Rozdział 18

2.8K 99 7
                                        

Steve

Po raz kolejny wszedłem do pokoju Lily. To było jedno z moich codziennych czynności od kiedy zniknęła. 

Pustym wzrokiem, przyglądałem się rzeczom, które zostawiła. Niedokończona książka, pozostawiona na stoliku nocnym, zaczęty rysunek, ciuchy, których nie ułożyła do szafy. Te wszystkie małe przedmioty, dla niektórych nic nieznaczące, symbole jej codziennych czynności sprawiały wrażenie, jakby ich właścicielka mogła w każdej chwili wrócić do pokoju, zmęczona po treningu z Natashą. 

Niestety rzeczywistość była inna. Lily tu nie było. Miałem świadomość, że nie wróci w najbliższym czasie. 

Ponownie chwyciłem teczkę, która leżała otwarta na biurku. Nieraz oglądałem rysunki, znajdujące się w niej. Lily potrafiła sprawić, że jej obrazy ożywały, w liniach, które kreśliła odznaczało się jej usposobienie. Wszystkie byłe w radosnych, żywych barwach. Tak jak ona. 

Lily stanowiła dla mnie zagadkę. Z jednej strony zachowywała się jak dziecko, zawsze uśmiechnięta i naiwnie optymistyczna, a z drugiej była dojrzałą i niezwykle emocjonalną kobietą. 

Ponownie przyjrzałem się rysunkowi, który najbardziej mi się podobał. Przedstawiał Boston bridge. Z delikatnym uśmiechem odłożyłem obrazki w to samo miejsce. 

Odwróciłem się ponownie w stronę łóżka, na którym leżała moja bluza. Zostawiłem ją Lily, kiedy zaniosłem ją śpiącą do pokoju. 

Jedna, samotna łza spłynęła po moim policzku. Minęły już dwa miesiące odkąd jej nie ma, a ja wciąż czuję jakbym wczoraj trzymał ją w ramionach. Wdychał jej słodki zapach. Dlaczego ona to zrobiła? Dlaczego nic nam nie powiedziała? Poszlibyśmy tam z nią i odbili jej rodzinę. Dlaczego zamiast tego wolała sprawić nam wszystkim tyle cierpienia? Tak niedawno mówiłem jej, że nie wyobrażam sobie życia bez niej, a ona mnie zostawiła i nie dała mi wyboru. 

Nie wiem co dalej robić. Zniszczyliśmy już tyle baz, a po niej ani śladu. Czuję się tak bezradnie jak jeszcze nigdy. 

Szybko przetarłem ręką twarz, chcąc odgonić niechciane łzy. To nie był dobry moment na załamywanie się. Muszę jej pomóc. 

Z tą myślą opuściłem pusty pokój i udałem się do pracowni Tony'ego, mając nadzieję go tam spotkać. Nie zawiodłem się. Tak jak codziennie od ucieczki Lily przeglądał radar lotów, poszukując podejrzanych samolotów, mogących przewozić broń dla Hydry.

- I jak? - zapytałem, wchodząc do środka.

- Nie mam kompletnie nic. Albo przerzucili się na samochody albo nauczyli się wyjątkowo dobrze maskować swoje maszyny - odpowiedział, odrywając oczy od komputera. - Nie mam pojęcia co jeszcze możemy zrobić, Steve - wyznał, łamiącym się głosem, chowając twarz w dłoniach.

- To tak samo jak ja - stwierdziłem, siadając na krześle.

- Panie Stark, podejrzane odrzutowce kierują się wprost na Helicarrier - usłyszeliśmy głos Jarvisa przez co gwałtownie wstaliśmy z miejsc.

- Jarvis, powiedz pozostałym, że natychmiast wylatujemy - polecił Tony, jednocześnie przybliżając na radarze odrzutowce. Na każdym z nich był namalowany symbol Hydry.

- Oczywiście, Panie Stark - odpowiedziała sztuczna inteligencja. 

Tony od razu ubrał swoją zbroję, a ja jak najszybciej udałem się do swojego pokoju po kombinezon oraz tarczę. 

W ciągu dwóch miesięcy zniszczyliśmy tak dużo ich baz, a oni zdecydowali się na atak? To musiał być akt desperacji. 

W ekspresowym tempie założyłem swoje ubranie, chwyciłem tarczę i wbiegłem do salonu.

Unstoppable ~ AvengersOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz