnie tu nie znajdzie.
- Haalo! A gdzie to się podział mój mały Dzieciak? - zapytał Tony, wchodząc do pomieszczenia.
Natychmiast wzięłam głęboki oddech wstrzymując powietrze. Zrobiłam mały otwór między kołdrą, a materacem, aby móc oglądać jego poczynania. - Może tu jest? - zapytał, otwierając szafę. - Nie, tu jej nie ma - stwierdził, zamykając mebel. - Więc na pewno schowała się tu! - krzyknął, lądując na podłodze i patrząc pod łóżko. - Tu też nie ma. Hmm... Gdzie ta mała spryciula mogła mi się schować? - zachichotałam cicho. Nagle spojrzał prosto na otwór, przez który obserwowałam jego poczynania. - Tu jest! - krzyknął skacząc na łóżko i zaczynając mnie łaskotać. Nie mogłam powstrzymać radosnego wybuchu śmiechu.
- Jeszcze raz, jeszcze raz! - wołałam szczęśliwa, skacząc po łóżku.
- Niestety, będę cię musiał teraz zostawić - powiedział Tony smutnym głosem. - Ale jesteś dużą dziewczynką i dasz sobie radę.
- Nie, Tony. Nie zostawiaj mnie - błagałam, przytulając się do niego z całej siły. - Wciąż cię potrzebuję.
- Już dawno mnie nie potrzebujesz. Jesteś już samodzielna - stwierdził, odwzajemniając uścisk.
- To nieprawda. Zostań, proszę - mówiłam, kiedy Tony powoli wywinął się z moich ramion i ruszył w kierunku drzwi. - Nie zostawiaj mnie.
- Żegnaj, Lily - zamknął za sobą drzwi.
***
Wzięłam gwałtowny oddech, prostując się na łóżku. Przetarłam twarz dłonią. To tylko zły sen. Tony tu jest. W tej wieży.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Białe ściany, byłam podłączona do różnych urządzeń, monitorujących moje funkcje życiowe. Ile jeszcze razy obudzę się w tym miejscu?
Nagle ostatnie wydarzenia zaczęły do mnie wracać. Wspomnienia przeżytej misji przewijały się po mojej głowie, nie dając spokoju.
- Lily? Jak się czujesz? - usłyszałam ciepły głos Steve'a, więc spojrzałam w jego kierunku.
- Tony, czy on? - zapytałam, ignorując jego wcześniejsze pytanie. Ja się teraz nie liczyłam. Wszystko co było dla mnie w tej chwili ważne to odpowiedź na to jedno pytanie.
- Dzień dobry, śpiącej królewnie - usłyszałam znajomy głos od strony drzwi.
Szybko odwróciłam się w tamtą stronę. W drzwiach stał nikt inny jak Tony Stark we własnej osobie. Na pierwszy rzut oka było widać, że jeszcze nie doszedł w pełni do siebie, ale stał przede mną. Cały i zdrowy.
Nie mogąc zapanować nad rozpierającą mnie radością, odpięłam się od wszystkich kabli i rzuciłam mu się na szyję.
- Myślałam, że cię straciłam - powiedziałam. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy szczęścia.
- Jestem tu, Dzieciaku. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz - oznajmił z radością w głosie. - Wiedziałaś, że twoje łzy mają właściwości uzdrawiające? - zapytał, czym zupełnie zbił mnie z tropu.
CZYTASZ
Unstoppable ~ Avengers
FanfictionMłoda Lily Stark odkrywa w sobie magiczne zdolności. Co się stanie, kiedy chcąc chronić rodzinę zamieszka z Avengers? Rozpoczną się nowe przyjaźnie, czy może coś więcej? I co knuje Hydra? Odpowiedzi znajdziecie, czytając to opowiadanie. Zapraszam :...
