- Lily, spokojnie, to może być fałszywy alarm - usłyszałam głos Steve'a, ale obraz zaczął mi się rozmazywać. Łzy przysłoniły wszystko, a pokój zaczął wirować. Zaczęłam dostawać ataku paniki.
- Lily! - krzyknął Tony, a już po chwili cała drużyna Avengers była w salonie. Coś ustalali, ale nic do mnie nie docierało. W głowie miałam tylko głos Jarvisa: Atak na dom Starków w Miami. Więc dowiedzieli się o naszej rodzinie i postanowili się na nich zemścić.
Po chwili Natasha, Tony i Steve skierowali się do odrzutowca, a ja pobiegłam za nimi.
- Nie, Lily, ty zostajesz z Thorem, Clintem i Bruce'em. Ktoś musi pilnować Avengers Tower - powiedział Tony, kiedy zobaczył, że idę z nimi.
- Ale to jest moja rodzina! - krzyknęłam. Nie może mi zabronić ratowania ich.
- Wiem, ale nie jesteś teraz w stanie walczyć - zauważył.
- Więc wolisz, żebym wyżyła się tutaj czy na Hydrze? - zapytałam twardym głosem, a Tony głośno westchnął.
- Natasha ty zostań, a Lily leci z nami - zarządził szybko i całą trójką wsiedliśmy do odrzutowca.
Czarne scenariusze przewijały się w mojej głowie, a droga dłużyła się niemiłosiernie. Łzy wciąż spływały po mojej twarzy, a z gardła wyrywały się szlochy. To nie mogło się tak skończyć. Nawet nie miałam okazji się z nimi pożegnać.
- Jesteśmy - usłyszałam głos Steve'a i pospiesznie opuściłam pokład.
Wylądowaliśmy zaraz obok budynku. Bez zastanowienia wbiegłam do mojego domu przez wyłamane drzwi, nie zwracając uwagi na Tony'ego i Steve'a.
- Mamo! Tato! Vicky! - krzyczałam ile sił w płucach, ale wszędzie panowała okropna cisza. Nie było słychać niczego oprócz mojego zrozpaczonego nawoływania, które echem odbijało się po całym domu.
Kiedy wbiegłam do salonu, zakryłam sobie usta dłonią i upadłam na kolana. Walczyli. Moi rodzice walczyli z Hydrą. W pomieszczeniu panował bałagan, było widać ślady po walce, jednak ani śladu jakichkolwiek ciał.
- Lily - usłyszałam cichy głos Tony'ego, a po chwili położył mi rękę na ramieniu.
- Nie, to nie może być prawda! - krzyknęłam, strąciłam jego rękę i wbiegłam po schodach do pokoju mojej siostry. I tutaj było widać ślady walki. - Vicky - szepnęłam cicho, podchodząc do jej biurka, gdzie zauważyłam małą karteczkę. Chwyciłam ją drżącymi rękami. Pismo było mi zupełnie obce.
Lily Stark, jeśli jeszcze kiedykolwiek chcesz zobaczyć swoich bliskich, musisz się oddać w nasze ręce. Jeżeli powiesz o tym komukolwiek, twoja rodzina umrze.
22 Bluestreet NY.
Z mojego gardła wydobył się gorzki szloch. Pospiesznie schowałam kartkę do kieszeni. Nie mogłam jej nikomu pokazać. Sama musiałam podjąć decyzję co dalej. Chociaż w głębi serca wiedziałam, że ona już zapadła.
Z bezsilności upadłam na podłogę, zanosząc się gorzkim płaczem. Czułam jak emocje zbierają się we mnie. Strach, złość i smutek. Wszystkie jednocześnie zalewały mnie ogromnymi falami. Poczułam okropny ból w głowie. Nie mogłam sobie poradzić z tym wszystkim. Najważniejsze osoby w moim życiu zostały porwane przeze mnie. To wszystko moja wina. Gdybym nie wstąpiła do Avengers, gdybym wróciła do domu, mogłabym temu zapobiec, mogłabym ich uratować.
- Lily! - usłyszałam krzyk od strony drzwi.
Odwróciłam się w tamtą stronę i zauważyłam przerażonych Tony'ego i Steve'a. Nie dziwiłam się im. Trzy żywioły: powietrze, ogień i woda, wszystkie ulatywały ze mnie, wirując wokół. Czułam ogromny ból w skroniach. Nie mogłam tego opanować. Emocje były zbyt silne.
CZYTASZ
Unstoppable ~ Avengers
FanfictionMłoda Lily Stark odkrywa w sobie magiczne zdolności. Co się stanie, kiedy chcąc chronić rodzinę zamieszka z Avengers? Rozpoczną się nowe przyjaźnie, czy może coś więcej? I co knuje Hydra? Odpowiedzi znajdziecie, czytając to opowiadanie. Zapraszam :...
