Rozdział 25

2.8K 98 14
                                        

Biegłam za mężczyzną w średnim wieku. 

Właśnie dowiedzieliśmy się, że jeden z naszych agentów jest szpiegiem T.A.R.C.Z.Y. Kiedy tylko zorientował się, że znamy jego sekret zaczął uciekać. Nie mogliśmy go wypuścić. Nie żywego. 

Zostałam wysłana w pogoń za nim, z jedną misją. Zabić. Rozkaz był jasny. Biegłam tak szybko, na ile pozwalały mi nogi. Ciemny las nie ułatwiał mi jednak sprawy. Tak samo jak gęsta mgła, unosząca się nad ziemią. 

W końcu znalazłam go. Siedział za pniem drzewa. Jego ciało się trzęsło, a do piersi przyciskał kawałek papieru.

- Myślałeś, że nam uciekniesz? O, nie, kochany. Przed Hydrą nie ma ucieczki - syknęłam, stając nad nim.

- Proszę nie - błagał mężczyzna. Po jego policzkach leciały gorzkie łzy, jednak ja patrzałam na to niewzruszona. - Moja rodzina czeka na mnie, moje małe córeczki - wyszeptał, a jego głos się załamał. Wyciągnął przed siebie papier, który trzymał i wpatrywał się w niego, jakby to miało uratować jego życie. - Proszę - załkał.

- Niech się zastanowię - powiedziałam obojętnym tonem, patrząc na swoje paznokcie. - Dla szpiegów nie mam litości - wymierzyłam w niego pistolet i oddałam strzał. 

Po lesie rozniósł się głośny huk. Martwe ciało mężczyzny opadło na ściółkę. Jego oczy powoli stały się całkowicie pozbawione życia. 

Od niechcenia podniosłam kartkę, którą trzymał. Było to zdjęcie, przedstawiające kobietę z dwiema małymi dziewczynkami.

- Żałosne - mruknęłam pod nosem i spaliłam fotografię w ręku. 

- Aaa! - krzyknęłam, siadając na łóżku. 

Czułam, że jestem cała zlana potem. Wspomnienia służby w Hydrze wciąż dawały o sobie znać w najmniej przyjemny sposób. 

Zamknęłam oczy, próbując wymazać sen z pamięci, jednak przed oczami miałam zdjęcie kobiety z dziećmi i ciało mężczyzny. Przeze mnie już więcej go nie zobaczą. Wszystko przeze mnie. 

Schowałam twarz w dłoniach, a z mojego gardła wydobył się kolejny, gorzki szloch.

- Lily, wszystko w porządku? - usłyszałam cichy głos Vicky. Powoli podniosłam głowę i spojrzałam na moją starszą siostrę. - Usłyszałam twój krzyk, bałam się, że coś się stało - wyznała. No tak. Nasze pokoje są obok siebie, nic dziwnego, że mnie usłyszała.

- Nic się nie stało, możesz wracać do spania - odpowiedziałam, siląc się na uśmiech. Vicky usiadła na moim łóżku, uważnie mi się przyglądając. 

Jedynym źródłem światła był księżyc za oknem, ale pełnia sprawiała, że było dość jasno, więc nie miałam jak ukryć swojego wyrazu twarzy.

- Wciąż nie umiesz kłamać - stwierdziła, uśmiechając się lekko. - Czemu płaczesz?

- Miałam koszmar - wyjaśniłam, na co dziewczyna przekrzywiła głowę.

- Hydra? - zapytała, uważnie na mnie patrząc. Lekko pokiwałam głową, uciekając spojrzeniem. Vicky głośno westchnęła. - Nawet nie wiesz jak bardzo jestem ci wdzięczna, że nas uratowałaś - oznajmiła, na co gwałtownie odwróciłam się w jej stronę. - Nie pamiętam co się wydarzyło tego dnia, ale powiedzieli mi, że nas uratowałaś poświęcając siebie. Nie mam pojęcia co oni ci tam zrobili albo do czego cię zmuszali, ale wiedz, że dla mnie jesteś najdzielniejszym z bohaterów - wyznała, cały czas patrząc mi w oczy. Jej słowa wywołały ogromne ciepło na moim sercu.

Unstoppable ~ AvengersOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz