Rozdział 32

2.8K 83 44
                                        

Znajdowałam się na korytarzu, w domu, w Miami. Byłam dziwnie niska. Przede mną stał Tony. Przyjrzałam się sobie. Miałam około cztery lata.

- Masz dwadzieścia sekund na znalezienie kryjówki. Raz, dwa, trzy... - Tony zaczął odliczanie, a ja wybiegłam z pomieszczenia. Bez zastanowienia wbiegłam do swojego pokoju i schowałam się pod kołdrą. Mój oddech był przyspieszony, ale to nic. To jest moja najlepsza kryjówka! Tony mnie tu nie znajdzie.

- Haalo! A gdzie to się podział mój mały Dzieciak? - zapytał Tony, wchodząc do pomieszczenia. 

Natychmiast wzięłam głęboki oddech wstrzymując powietrze. Zrobiłam mały otwór między kołdrą, a materacem, aby móc oglądać jego poczynania. - Może tu jest? - zapytał, otwierając szafę. - Nie, tu jej nie ma - stwierdził, zamykając mebel. - Więc na pewno schowała się tu! - krzyknął, lądując na podłodze i patrząc pod łóżko. - Tu też nie ma. Hmm... Gdzie ta mała spryciula mogła mi się schować? - zachichotałam cicho. Nagle spojrzał prosto na otwór, przez który obserwowałam jego poczynania. - Tu jest! - krzyknął skacząc na łóżko i zaczynając mnie łaskotać. Nie mogłam powstrzymać radosnego wybuchu śmiechu.

- Jeszcze raz, jeszcze raz! - wołałam szczęśliwa, skacząc po łóżku.

- Niestety, będę cię musiał teraz zostawić - powiedział Tony smutnym głosem. - Ale jesteś dużą dziewczynką i dasz sobie radę.

- Nie, Tony. Nie zostawiaj mnie - błagałam, przytulając się do niego z całej siły. - Wciąż cię potrzebuję.

- Już dawno mnie nie potrzebujesz. Jesteś już samodzielna - stwierdził, odwzajemniając uścisk.

- To nieprawda. Zostań, proszę - mówiłam, kiedy Tony powoli wywinął się z moich ramion i ruszył w kierunku drzwi. - Nie zostawiaj mnie.

- Żegnaj, Lily - zamknął za sobą drzwi. 

***

Wzięłam gwałtowny oddech, prostując się na łóżku. Przetarłam twarz dłonią. To tylko zły sen. Tony tu jest. W tej wieży. 

Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Białe ściany, byłam podłączona do różnych urządzeń, monitorujących moje funkcje życiowe. Ile jeszcze razy obudzę się w tym miejscu? 

Nagle ostatnie wydarzenia zaczęły do mnie wracać. Wspomnienia przeżytej misji przewijały się po mojej głowie, nie dając spokoju.

- Lily? Jak się czujesz? - usłyszałam ciepły głos Steve'a, więc spojrzałam w jego kierunku.

- Tony, czy on? - zapytałam, ignorując jego wcześniejsze pytanie. Ja się teraz nie liczyłam. Wszystko co było dla mnie w tej chwili ważne to odpowiedź na to jedno pytanie.

- Dzień dobry, śpiącej królewnie - usłyszałam znajomy głos od strony drzwi. 

Szybko odwróciłam się w tamtą stronę. W drzwiach stał nikt inny jak Tony Stark we własnej osobie. Na pierwszy rzut oka było widać, że jeszcze nie doszedł w pełni do siebie, ale stał przede mną. Cały i zdrowy. 

Nie mogąc zapanować nad rozpierającą mnie radością, odpięłam się od wszystkich kabli i rzuciłam mu się na szyję.

- Myślałam, że cię straciłam - powiedziałam. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy szczęścia.

- Jestem tu, Dzieciaku. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz - oznajmił z radością w głosie. - Wiedziałaś, że twoje łzy mają właściwości uzdrawiające? - zapytał, czym zupełnie zbił mnie z tropu.

Unstoppable ~ AvengersOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz